Wybierz region

Wybierz miasto

    Zakochana w piosence i czołgach. Rozmowa z Marylą Rodowicz.

    Autor: naszemiasto@naszemiasto.pl

    2007-09-16, Aktualizacja: 2007-09-21 14:15 źródło: Naszemiasto.pl

    Nadal jestem nieśmiała. Nie lubię poznawać nowych ludzi. Przeżywam, gdy mam przejść przez restaurację. Trzy razy się przebieram rano, zanim wyjdę z domu. Nigdy nie jestem pewna, czy dobrze wybrałam.

    Nadal jestem nieśmiała. Nie lubię poznawać nowych ludzi. Przeżywam, gdy mam przejść przez restaurację. Trzy razy się przebieram rano, zanim wyjdę z domu. Nigdy nie jestem pewna, czy dobrze wybrałam.


    Radia są kapryśne, nie wszystko grają. Gdybym zaczynała teraz, to nigdy nie wypromowałabym tylu piosenek co kiedyś

    Z Marylą Rodowicz rozmawia Anna Gronczewska


    Na pani stronie internetowej przeczytałam, że mamy Marylowy rok. Obchodzi pani jakiś jubileusz?
    Nie, to fani, którzy śledzą moją karierę, uważają, że ten rok jest dla mnie dobry, więc któryś tak to nazwał. Ja z zasady nie obchodzę żadnych jubileuszy.
    Dlaczego?
    Bo nie lubię. To jest jakieś celebrowanie świąt, zdarzeń, a ja uważam, że to ile jest się wartym, należy udowadniać własną pracą, a nie przez jakieś podsumowania i jubileusze.
    Pani piosenek słuchają dziś starsze pokolenia, ale i młodzież. Jaka jest pani recepta na sukces?
    Pani myśli, że ja wiem? Bardzo dużo pracuję, więc może tą receptą jest praca. Nagrałam około dwóch tysięcy piosenek, wiele płyt. Ludzie to doceniają, wciąż przychodzą tłumnie na moje koncerty. Właściwie nigdy nie miałam takich tłumów jak teraz.
    Czym pani przyciąga na koncerty młodych ludzi, których nie było na świecie, gdy nagrywała pani pierwsze przeboje?
    Doceniają, że mam dobre piosenki, że są grane przez bardzo dobrych muzyków, z dobrą energią. Koncert jest żywiołowy, nie ma udawania, jest pełna para. Można się wzruszyć, pobawić. Jest po prostu czadowo!
    Czy nie brakuje pani dziś Agnieszki Osieckiej? Napisała chyba połowę tekstów z pani repertuaru...
    O, tak. To była wyjątkowa osoba. Poza tym, że była poetką, pisała z wielką łatwością, była fajną koleżanką, osobą, z którą lubiło się być.
    Jest jakaś piosenka Agnieszki Osieckiej, do której ma pani szczególny sentyment?
    Nie mam tej jedynej. Z każdą wiążą się wspomnienia, każda ma jakąś historię. Wiele z nich dalej śpiewam na koncertach.
    W „Małgośce” opisała pani historię?
    Może trochę tak. Może też trochę swoją historię. Dlatego tyle kobiet utożsamia się z Małgośką. Wiele miało podobne przeżycia związane z zawiedzioną miłością.
    Zasiądzie pani w jury festiwalu w Sopocie. Lubi pani występować w takiej roli?
    Lubię, choć rzadko mi się to zdarza, bo nie mam czasu. Myślę, że jestem sprawiedliwą osobą, więc taką będę jurorką. Jednak oceniając piosenki, bardzo trudno być obiektywnym, bo różne rzeczy podobają się różnym ludziom.
    Jest wiele programów typu „Idol”, „Szansa na sukces”, w których mogą się pokazać młodzi ludzie marzący o karierze piosenkarskiej. Czy teraz tym ludziom jest łatwiej się wypromować niż wtedy, gdy pani zaczynała?
    Wtedy też było wiele konkursów. Jednak wygranie jakiegokolwiek jeszcze niewiele znaczy. Tak było kiedyś, i tak jest teraz. Ale teraz, moim zdaniem, jest jednak trudniej. Ludzie wygrywają duże konkursy telewizyjne i giną. Parę osób przebija się, istnieją rok, dwa na rynku. O wszystkim decyduje czas. Trzeba przecież nagrać płytę, pokazać się na festiwalu.
