| |
|
Zepsuta pralka w pałacu
Minister Kownacki, szef Kancelarii Prezydenta, domaga się w imieniu swojego szefa dodatkowych 30 milionów na przyszły rok. Co to jest trzydzieści milionów złotych dla tak ludnego kraju jak Polska! Jeśli każdy obywatel podaruje panu prezydentowi złotówkę, będzie miał za co pomalować ściany w pałacu, wyszczerbione filiżanki zastąpić nowymi i naprawiać krany. A także kupić nową pralkę. Minister zagroził, że jeśli kancelaria nie otrzyma tych pieniędzy, w pałacu będzie się prać ręcznie! To było zgrabne nawiązanie do pięknej polskiej tradycji. Już widzę ministra Kownackiego jak moczy kolory w Wiśle, a minister Kamiński pierze pościel i obrusy tuż za pomnikiem Syrenki.
|
|
Widmo złego liberała
Tak dobrze wszystko w Polsce szło, aż tu nagle z orędzia pana prezydenta dowiedzieliśmy się, że na scenę polityczną powrócili liberałowie.
|
|
WRON-a oskubana
Każdy ma swoje zmartwienia. Jarosław Kaczyński martwi się, że Ludwik Dorn płaci za małe alimenty, a ja płaczę nad ciężkim losem generałów z WRON. Co ta Platforma wyrabia? Odbierać przywileje emerytalne Jaruzelowi, naszemu bohaterowi narodowemu, człowiekowi, który powstrzymał agresję Armii Czerwonej na nasz kraj w 1981 roku i stał się wzorem patriotyzmu? Czy on całym swoim życiem nie zasłużył na te głupie kilka tysięcy miesięcznie? Najpierw harował jak wół w Informacji Wojskowej. W 1968 prowadził polskie wojsko na Czechosłowację, której zachciało się wolności. Jako minister obrony narodowej w roku 1970 wydawał rozkazy wojsku masakrującemu robotników Wybrzeża. Gdy wprowadzał stan wojenny w roku 1981, był już władcą absolutnym, bogiem i carem! Na szczęście PO nie będzie mogła całkiem skrzywdzić biednego starca, bo zostanie mu na otarcie łez emerytura prezydencka. Ale zasłużony człowiek honoru, generał Kiszczak, będzie się musiał ograniczać. To nieludzkie - wiadomo przecież, że są równi i równiejsi. Czy można porównać generała K. ze Stefanem Korejwo, działaczem Solidarności z Lęborka (członkiem PiS), któremu musi wystarczyć 430 zł miesięcznie? Żadną miarą. Żołądek solidarucha nie jest równy żołądkowi generała! Ani nawet żołądkowi posła PiS. Dlatego parlamentarzyści Prawa i Sprawiedliwości walczą jak lwy nie o jakichś kombatantów z prowincji, ale o swoje 300 złotych, które wredny marszałek Sejmu chce im zabrać. Prawo prawem, sprawiedliwość sprawiedliwością, ale od naszych pieniędzy wara!
|
|
Dobro dziecka
Polską wstrząsnęła sprawa "sprzedaży dziecka". Piszę w cudzysłowie, bo od początku to, co działo się z niemowlęciem, wydało mi się niejasne. Oto policjanci dumnie ogłosili, że schwytali przestępców, którzy kupili dziecko za dwa tysiące złotych. Chłopiec był szóstym, niechcianym dzieckiem z biednej, patologicznej rodziny. Jego ojciec siedzi w więzieniu, matka utrzymuje pozostałe dzieci z pieniędzy opieki społecznej. I oto znaleźli się dalecy kuzyni, dobrze sytuowani i spokojni Polacy mieszkający od kilku lat w Anglii, którzy chcieli to dziecko adoptować. Okazało się, że procedura adopcyjna trwałaby kilka lat, zdecydowali się więc załatwić rzecz całą po cichu. Matce zostawili dwa tysiące na buty i książki dla pozostałych dzieci i odjechaliby z dzieckiem do Wielkiej Brytanii, gdyby nie biologiczny ojciec, który zawiadomił policję. Nie z miłości do syna jednak, ale dlatego, że chciał wymusić od kuzynów jakieś pieniądze, a oni nie ulegli szantażowi. Niemowlę w imieniu Rzeczpospolitej odebrano oczywiście przybranym rodzicom (dla jego dobra) i leży teraz samotnie w szpitalu. W domu dziecka będzie prawdopodobnie czekać, aż ktoś je adoptuje. Może kilka miesięcy, a może kilka lat. Mogłoby żyć spokojnie w normalnej rodzinie, mieć kochającą mamę i tatę, ale co tam, procedury są ważniejsze. A policjanci i prokuratorzy pewnie dostaną nagrody za czujność i przestrzeganie prawa. Przecież podjęli działania ze względu na dobro dziecka. Podobnie dziennikarze, którzy od kilku dni rozpisują się o skandalicznej "sprzedaży".
