Plan dnia - reportaż nagrodzony w konkursie im.Macieja Szumowskiego

W moim przedziale prawie wszyscy się znają z widzenia. Poruszają więc tematy ogólne, a to, że kasztan w mieście został przewrócony przez wichurę, a to, że zmarł ten lub tamten...

Godzina: 03:50.
Dzwonek budzika wwierca się w ciszę domu, spokojny oddech żony i w mój sen. Przez chwilę chęć dalszego snu walczy z koniecznością obudzenia się. Są tacy, co twierdzą, że to nienormalne wstawać o tej porze. Jeżeli tak jest w rzeczywistości - to, podobnie jak kilkunastu znanych mi ludzi, jestem nienormalny. Opuszczam ciepło pościeli na rzecz szklanki gorącej herbaty i szybkiego śniadania. Jeszcze pośpieszne golenie, sprawdzenie czy wszystko zabrane i wychodzę z domu.

Godzina: 04:50

Droga na dworzec to dwadzieścia minut przemierzania śpiącego wciąż miasteczka. Jeszcze kilka miesięcy temu doświadczałem luksusu wstawania o godzinę później, ale odkąd rozpoczęto remonty na liniach kolejowych, wszystko się zmieniło. Dopiero przy dworcu spotykam pierwszych ludzi, którzy - tak samo jak ja - śpieszą się na pociąg osobowy z Iławy do Malborka. Czy to lipcowy słoneczny poranek, oddychający przyjemnym chłodnym powietrzem, czy grudniowa noc rozjaśniana płatkami śniegu, kilkanaście osób pojawia się na peronie dworca w Prabutach. Jeszcze przed dwoma laty było ich więcej, ale niektórzy stracili pracę, inni znaleźli ją bliżej Prabut, jeszcze inni prze- szli na zasłużoną emeryturę.
Pani Krysia - księgowa pracująca w Malborku, rozprawia z panią Ewą - pielęgniarką z trójmiejskiej przychodni, o przepisach na zalewę do ogórków. Pan Janek - kolejarz, relacjonuje panu Heniowi, także kolejarzowi, wczorajszy spór z brygadzistą.

Godzina: 05:15
Garstka ludzi wsiada do pociągu. Ciepło panujące w przedziale jest przyjemną odmianą od chłodu i wiatru szalejącego na zewnątrz. Zajmuję miejsce, wyciągam z torby laptopa i piszę. Najdziwniejsze i najciekawsze historie słyszałem właśnie w pociągu. Niejedna z nich nadaje się na książkę, spisuję więc je wszystkie, może kiedyś taka książka powstanie?
W moim przedziale prawie wszyscy znają się z widzenia. Poruszają więc tematy ogólne, a to, że kasztan w mieście został przewrócony przez wichurę, a to, że zmarł ten lub tamten.

Godzina 05:50
Dojeżdżamy do Malborka, gdzie rozchodzą się nasze drogi. Ja przesiadam się na pociąg do Gdyni. Tu już zupełnie inne tematy. Może to tak już jest, że gdy ludzie nie widzą wokół nikogo znajomego, łatwiej opowiadają historie, najczęściej te z cudzego życia:
- Wie pani, ta Elżbieta od Władka to całymi dniami tylko się w telewizor gapi odkąd straciła pracę. Kto teraz przyjmie taką po pięćdziesiątce? - mówi kobieta, która dzisiaj przesadziła z dawkowaniem perfum.
W drugiej części przedziału troje młodych ludzi. Z rozmowy wynika, że wyjeżdżają do Anglii:
- Jak mam szukać czegoś tutaj za głodową stawkę, to już wolę harować w Londynie - mówi chłopak o basowym głosie.
Myślę sobie, że jestem szczęściarzem mając pracę. To nic, że każdego dnia pokonuję 100 km z Prabut do Gdańska i tyle samo z powrotem. Mogę za to, choć przez kilka godzin po powrocie, cieszyć się obecnością żony i dwóch synów. Za kilka dni minie pięć lat, od kiedy pracuję w Trójmieście. Jest to dobra okazja do podsumowania przejechanych kilometrów, wychodzi około 250.000.

