Kardiologia dziecięca wstrzymała przyjęcia

Mimo pochmurnego poranka w Klinice Kardiologii Dziecięcej i Wad Wrodzonych Akademii Medycznej w Gdańsku nikt nie zapala światła. Oszczędzać trzeba na wszystkim. Nie słychać głosów chorych dzieci. Łóżeczka stoją puste.

Mimo pochmurnego poranka w Klinice Kardiologii Dziecięcej i Wad Wrodzonych Akademii Medycznej w Gdańsku nikt nie zapala światła. Oszczędzać trzeba na wszystkim. Nie słychać głosów chorych dzieci. Łóżeczka stoją puste.
Ostatnia pacjentka, 13-letnia Agnieszka Błaszko z Elbląga w najbliższy wtorek opuści szpital.
- Miałyśmy szczęście - przyznaje mama dziewczynki.


W kwietniu lekarz, który badał Agnieszkę, nie wyczuł w jej udach tętna. Za to w sercu wysłuchał szmery. Kazał jechać do Gdańska. W wykrywaniu wad serca u dzieci specjalizuje się tylko jeden szpital w Pomorskiem - Akademia Medyczna w Gdańsku. Echokardiografia wykazała u Agnieszki krytyczne zwężenie aorty.


- To bardzo groźna wada serca - tłumaczy dr Janina Aleszewicz-Baranowska, starszy wykładowca kliniki.
∨ Czytaj dalej

- Krew do górnej części ciała tłoczona jest pod bardzo wysokim ciśnieniem, co grozi uszkodzeniem mózgu. Tymczasem narządy brzuszne i nerki są niedokrwione. Aorta coraz bardziej się zwężała, życie Agnieszki było zagrożone. Na początku tygodnia dziewczynkę zoperowali kardiochirurdzy, teraz czeka na zdjęcie szwów.
Inne dzieci chore na serce, które mogą poczekać, są odsyłane. Klinika, choć ma doskonałych specjalistów i dysponuje nowoczesnym sprzętem, nie może przyjmować dzieci ani na badania diagnostyczne, ani na zabiegi z zakresu kardiologii inwazyjnej. Są bardzo drogie, koszt jednego przekracza 5 tys. dolarów. Na same badania czeka w kolejce około 90 maluchów. Nie licząc dorosłych z wadami serca, którzy również tu trafiają. Oni też będą musieli poczekać.


- Przyjmujemy tylko dzieci w stanie ciężkim lub zagrażającym życiu - mówi prof. dr hab. Jan Ereciński, kierownik Kliniki Kardiologii Dziecięcej i Wad Wrodzonych Serca.
Klinika nie ma pieniędzy. Przekroczyła wszelkie limity.


- W tym roku dostaliśmy zaledwie jedną trzecią tego, co w roku ubiegłym - zaznacza prof. Ereciński. Normalna praca kliniki kosztuje rocznie 2,7 mln zł, tymczasem na ten rok klinika dostała zaledwie 1,3 mln zł. - Wystąpiłem do Narodowego Funduszu Zdrowia o przyznanie dodatkowych pieniędzy - mówi prof. Ereciński. - Czekam na odpowiedź.


Z ogromnym niepokojem czekają na nią również rodzice dzieci chorych na serce z całego Pomorskiego.

Zobacz koniecznie

przewiń w lewo przewiń w prawo

Witryna korzysta z plików cookies oraz informacji zapisywanych i odczytywanych z localStorage, aby dopasować interesujące treści oraz reklamy. Korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień przeglądarki, w szczególności w zakresie cookies, oznacza, że pliki będą umieszczane na urządzeniu końcowym. Możesz zmienić ustawienia przechowywania i dostępu do cookies i localStorage używając ustawień przeglądarki lub używanego urządzenia. Szczegóły w Polityce Prywatności.

Zamknij