|
|
Matka i córka
Kilka dni temu wyszła na jaw odrażająca sprawa: ojciec przez lata gwałcił córkę. Poruszony premier opowiedział się za przymusową kastracją chemiczną pedofilów i cały postępowy świat zawył ze zgrozy: to byłoby łamanie praw człowieka i konstytucji! Postępowy świat często pochyla się z troską nad przestępcami. W tym konkretnym wypadku jednak nie można mówić o pedofilii, bowiem córka Krzysztofa B. od kilku już lat jest dorosła. Ale mnie zaciekawiła w szczególności jej matka. Niektórzy psychologowie uważają ją też za ofiarę. Ale co to za ofiara, która siedzi na pięterku i ogląda telewizję, choć wie, że na dole mąż gwałci córkę? Najpierw nieletnią, potem dorosłą. Dlaczego nie pomogła córce się wyprowadzić? Dwie kobiety są długo same w domu (Krzysztof pracuje za granicą) - o czym rozmawiają? O fryzurach, o ciuchach, o seksie? Pytania można mnożyć, także te, dotyczące zachowania dziewczyny. Podobno miała "chłopaka". Skoro tak, to dlaczego jej nie pomógł? Czy nie mogło być tak, że wszystko w tej rodzinie działo się za przyzwoleniem obu kobiet i dopiero, gdy Krzysztof B. je opuścił, złożyły skargę? Jest jeszcze problem małych synów Krzysztofa B. i jego córki. Ktoś ich adoptował, żyją w normalnych rodzinach, pewnie są kochani. A teraz wszyscy ich szukają. Adopcyjni rodzice z pewnością nie będą zachwyceni, gdy się dowiedzą, czyimi dziećmi są chłopcy. Czy nie powinno się - dla dobra chłopców - oszczędzić im tej wiedzy?
|
|
Sikanie na portrety
Nastała moda na obalanie mitów. Kolej na Westerplatte. Od lat wiemy, że major Sucharski nie był tak dzielny, jak przedstawił go Wańkowicz, ale odwaga żołnierzy polskich samotnie walczących przez siedem dni z potęgą hitlerowskich Niemiec pozostaje symbolem bohaterstwa. Nowy sens tamtych wydarzeń przywołał w 1987 roku Jan Paweł II, mówiąc: "Każdy z was znajduje w życiu jakieś swoje Westerplatte. Jakiś wymiar zadań, które musi podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć". Trzeba oczywiście poznawać prawdę, ale czy pomoże nam w tym scena pokazująca pijanego westerplatczyka sikającego na portret Rydza Śmigłego? Mówię o powstającym właśnie filmie Chochlewa "Tajemnica Westerplatte". Prof. Andrzej Nowak pisze w "Rzeczpospolitej", że za zapał do ośmieszania narodowych symboli odpowiadają czołowe ośrodki opiniotwórcze III RP, namawiające do podważania wszystkiego, co polska tradycja i historia przekazały nam jako powód do narodowej dumy. Ale czy na pewno? A usilne obalanie mitu Lecha Wałęsy przez ludzi i instytucje związane z IV RP? Politycy ci chcą koniecznie przedstawić narodowego bohatera, laureata Pokojowej Nagrody Nobla, jako drobnego cwaniaczka, tchórza i agenta. Chcą pozbawić nas pięknego mitu zwycięskiej Solidarności (bo wszystkim manipulowała SB). Nie dajmy się. Mity są narodom potrzebne jak powietrze. Jak prawda. Nie pozwólmy sikać na portrety wodzów II, III ani nawet IV Rzeczpospolitej.
|
|
Wina Kiszczaka
No to wreszcie mamy jasność. Generał Kiszczak nieumyślnie sprowadził na górników z Kopalni Wujek niebezpieczeństwo! Wydał wprawdzie tajny szyfrogram pozwalający na użycie broni, ale co z tego? Bronił przecież komunizmu jak niepodległości, a komunizm był wartością najwyższą, świętością, na którą głupi naród podniósł rękę. - To górnicy dopuścili się ciężkiego naruszenia prawa - dowodził przez sądem Kiszczak. - Oskarżono mnie z powodów politycznych. Zginęło wówczas dziewięć osób. Kto pamięta tamten straszny dzień, kto widział film "Śmierć jak kromka chleba", który starannie odtwarza wydarzenia 16 grudnia 1981 roku, pokazuje odwagę i determinację górników, którzy bronili ideałów Sierpnia, nie może zgodzić się na ten wyrok. Politycy często używają słowa "skandal", więc się zdewaluowało. Ale to, że sąd uznał "winę nieumyślną" Kiszczaka jest właśnie skandalem. Kiszczak mówił w ostatnim słowie: - Święty Piotr nie będzie wiedział, za co wpuścić mnie do nieba. Więc życzę mu, by w czyśćcu oglądał na okrągło film Kutza, by przez całą wieczność ani na chwilę nie mógł zapomnieć o zabitych. Skazani zostali już wreszcie zomowcy pacyfikujący kopalnię. Ale wiadomo, że to byli tylko wykonawcy. Ślepy miecz.