    A zgłaszają się do pani po radę, promocję?
    Jak ja mogę ich wypromować? Artyści mają problemy z sobą, bo nie jest łatwo wypromować jakąkolwiek piosenkę. Radia są kapryśne, nie wszystko grają. Myślę, że gdybym zaczynała teraz, to nigdy nie wypromowałabym tylu piosenek co kiedyś.
    Lubi pani piosenkę „Marusia”?
    Tak, dalej śpiewam ją na koncertach.
    Wdowie po autorze „Czterech pancernych” Januszu Przymanowskim, nie spodobało się jednak, jak pani w teledysku przedstawiła Marusię. Jak pani to skomentuje?
    Kolejna rozprawa odbędzie się jeszcze w sierpniu. Myślę, że ta pani nie odczytała żartu. Fragmenty serialu są tylko tłem dla tej piosenki. Uznała, że są one ośmieszające, nie stawiają w korzystnym świetle Marusi. Nie spodziewałam się takich pretensji. Autorem pomysłu teledysku jest łódzki reżyser Janusz Kołodrubiec. Uważam, że zrobił go bardzo fajnie, kręciliśmy ten teledysk w Łodzi. Myślę, że po tej historii piosenka zdobyła jeszcze większą popularność, ludzie domagają się jej na koncertach. Najśmieszniejsze było to, że pani Przymanowska powiedziała, że gram w mundurze radzieckiej sanitariuszki. A ja śpiewałam w swojej prywatnej, amerykańskiej kurtce wojskowej. Mam dużo takich kurtek, bo lubię militaria.
    Pani? Militaria?
    Uwielbiam! Lubię strzelać, lubię pancerne pojazdy. Jeżdżę na poligon i strzelam z żołnierzami „Gromu”. Muszę przyznać, że nieźle mi to wychodzi. Moja cała rodzina też dobrze strzela. Czasem jadę z dziećmi pojeździć czołgiem. Lubię takie klimaty.
    Prowadziła pani czołg?
    Zdarzyło mi się. Byłam ciekawa, jak to się robi. Mechanik pokazał, jak się go prowadzi i przejechałam kawałek. Duże przeżycie.
    Czy dzieci wybrały taką drogę życiową, jakiej pani by sobie życzyła?
    Ważne, by one były zadowolone. Jeszcze studiują, zobaczymy, co będzie dalej. Jasiek studiuje w Krakowie filozofię i gra na gitarze.
    Muzyka to tylko jego hobby?
    To jest hobby, ale ta gitara nie daje mu spokoju. Kiedy dzwonię do niego, to albo czyta Arystotelesa, albo gra na gitarze.
    A Kasia i Jędrek?
    Pasją Kasi są konie. Studiuje zootechnikę, też w Krakowie. I marzy, by mieć wielką stadninę koni. Najmłodszy Jędrek zdał w tamtym roku maturę, studiuje za granicą i chce pracować w show-biznesie.
    Dzieci wyjechały, więc w domu zrobiło się chyba pusto i smutno?
    Zostaliśmy w nim z mężem, razem z kotami i psem. Ciężko się było przyzwyczaić to tego, że nie ma w domu dzieci. Tym bardziej, że kiedy mąż ma wolne weekendy, to ja wtedy gram. W tygodniu staram się go dokarmiać i sprawiać różne przyjemności.
    Oryginalne stroje, w których pojawia się pani na scenie, projektuje pani sama?
    Ja je wymyślam, a w realizacji projektu pomaga mi związana z Łodzią plastyczka Halina Piwowarska, absolwentka grafiki Akademii Sztuk Pięknych. W kostiumie ważna jest dla mnie kolorystyka, forma, ale też dowcip. To wszystko ma znaczenie. Kostiumem można podkreślić niezależność, bunt czy charakter piosenki, zwłaszcza gdy jest to występ na festiwalu, gdy śpiewa się tylko jeden utwór.
    A jak się pani ubiera na co dzień?
    Raczej sportowo i swobodnie. Dżinsy, płaskie buty. Ubieram się młodo, nie chodzę w żadnych marynarkach, żakietach. Są dla mnie obce. Zimą noszę buty za kolano, oficerki, krótkie kurtki. Staram się, by strój był malowniczy. Lubię modę i obserwuję wszystko, co się w niej dzieje. Staram się więc, by mój strój był zgodny z trendami, a jednocześnie ze mną.
    Jaki okres w modzie najbardziej pani odpowiadał, może kolorowe lata siedemdziesiąte?
