RSS   |   
Zarejestruj się   |    Zaloguj się   |    Zaloguj przez facebook
Gdańsk » Pierwszy pokaz dokumentu o Grudniu '70

Pierwszy pokaz dokumentu o Grudniu '70

2009-12-08, Aktualizacja: 2009-12-13 15:31

Polska Dziennik Bałtycki Barbara Madajczyk-Krasowska

Jak patrzyłem na tych nieboszczyków, to doszedłem do wniosku, że to strzelanie było nie po to, żeby postraszyć, ale po to, żeby zabić, bo w większości wszyscy mieli postrzały głowy - mówi doktor Franciszek Patała ze Szpitala Miejskiego w Gdyni, który w Grudniu '70 był w prosektorium.

Ulice Gdyni w czasie wydarzeń 1970 roku (© Materiały promocyjne)

Masz zdjęcie do tego tematu? Wyślij»
We wtorek w Teatrze Miejskim w Gdyni odbędzie się przedpremierowy pokaz filmu dokumentalnego: " Grudzień '70. Pamięć poległych, pamięć żywych" w reżyserii Ewy Górskiej; wyprodukowanego w Video Studio Gdańsk w ramach projektu pod tym samym tytułem. O grudniowej tragedii opowiadają uczestnicy tamtych wydarzeń i lekarze. Gdyby nie ofiarność i solidarność środowiska medycznego, liczba ofiar zapewne byłaby większa.

- Słuchaj, oni, bolszewicy, mają taką metodę, że niby pod płaszczykiem jakiejś pomocy ty go zapiszesz, by on później dostał jakieś odszkodowanie, a to wszystko będzie po to, żeby go zgładzić w kącie jakimś - przytacza doktor Roman Okoniewski słowa kolegi doktora Mariana Teleszyńskiego (nie żyje) wypowiedziane w trakcie ratowania rannych w Szpitalu Miejskim w Gdyni po masakrze 17 grudnia w Gdyni.

Oczywiście lekarze sporządzali listę wszystkich rannych, ale nie podawali jej do oficjalnych statystyk. Notabene ta lista bardzo się przydała później, kiedy rannym nie groziło już niebezpieczeństwo.
∨ Czytaj dalej

Doktor Okoniewski opowiada, że szczęśliwie w szpitalu byli wtedy lekarze z frontowym doświadczeniem.

- Doktor Teleszyński miał praktykę frontową, szef oddziału chirurgicznego dr Hryniewiecki przeżył kampanię wrześniową i Powstanie Warszawskie. Potrafili poumieszczać ludzi w odpowiednich miejscach: "ty na operacyjną, ty na izbę przyjęć itd.". Także doktor Szkolnicki wykonywał tę selekcję, a my od razu stworzyliśmy zespoły operacyjne.

Film zderza grudniową historię i współczesność. Gdyńscy licealiści poprzez nagrywane w filmie rozmowy z uczestnikami tamtych wydarzeń: strajków, demonstracji, a często przypadkowych przechodniów, odkrywają świat sprzed 39 lat.

Reżyserka i autorka scenariusza stworzyła dzięki temu obraz przejmujący i zarazem przemawiający współcześnie. Górska wyszukała równolatków ofiar (mieli od 15 do 17 lat), zastrzelonych na ulicach Gdyni tylko dlatego, że wracali do domu, bo odwołano lekcje w szkołach.

Film nie ma ambicji, żeby rejestrować chronologicznie wydarzenia, tylko pokazuje Grudzień poprzez indywidualne opowieści: osób zaangażowanych, a także przypadkowych ofiar. O Grudniu opowiadają ranni, członkowie komitetów strajkowych trójmiejskich zakładów, uczniowie. Narratorzy-uczniowie odwiedzają miejsca wydarzeń, te upamiętnione monumentami, ale też te mniej znane, choćby na ulicy Śląskiej przed hotelem robotniczym, gdzie jeden z chłopaków został dopadnięty i pobity. W innej scenie uczennica stoi przed Politechniką Gdańską, gdzie ówczesny student tej uczelni, Roman Dambek, który uczestniczył w demonstracjach, zaprzecza, jakoby studenci nie brali udziału w wydarzeniach Grudnia, bo on i jego koledzy akurat się przyłączyli; uznali, że to wspólna sprawa.
Niektórzy ranni opowiadają o Grudniu po raz pierwszy, tak jak pani Grot, jedyna kobieta. W grudniu 1970 roku miała 15 lat, była gońcem, została ranna w szyję w Gdyni na moście.

Film zaczyna się myślą, że podczas pracy nad nim młodzież uświadomiła sobie, iż bez Grudnia '70 nie byłoby Sierpnia '80 oraz wolnej Polski. A kończy refleksjami trzech uczniów, którzy mówią, że uświadomili sobie, jak wiele zawdzięczają zabitym i w jak ponurych czasach oni żyli. Ich rówieśnicy z Grudnia mieli podobne marzenia, ambicje, a ich życie zostało tak brutalnie przerwane.

Szkoda, że film zostanie wyemitowany tylko w telewizji gdańskiej, ewentualnie w którymś z kanałów tematycznych, bowiem wiedza o Grudniu '70 jest niewystarczająca, nawet wśród dziennikarzy. Dlatego bardziej znane są racje katów niż ofiar. Ostatnio w programie "Teraz My" generał Wojciech Jaruzelski, oskarżony w procesie grudniowym o sprawstwo kierownicze, tłumaczył, że użycie broni było zasadne, ponieważ władza otrzymywała informacje o rozbojach i zabitych milicjantach. Niestety, redaktorzy nie zapytali, dlaczego strzelano, i to do dzieci, w Gdyni, w której żadnych walk nie było, demonstrowano pokojowo.

strona: 1 z 2 następna strona

Przeczytałeś?

Oceń ten artykuł
+

Ocen pozytywnych

Ocen negatywnych

0 0
-

Komentarze

Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!

Sonda

Kto wygra Euro 2012?

Ogłoszenia motoryzacyjne

Ogłoszenia pracodawców

  • Mechanik pojazdów samochodowych Gdynia
    Sacja obsługi samochodów AUTO-TOP zatrudni samodzielnego mechanika ze znajomością wulkanizacji oraz podstaw elektryki. Oferujemy umowę o pracę i dogodne...
  • Pośrednik w obrocie nieruchomościami Gdańsk
    Pośrednik nieruchomości - mile widziane doświadczenie, licencja nie jest wymagana; praca na terenie Trójmiasta i okolic; CV prosimy kierować na 1rekruta...
  • Ekspedient w punkcie usługowym Gdańsk
    Zatrudnimy ekspedientkę i pracownika biurowego w hurtowni do sprzedazy elektronicznych papierosów. Tylko osoby palące. CV prosimy przesylac na kadry@ast...