Godzina: 07:30
Gdańsk-Wrzeszcz, teraz trzeba szybko, aby zdążyć na autobus. Przyśpieszony tupot butów świadczy, że nie ja jeden się śpieszę. Tym razem się udało. Tłok w autobusie to nic nowego, zwłaszcza o tej porze, gdy młodzież rusza do szkół.
- Mówię wczoraj do starego, że ch... mnie obchodzi, że robotę stracił, ja nowe spodnie muszę mieć i już - słyszę za plecami rozmowę dwóch nastolatków.
Na szczęście zbliżam się do mojego przystanku. Jeszcze tylko skrzyżowanie i już jestem w biurze.

Godzina 08:00
Weronika już na mnie czeka. Kolejny dzień szkolenia nowo zatrudnionej osoby:
- Dzisiaj jeszcze będziesz słuchała jak rozmawiam z klientami, a od jutra dzwonisz.
- Nie wiem, czy będę gotowa... - jej głos jest zalękniony.
- Tylko spokojnie. Na pewno dasz sobie radę. Podstawą w tej pracy jest spokój.
- Rozumiem, że pan stracił pracę, ale ubezpieczenie samochodu jest ubezpieczeniem obowiązkowym i bardzo proszę, choć stopniowo, wyrównywać powstałą zaległość.
- "Kolejna ofiara kryzysu" myślę sobie kończąc rozmowę z kolejnym dłużnikiem.
- Słyszałam, że ty codziennie dojeżdżasz z Prabut do pracy? - zagaduje mnie Weronika między telefonami.
- Takie są czasy, zwłaszcza teraz, że to człowiek szuka pracy, a nie praca człowieka - odpowiadam jej sloganem, który niedługo powyciera się od używania.
Zastanawiam się, dlaczego to, że ktoś przebija się do pracy z drugiego końca miasta przez dwie godziny, nie robi takiego wrażenia jak informacja, że ja przyjeżdżam z Prabut oddalonych o sto kilometrów. Przecież w obu przypadkach czas dojazdu jest zbliżony.

Godzina 15:00
Koniec pracy, pora wracać do domu. W pociągu wdaję się w rozmowę z całkiem przyjemną staruszką:
- A nie jest panu ciężko tak dojeżdżać?
Chciałbym jej odpowiedzieć, że ciężko to się prowadzi rower pod górę, ale mówię tylko, że przez pięć lat człowiek już się przyzwyczaił.
Wysiadam na tym samym peronie, z którego kilkanaście godzin temu wyruszałem do pracy. Idąc do domu zapominam o klientach niepłacących za ubezpieczenia, o ludziach zadających mi dziwne pytania, o starszej pani z pociągu. Myślę o czekających mnie w domu obowiązkach - tych bardziej przyjemnych i tych mniej. Czeka mnie prasowanie, a potem muszę wykąpać starszego syna, położyć go spać i koniecznie opowiedzieć bajkę na dobranoc. W wyobraźni już słyszę jego prośbę: "Opowiedz mi bajkę o pasiastym tygrysie".

Godzina 17:30
Przekraczam próg domu. W powietrzu unosi się zapach czerwonego barszczu, słychać ogień trzaskający w kominku, żonę mówiącą coś do Jasia - naszego miesięcznego synka.
Czteroletni syn Mateusz biegnie do mnie z radosnym okrzykiem.
- Tato, popatrz, co ci namalowałem! W rączce ściska kartkę papieru. Choć ma już cztery lata, trudno mu zrozumieć, że jego tato jest niewidomy.

Niektóre imiona bohaterów zostały zmienione.

Tomasz Wandzel
Pracował w Fundacji Integrale. Był też telefonicznym windykatorem długów.

- Do pracy dojeżdżałem ponad 100 kilometrów. Podczas tych podróży poznałem ludzi, którzy opowiadali o tym, jak stracili pracę, o swoich bliskich, którzy dla zarobku musieli wyjechać za granicę. Ten motyw często pojawiał się też w rozmowach telefonicznych z zadłużonymi osobami, od których miałem wyegzekwować spłatę. Reportaż powstał podczas jednej podróży.

Tomasz Wandzel

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Więcej na temat:
Więcej na temat:
Więcej na temat:
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, wyłącz Adblock na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3