Sumienie doktora

Walczą już pół roku o podwyżki płac i słyszą od pacjentów i polityków - doktor nie może strajkować. Doktor powinien być Judymem. Leczyć za darmo, być na każde zawołanie. W noc i w dzień.

Walczą już pół roku o podwyżki płac i słyszą od pacjentów i polityków - doktor nie może strajkować. Doktor powinien być Judymem. Leczyć za darmo, być na każde zawołanie. W noc i w dzień. Nie powinien przyjmować od pacjenta koniaku i kopy jaj. Nie może zwolnić się z pracy, wyjechać za granicę i budować domu w Polsce.

- W ostatnim czasie problemy etyczne lekarza ograniczono do dwóch kwestii: korupcji i strajków – skarży się jeden z szanowanych profesorów medycyny. - A to margines! Nasz zawód to nieustanne zadawanie pytań. Czy zaprzestanie reanimacji nieuleczalnie chorego, cierpiącego człowieka to już eutanazja? Czy ustawianie pacjenta w kolejce do jedynego onkologa w mieście jest etyczne? Kto jest ważniejszy - matka czy rosnące w jej łonie dziecko? Gdzie jest granica doświadczeń medycznych?
∨ Czytaj dalej

Czy można używać do doświadczeń embrionów ludzkich i zwierzęcych?
O kształtowanie sumienia pytałam kilkunastu doświadczonych lekarzy. Nie wszyscy odpowiedzieli, kilku prosiło, bym nie podawała nazwisk.

Grzech odpuszczenia

Miała najwyżej 15 lat. Ładna buzia, ciemne włosy. Inteligentna, z dobrego domu. Dr Piotr Zieliński, zastępca szefa Kliniki Neurochirurgii gdańskiej Akademii Medycznej spotkał ją przed niespełna pięcioma laty.
- Skarżyła się na nawracające bóle głowy – wspomina. – Badania wykazały, że przyczyną jest rozległy guz mózgu. W takiej sytuacji sugerujemy operacyjne usunięcie guza. Dziewczynka była w dobrym stanie, zabieg mógł dać jej kilka lat życia. Jednak rodzice powiedzieli – nie. Wybrali alternatywną metodę. W tamtym czasie głośno było o leczeniu neoplastonami. Jest to lek odkryty przez Amerykanina polskiego pochodzenia.
Polskie prawo mówi jasno - zgodę na operację u dzieci do 16 roku życia wydają rodzice.
- Miałem ogromny dylemat etyczny – wzdycha dr Zieliński. – Decyzja rodziców była błędna! Mogłem wystąpić do sądu rodzinnego o ograniczenie praw rodzicielskich tym ludziom, ale… No właśnie, było to „ale”. Operacja zawsze niesie za sobą ryzyko, mogło dojść do powikłań…
Dziewczynkę kilka miesięcy później do przywieziono do kliniki w stanie ciężkim. Trafiła na stół operacyjny, po zabiegu nie odzyskała już przytomności.
- Zostały wyrzuty sumienia – przyznaje lekarz.
Profesor Anna Balcerska, kierująca kliniką Kliniką Pediatrii, Hematologii, Onkologii i Endokrynologii AMG wystąpiła kiedyś do sądu o pozbawienie praw rodziców 9-letniej Ani, którą tata chciał leczyć „cudownym preparatem”. Sąd przychylił się do wniosku pani profesor, Ania otrzymała odpowiednie leki.
- Białaczki u dzieci są dziś wyleczalne w 80 procentach i według mojej wiedzy żadna metoda alternatywna nie jest w stanie zastąpić metod stosowanych przez hematologów dziecięcych na całym świecie – mówi twardo profesor Balcerska.
Niestety, Ania też zmarła. Kiedy stan dziecka się poprawił, rodzice wywieźli ją ze szpitala. I już nie wrócili na kolejny etap kuracji. Nie wiadomo, czy nie trzeba było zabrać im dziecka na stałe. Ale Ania bardzo kochała mamę i tatę. Sama też była bardzo kochana.

Prawo do zakręcenia kroplówki

Dr Andrzej Kolejewski, gdyński chirurg mówiąc o dramatycznych przeżyciach sprzed kilkudziesięciu lat nie potrafi opanować emocji. Jakby to było wczoraj.
- Byłem młodym lekarzem, tuż po studiach, znajdowałem się wówczas pod opieką dr. W., znakomitego chirurga - wspomina. - Tamtej nocy zostałem sam na dyżurze. Przywieźli młodą dziewczynę, ofiarę wypadku motocyklowego. Była w bardzo ciężkim stanie. Sala operacyjna, narządów wewnętrznych na wierzchu. Dramat. Zacząłem ją składać, potem przykryłem, wezwałem ginekologów. Stanęli nad pacjentką, zastanawiali się, co dalej robić. Wtedy na sali pojawił się dr W. Podniósł płachtę, spojrzał na dziewczynkę. Zakrył ją całą i zakręcił kroplówkę. Dziewczyna zmarła. Ciągle zadaję sobie pytanie, czy dr W. miał takie prawo, chociaż wiem, że jego zdaniem to ranne dziecko było nie do uratowania.
Doktor Z. nie pamięta już, ilu ludzi przy nim zmarło.
– Wiele lat pracowałem w pogotowiu, zajmowałem się najcięższymi przypadkami. Zrozumiałem, że nie każda reanimacja za wszelką cenę jest zbawieniem. Czy pani rozumie, że sprawiamy osobie ratowanej duży ból? Musimy ją intubować, nakłuwać, poddawać elektrowstrząsom tylko po to, by o kilka minut, godzin przedłużyć życie. Uważam, że każdy człowiek ma prawo do godnej śmierci.
Dylemat etyczny dr. Z. wiąże się z ratowaniem życia.
– Jako młody lekarz dostałem nauczkę od starszego kolegi. W karetce zmarł pacjent. Podjechałem ze zwłokami do szpitala, a tam lekarz kazał nam zawracać i jechać ze zmarłym do zakładu medycyny sądowej. Karetka była zajęta przez następną godzinę, nie mogłem jechać tam, gdzie byłem potrzebny. Od tamtego czasu na wszelki wypadek reanimowałem nawet zwłoki, póki nie wjechaliśmy do izby przejęć.
Dr Andrzej Gryncewicz, zajmujący się pacjentami w gdańskim hospicjum twierdzi, że w medycynie paliatywnej lekarz codziennie staje wobec dramatycznego wyboru. Na różnych płaszczyznach, od słów poczynając. Kodeks lekarski nakazuje mówić pacjentowi o stanie jego zdrowia. Rodzina prosi i żąda - nie mówić. Albo kwestia - jak długo należy walczyć o życie cierpiącego pacjenta? Za jaką cenę?

