Czwartek, 18 Marca 2010 Imieniny: Anzelm, Cyryl, Edward Wyślij kartkę Zaloguj się | RSS


NaszeMiasto.pl >> Gdańsk >> Sport >> Lawrenc Kinnard, Trefl Sopot: Zimno, ale sympatycznie

Lawrenc Kinnard, Trefl Sopot: Zimno, ale sympatycznie

Polska Dziennik Bałtycki Paweł Durkiewicz

2009-11-20 22:09:19

Rozmowa z Lawrencem Kinnardem, koszykarzem Trefla Sopot.
- Po lekko rozczarowującym początku sezonu, ostatnie mecze były w twoim wykonaniu bardzo udane. Czy to już optymalna forma?

- Myślę, że tak. Jestem zadowolony z tego jak wspieram obecnie zespół. W pierwszych meczach było mi trudno, gdyż dopiero poznawałem wymogi tej ligi i profesjonalnego sportu w ogóle. Wcześniej grałem tylko w lidze akademickiej, a to zupełnie inna bajka. Cały czas przyzwyczajam się do nowych warunków. Będzie ze mną już tylko lepiej.

- Czy wiedziałeś coś o Polsce i tutejszej koszykówce gdy w lecie okazało się, że spędzisz tu sezon?

- To mój pierwszy raz w Europie, jasne więc dla mnie było, że czeka mnie sporo nowych rzeczy. Sam nie wiedziałem za wiele o Polsce. Mój agent odpowiedział mi na wszystkie pytania, ale tak naprawdę nigdy nie poznasz nowego dla siebie otoczenia dopóki nie spędzisz tu tych kilku pierwszych dni. Podczas okresu przygotowawczego i meczów towarzyskich szybko zaadaptowałem się w zespole, jednak jeśli chodzi o nowe środowisko i miejsce do życia, uczę się cały czas. Wiem, że wielu moich rodaków przyjeżdżając tu pyta się z obawą, czy macie Internet i restauracje McDonald's. Ja na szczęście nie musiałem się zmagać z takimi rozterkami wewnętrznymi (śmiech). Poza paroma szczegółami, wszystko wygląda tu podobnie jak w domu.

- W Polsce co roku przewija się duża grupa koszykarzy z USA. Pytałeś o wrażenia z Polski twoich znajomych?

- Tak. Qyntel Woods i Chris Garner (były gracz Basketu Kwidzyn i Polpaku Świecie - przyp. red.) pochodzą z tego samego miasta, co ja. Obaj opowiedzieli mi sporo o waszej lidze. Rozmawiałem też z moją koleżanką Ashley Shields, która gra teraz w drużynie z Pruszkowa. Wszyscy powiedzieli mniej więcej to samo: "Jest tu sympatycznie. W pewnym momencie będzie naprawdę zimno, ale dasz sobie z tym radę i będziesz zadowolony".

- W tym roku zakończyłeś grę w barwach uczelni Alabama-Birmingham. Jakim doświadczeniem była dla ciebie gra w lidze akademickiej NCAA?

- To był dla mnie świetny okres w życiu. Podróżowaliśmy z zespołem po całym kraju i występowaliśmy w wielkich arenach przed wielotysięczną publicznością. Miałem w dodatku to szczęście, że pracowałem z dwoma znakomitymi trenerami. Mike Anderson i Mike Davis nauczyli mnie wszystkiego, dzięki czemu teraz mogę grać na profesjonalnych parkietach. Jeden wpoił mi zasady gry w obronie i pracy nad szybkością, drugi zaś pomógł mi poprawić technikę i nabrać nawyków potrzebnych do skutecznego grania w koszykówkę. Nasza współpraca przebiegała fantastycznie i zawsze będę mile ją wspominać.

- Mile wspominasz swoich trenerów z drużyny uczelnianej. A jak pracuje ci się z coachem Trefla, Karlisem Muiznieksem?

- O, to także świetny trener. Wydaje mi się, że przywiązuje dużą wagę do równowagi między atakiem i obroną. Pomaga nam stawać się lepszym zespołem i stara się korygować każdy nasz błąd. Uważam, że robi tu świetną robotę i nasze niezłe wyniki to w dużej mierze jego zasługa.

- Wielu młodych graczy po college'u stara się dostać do NBA. Myślałeś o podboju najlepszej ligi świata?

- Oczywiście. Tego lata wziąłem udział w treningach pokazowych kilku drużyn. Nie zdołałem podpisać kontraktu, ale to jeszcze nic straconego. Wiem, że jeśli będę się odpowiednio rozwijał i zdobędę dobrą pozycję w Europie, kluby NBA zaproszą mnie na kolejne testy. Wielu zawodników znajduje pracę w tej lidze dopiero po kilku latach ciężkiej pracy i dobrych wyników osiąganych za granicą. Wszystko przed mną.
strona: 1 z 1
Masz zdjęcie do tego tematu? Wyślij »

regulamin

ZOBACZ KONIECZNIE