We wtorek w Teatrze Miejskim w Gdyni odbędzie się przedpremierowy pokaz filmu dokumentalnego: " Grudzień '70. Pamięć poległych, pamięć żywych" w reżyserii Ewy Górskiej; wyprodukowanego w Video Studio Gdańsk w ramach projektu pod tym samym tytułem. O grudniowej tragedii opowiadają uczestnicy tamtych wydarzeń i lekarze. Gdyby nie ofiarność i solidarność środowiska medycznego, liczba ofiar zapewne byłaby większa.
- Słuchaj, oni, bolszewicy, mają taką metodę, że niby pod płaszczykiem jakiejś pomocy ty go zapiszesz, by on później dostał jakieś odszkodowanie, a to wszystko będzie po to, żeby go zgładzić w kącie jakimś - przytacza doktor Roman Okoniewski słowa kolegi doktora Mariana Teleszyńskiego (nie żyje) wypowiedziane w trakcie ratowania rannych w Szpitalu Miejskim w Gdyni po masakrze 17 grudnia w Gdyni.
Oczywiście lekarze sporządzali listę wszystkich rannych, ale nie podawali jej do oficjalnych statystyk. Notabene ta lista bardzo się przydała później, kiedy rannym nie groziło już niebezpieczeństwo.
Doktor Okoniewski opowiada, że szczęśliwie w szpitalu byli wtedy lekarze z frontowym doświadczeniem.
- Doktor Teleszyński miał praktykę frontową, szef oddziału chirurgicznego dr Hryniewiecki przeżył kampanię wrześniową i Powstanie Warszawskie. Potrafili poumieszczać ludzi w odpowiednich miejscach: "ty na operacyjną, ty na izbę przyjęć itd.". Także doktor Szkolnicki wykonywał tę selekcję, a my od razu stworzyliśmy zespoły operacyjne.
Film zderza grudniową historię i współczesność. Gdyńscy licealiści poprzez nagrywane w filmie rozmowy z uczestnikami tamtych wydarzeń: strajków, demonstracji, a często przypadkowych przechodniów, odkrywają świat sprzed 39 lat.
Reżyserka i autorka scenariusza stworzyła dzięki temu obraz przejmujący i zarazem przemawiający współcześnie. Górska wyszukała równolatków ofiar (mieli od 15 do 17 lat), zastrzelonych na ulicach Gdyni tylko dlatego, że wracali do domu, bo odwołano lekcje w szkołach.
Film nie ma ambicji, żeby rejestrować chronologicznie wydarzenia, tylko pokazuje Grudzień poprzez indywidualne opowieści: osób zaangażowanych, a także przypadkowych ofiar. O Grudniu opowiadają ranni, członkowie komitetów strajkowych trójmiejskich zakładów, uczniowie. Narratorzy-uczniowie odwiedzają miejsca wydarzeń, te upamiętnione monumentami, ale też te mniej znane, choćby na ulicy Śląskiej przed hotelem robotniczym, gdzie jeden z chłopaków został dopadnięty i pobity. W innej scenie uczennica stoi przed Politechniką Gdańską, gdzie ówczesny student tej uczelni, Roman Dambek, który uczestniczył w demonstracjach, zaprzecza, jakoby studenci nie brali udziału w wydarzeniach Grudnia, bo on i jego koledzy akurat się przyłączyli; uznali, że to wspólna sprawa.
Niektórzy ranni opowiadają o Grudniu po raz pierwszy, tak jak pani Grot, jedyna kobieta. W grudniu 1970 roku miała 15 lat, była gońcem, została ranna w szyję w Gdyni na moście.
Film zaczyna się myślą, że podczas pracy nad nim młodzież uświadomiła sobie, iż bez Grudnia '70 nie byłoby Sierpnia '80 oraz wolnej Polski. A kończy refleksjami trzech uczniów, którzy mówią, że uświadomili sobie, jak wiele zawdzięczają zabitym i w jak ponurych czasach oni żyli. Ich rówieśnicy z Grudnia mieli podobne marzenia, ambicje, a ich życie zostało tak brutalnie przerwane.
Szkoda, że film zostanie wyemitowany tylko w telewizji gdańskiej, ewentualnie w którymś z kanałów tematycznych, bowiem wiedza o Grudniu '70 jest niewystarczająca, nawet wśród dziennikarzy. Dlatego bardziej znane są racje katów niż ofiar. Ostatnio w programie "Teraz My" generał Wojciech Jaruzelski, oskarżony w procesie grudniowym o sprawstwo kierownicze, tłumaczył, że użycie broni było zasadne, ponieważ władza otrzymywała informacje o rozbojach i zabitych milicjantach. Niestety, redaktorzy nie zapytali, dlaczego strzelano, i to do dzieci, w Gdyni, w której żadnych walk nie było, demonstrowano pokojowo.