Ani słowa na ten temat

W Polsce codziennym problemem etycznym lekarzy-genetyków nie jest kwestia klonowania, ale ból w oczach kobiet, które dzięki badaniom prenatalnym dowiadują się o nieuleczalnej wadzie genetycznej płodu.
- Kiedyś dzieci z chorobami genetycznymi umierały zaraz po narodzeniu - mówi dr Jolanta Wierzba, prowadząca poradnię genetyczna dla dzieci w Gdańsku. - Dziś jesteśmy w stanie je uratować. Ale ich życie będzie inne. Muszę powiedzieć to kobietom w13-14 tygodniu ciąży, widzę jak się boją, jak cierpią, jak bezradnie pytają – co mam zrobić? I muszę zostawić je same. Z decyzją, problemem.
Prof. Janusz Limon, kierujący Katedrą Biologii i Genetyki AMG od dawna walczy, by szpital zatrudnił chociażby psychologa, który zapewni pacjentkom podstawową opiekę.
Ginekolog: - Tego problemu nie rozwiąże ani lekarz, ani psycholog. A temu, kto ma gotowe rozwiązania szczerze życzę, by choć raz sam stanął wobec takiego wyzwania. Więcej nic na ten temat nie powiem. Nawet anonimowo.

Ciężar zaufania

Lekarz jest jak ksiądz. Obowiązuje go tajemnica, z której zwolnić może tylko sąd.
- Spotkałem kiedyś na prywatnym przyjęciu pacjenta, który leczył u mnie chorobę przenoszoną drogą płciową – opowiada jeden z lekarzy. – Chełpił się wówczas swoimi wyczynami seksualnymi i „powodzeniem” u pań lekkiego prowadzenia. Na przyjęciu towarzyszyła mu żona. A on, patrząc mi w oczy, potępiał pewnego polityka za niemoralne zachowanie i zdrady. I co mogłem zrobić? Nic! Zniesmaczony wróciłem do domu.
Dr T. badał chorych, ubiegających się o rentę.
– Przyszła kiedyś skromnie ubrana kobieta – wspomina. – Schorowana, ale nie aż tak, by się jej renta należała. Opowiadała o ciężkim życiu, pijaku mężu i licznym potomstwie. Było mi jej naprawdę żal, ale nie miałem prawa uznać jej prawa do renty. Jakiś czas później spotkałem ja przypadkowo. Powiedziała, że i tak załatwiła sobie „papiery”. Znalazł się człowiek z dobrym sercem – wykrzyczała mi w twarz. Nie doniosłem.
Dr Jarosław Sroka, szef szpitalnego oddziału ratunkowego w Szpitalu Wojewódzkim w Gdańsku do dziś zastanawia się, czy nie powinien był zgłosić pewnego zdarzenia na policję.
- Jako młody lekarz często brałem dyżury w pogotowiu – mówi. – Byłem dramatycznie niewyspany, kiedy wezwano mnie do pewnego domu w Gdańsku. Żony nie było, drzwi otworzył sąsiad. Gospodarz, może czterdziestolatek, już nie żył. Stwierdziłem zgon, wypisałem papiery, wróciłem do domu, gdzie zmęczony poszedłem spać. Minęło może pół roku, gdy nagle uderzyła mnie myśl – a może ten człowiek nie zmarł śmiercią naturalną? Zacząłem przypominać fakty, kojarzyć je. Im więcej czasu mija, im bardziej jestem doświadczony, tym bardziej jestem pewien, że trzeba było wezwać policję. I noszę to w swoim sumieniu.
***

Czy można nauczyć współczucia?
Lekarz z 40-letnim stażem mówi z goryczą: Kiedyś robiliśmy mniej badań, ale częściej siadaliśmy przy łóżkach pacjentów. Dzisiaj zamiast w ludzkie twarze, lekarz zagląda do wyników badań usg, krwi, w zdjęcia rentgenowskie. Sam leżałem chory w szpitalu i nie było lekarza, który chciałby ze mną porozmawiać.



Zobacz koniecznie

przewiń w lewo przewiń w prawo

Witryna korzysta z plików cookies oraz informacji zapisywanych i odczytywanych z localStorage, aby dopasować interesujące treści oraz reklamy. Korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień przeglądarki, w szczególności w zakresie cookies, oznacza, że pliki będą umieszczane na urządzeniu końcowym. Możesz zmienić ustawienia przechowywania i dostępu do cookies i localStorage używając ustawień przeglądarki lub używanego urządzenia. Szczegóły w Polityce Prywatności.

Zamknij