    Owszem, ta moda była mi bardzo bliska. Chodziłam wtedy boso, także podczas koncertów. Podobał mi się ten romantyczny, hipisowski styl. Jakieś długie szarfy, sznurki, korale, przepaski na włosach. To zaspokajało moją potrzebę swobody.
    Podobno w dzieciństwie nie chciała pani być piosenkarką, tylko zakonnicą. To prawda?
    Tak. Chodziłam do przedszkola, które prowadziły siostry zakonne i podobał mi się ich kostium, czyli habit. Był taki tajemniczy. Nie było wiadomo, co się kryje pod tą sukienką. Ale szybko wyrosłam z tych marzeń. Chciałam potem być aktorką, ale nie miałam odwagi, by zdawać do szkoły filmowej. Miałam dużo kompleksów. Potem chciałam studiować w Akademii Sztuk Pięknych, ale się nie dostałam i skończyło się na Akademii Wychowania Fizycznego.
    Pani i kompleksy?
    Oczywiście, mam ich bardzo dużo, ale przykrywam je dobrą miną, kostiumem. Poza tym sukcesy dodały mi pewności siebie. Wielu rzeczy się nauczyłam. Na przykład, że ważniejsze jest bycie otwartym na scenie niż myślenie o swoim wyglądzie.
    W młodości była pani nieśmiałą dziewczyną?
    Ależ ja nadal jestem nieśmiała! Nie lubię poznawać nowych ludzi. Przeżywam, gdy mam przejść przez restaurację. Trzy razy się przebieram rano, zanim wyjdę z domu. Nigdy nie jestem pewna, czy dobrze wybrałam. To samo jest przed koncertem.
    Mimo ukończenia AWF nie zrobiła pani kariery sportowej.
    Nie, choć już w szkole średniej trenowałam bieg przez płotki. Byłam mistrzynią północnej Polski i dobrze się zapowiadałam. Ale potem miałam dwóje z matematyki i szkoła zabroniła mi codziennych treningów. I mogłam zapomnieć o sportowej karierze.
    Nadal interesuje się pani sportem?
    Oczywiście! Pływam, jeżdżę na nartach, gram w tenisa i chodzę do siłowni. Lubię mieć sprawne ciało i ta sprawność pomaga mi na scenie. Żeby przez dwie godziny śpiewać, jednocześnie biegając, trzeba mieć kondycję.
    Po takim koncercie chyba traci się parę kilogramów?
    Traci się, traci... Wtedy najlepiej chudnę, bo nie mam zapachów kuchennych pod nosem. A w trasie jem tylko raz dziennie.
    W domu jest pani dobrą kucharką?
    Dobrą. Jestem smakoszem, lubię dobre rzeczy. Czasami przeczytam ciekawy przepis w jakimś miesięczniku, to wyrywam kartkę. Gdy jestem w restauracji za granicą i zjem coś ciekawego, to pytam kelnera jak to się robi, kelner pyta kucharza, a ja potem eksperymentuję w domu. Nie są to wierne kopie tego co wcześniej jadłam, ale mąż jest zadowolony.
    Czego życzyć Maryli Rodowicz?
    Dobrego snu. Kiedy dużo pracuję, mam problemy ze spaniem. Przed występami coraz bardziej się denerwuję. Mam coraz większe poczucie odpowiedzialności, bo ludzie przyszli mnie posłuchać i nie mogę ich zawieść.


    Maryla Rodowicz
    Urodziła się 8 grudnia 1945 w Zielonej Górze. Na scenie zadebiutowała w 1962 roku, w eliminacjach do I Festiwalu Młodych Talentów w Szczecinie. Jest jedną z najpopularniejszych polskich piosenkarek. Ma na koncie setki przebojów. Niektóre, jak „Niech żyje bal” czy „Małgośka”, wygrywały w plebiscytach na najpopularniejszą polską piosenkę wszech czasów. Sprzedano w sumie 15 milionów egzemplarzy płyt Maryli Rodowicz. Jej mężem jest biznesmen Andrzej Dużyński. Wcześniej była związana m.in. z Danielem Olbrychskim i Krzysztofem Jasińskim. Z tym ostatnim ma dwoje dzieci.

    Sonda

    Czy chcesz utworzenia województwa Środkowopomorskiego?

    • NIE (60%)
    • TAK (28%)
    • NIE OBCHODZI MNIE TO (12%)