Nagroda Wiktorowicza dla kpt.Wojciecha Maleiki. Skazany na żeglarstwo [ROZMOWA]

Wojciech Maleika, laureat tegorocznej Nagrody im. Kapitana Wiktorowicza, "skazany" na żeglarstwo był w zasadzie od dziecka. Nic w tym zresztą dziwnego, skoro pochodzi z Trzebieży, gdzie znajduje się Centralny Ośrodek Żeglarski, a na pierwsze wyprawy jachtami zabierał go ojciec, co popularny w środowisku "Kapitan Bolo" zna wyłącznie z opowieści.
Wojciech Maleika, dowodząc Kapitanem Głowackim, wygrał The Tall Ships' Races
 arch. prywatne

Jak wielu, tak i Wojciech Maleika naukę żeglarstwa rozpoczynał od optymistów i cadetów. Z czasem jednak przyszła kolej na coś większego, a mianowicie Pogorię. I to właśnie tam tak naprawdę zakochał się w żaglach. Nie tyle jednak w szumie fal czy też godzinach spędzonych za sterem, co przede wszystkim w atmosferze, jaka panuje podczas rejsu, a tę zapewnia wyłącznie fajna, sympatyczna załoga.
- Lubię pływać, bo lubię poznawać ludzi. Fascynuje mnie także w czasie rejsu ta izolacja od dnia codziennego. Na łódce są też inne wyzwania, inne strapienia i inne radości. To jest po prostu inna forma bytu - twierdzi popularny "Bolo".

Zresztą z jego pseudonimem wiąże się ciekawa historia. Nosi go od czasów liceum, a zawdzięcza bratu, który w tej samej szkole uczył się kilka lat wcześniej. Starszy z braci Maleika pseudonim otrzymał na cześć Bolo Yeung'a, aktora znanego z ról bezlitosnych brutali. A po tym, jak do tego samego liceum trafił Wojciech Maleika, zaczęto go nazywać "Bolo junior".
- Pseudonim przetrwał do teraz. W zasadzie wszyscy tak do mnie mówią w żeglarskim światku. Jedynie studenci się jak dotąd nie odważyli. Przynajmniej bezpośrednio - mówi, śmiejąc się, Wojciech Maleika, który na co dzień zajmuje się pracą naukową.
Teraz popularny "Bolo" przygotowuje się do najważniejszego wydarzenia w życiu. W lipcu tego roku wraz z załogą, która w większości składa się z jego przyjaciół poznanych na pokładzie Pogorii, wyruszy 14-metrowym Wassylem w rejs dookoła świata.

Jak twierdzi, zamyka wszystkie swoje sprawy, bierze bezpłatny urlop z uczelni - lub, jak deklaruje, jeśli go nie dostanie, po prostu się zwolni z pracy - i zrealizuje główny cel swojego życia.
A zadanie nie będzie proste. Cały rejs ma trwać około 26 miesięcy. W tym czasie domem Maleiki i jego załogi będzie - jak twierdzą na swojej stronie internetowej, dzięki której chcą relacjonować podróż - niewielki, 14-metrowy stalowy jacht Wassyl, ich strawą owsianka i złowione ryby, a ich głównym wyzwaniem opłynięcie Hornu "w złą stronę", odwiedzenie lodów Grenlandii i Antarktydy, odkrycie nowych wysp Pacyfiku oraz opanowanie chaosu Azji.
- Od dawna przy okazji dzielenia się marzeniami żeglarskimi powtarzałem, że ja chcę popłynąć na Wyspę Wielkanocną. Wszyscy pytali, dlaczego - mówi "Kapitan Bolo". - Czy nie lepiej na przykład na Karaiby, Horn lub Malediwy? Ale moje wyjaśnienie jest proste: Wyspa Wielkanocna, bo ona znajduje się tak daleko, że tam popłynąć można tylko w rejsie dookoła świata. Tak więc planując tę wyprawę, wiedziałem, że tam na pewno popłyniemy, abym zrealizował właśnie to szczególne marzenie.

Do pokonania żeglarze mają 45 tysięcy mil morskich, czyli ponad dwa obwody ziemi. Wrócą, jeśli, odpukać, nie napotkają jakichś niespodziewanych przeszkód, pod koniec 2017 roku.

Zwycięstwo w The Tall Ships' Races na Kapitanie Głowackim - chyba nawet Pan się tego nie spodziewał - pytamy kpt. Wojciecha Maleikę?
Dokładnie. Nie wyobrażałem sobie, że na tej łódce można wygrać te regaty. Nie przypominam sobie również, aby Kapitan Głowacki zajął kiedykolwiek miejsce w najlepszej dziesiątce. W zeszłorocznych regatach w sumie wzięło udział przecież około 80 jednostek, w tym ponad dwadzieścia żaglowców. Jednak to Kapitan Głowacki okazał się najlepszy.

Co zadecydowało o wygranej w regatach?
Na pewno warunki pogodowe, które bardzo nam sprzyjały. Te bowiem były zmienne - trochę ciszy, trochę szkwałów, i to dość mocnych. To umożliwiło nam podjęcie walki. Gdyby natomiast wiało w miarę regularnie - na przykład około 4-5 stopni w skali Beauforta z boku - to nie byłoby najmniejszych szans na końcowe zwycięstwo.

Pan w sumie na pokładzie Kapitana Głowackiego zaliczył 50 rejsów. Zna więc Pan tę jednostkę doskonale ... I ta znajomość również, moim zdaniem, miała znaczenie. Wie pan, dzięki temu mam czucie regatowe, wyczucie łódki. Wiem, co zmienić, co ustawić, przestawić, aby wycisnąć z łódki maksimum. Co jednak koniecznie trzeba podkreślić - jednostką sterowali też załoganci, więc rola dobrze zmotywowanej załogi odegrała tu również bardzo ważną rolę.

Zwycięstwo na dość leciwej jednostce, do tego niezbyt szybkiej, musi być dla Pana sporą satysfakcją ...
Cieszy i satysfakcjonuje mnie zarazem wygrana w "tolszipach". Jednak w całym kontekście najwięcej radości sprawiło mi docenienie Kapitana Głowackiego. Nie jest tajemnicą, że środowisko żeglarskie dworowało sobie i śmiało się z tej łódki - że wolna, że toporna, że nie nadaje się do tych regat. Pokazałem jednak, że ma duże możliwości i przy odrobinie szczęścia można osiągnąć na niej znaczący wynik.

Doceniono między innymi w ten sposób, że został Pan laureatem tegorocznej Nagrody im. Kapitana Wiktorowicza ustanowionej w celu uhonorowania wyjątkowych dokonań żeglarskich ...
Mam satysfakcję, jak już wspomniałem, że ktoś dostrzegł ten wyczyn. Nie lubię i nie uznaję nagród, które wygrywa się na przykład kliknięciami "lubię to" na Facebooku. Tak więc to wyróżnienie, przyznawane przez konkursową kapitułę, bardzo doceniam.

Więcej na temat:

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, wyłącz Adblock na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować Nie działa? Spróbuj wyłączyć Adblock samodzielnie w ustawieniach.