Dopóki nie nazwiemy zbrodni i zbrodniarzy po imieniu, wolność, którą wywalczyli nam zabici górnicy, będzie iluzoryczna. Dopóki Kiszczak będzie uchodził za człowieka honoru, honor nie będzie znaczył nic.
|
|
Jaruzel prosi o pomoc
Generał Jaruzelski przez lata raczył nas patetycznymi deklamacjami o swoim patriotyzmie, o tym, że wprowadzając stan wojenny, wybrał mniejsze zło. W rzeczywistości, wprowadzając stan wojenny, chciał utrzymać się u władzy. Nawet za cenę śmierci górników z kopalni "Wujek". Od kilku dni znamy zapisy z notesu generała Anoszkina, adiutanta generała Wiktora Kulikowa, dowódcy Układu Warszawskiego. Anoszkin zanotował, że 10 grudnia 1981 roku generał Jaruzelski prosił radzieckich towarzyszy, o trzy rzeczy: by do Polski przyjechał ktoś z Biura Politycznego KC KPZR, by ten wysłannik poparł wprowadzenie stanu wojennego oraz aby Związek Radziecki przysłał do Polski swoje wojska. Towarzysze radzieccy odpowiedzieli trzy razy "niet"! Cóż miał począć generał? Musiał wyprowadzić na ulicę wojsko, milicję i ZOMO. Musiał wydać im rozkaz strzelania do Polaków, bicia ich, zamykania w więzieniach i internatach, wyrzucania z pracy. Musiał zabić nadzieję milionów Polaków na normalne życie. Straciliśmy przez niego osiem lat. W życiu narodu to sporo, w życiu każdego z nas - bardzo wiele. Powiem wprost: dobrze, że te materiały ujrzały światło dzienne jeszcze za życia generała. Niech wie, że my wiemy, co sądzić o jego hamletycznych pozach. Mam nadzieję, że to, co zapisał Anoszkin, weźmie pod uwagę sąd, który będzie sądził autorów stanu wojennego. Nie zależy mi, by stary człowiek trafił za kraty, choć na to zasłużył. Zależy mi na tym, by jego czyny zostały nazwane po imieniu.
|
|
Doskonałe pytanie
Obejrzeliśmy ostatnio dwa filmy dokumentalne na podobny temat. Jeden to "TW Bolek" w TVP, drugi - "Trzej kumple" w TVN. Dokument o śmierci Stanisława Pyjasa i donoszącym na przyjaciół Leszku Maleszce, "Ketmanie" to wstrząsający obraz rzeczywistości schyłkowego okresu PRL i zbrodni, których nie rozliczono w wolnej Polsce.
|
|
Biskup i szczury
Nie podzielam poglądów posłanki Joanny Senyszyn z SLD. Sądzę, że w sposób cyniczny rusza po raz kolejny na wojnę z Kościołem, bo sądzi, że w ten sposób ożywi więdnący Sojusz. Nie znaczy to jednak, że posłanka nie może swoich poglądów głosić. Nie znaczy to też, że można ją z tego powodu lżyć. Wydaje mi się, że biskup Tadeusz Pieronek nie bardzo to rozumie. Niedawno, gdy Senyszyn powiedziała, że Kościół doi państwo, odesłał ją do dojenia krów. Wydało się przy okazji, że Senyszyn jest specjalistką nie od bydła, ale od trzody chlewnej, bo z tuczu świń robiła doktorat. To mi przypomina też sen faraona, w którym to śnie siedem krów chudych pożarło siedem krów tłustych i co z tego wynikło. Same nieszczęścia. Mam nadzieję, że biskupowi Pieronkowi żadne krowy się nie śniły. Wiele wskazuje na to, że ostatnio śnią mu się psy i szczury. Powiedział, że "są takie momenty w historii Polski, np. kiedy uwolniliśmy się od komunizmu albo gdy zmarł Jan Paweł II, które miały duży wpływ na polskie społeczeństwo, kiedy wszystkie psy i szczury opuszczają swoje kryjówki i idą na polowanie. To przejdzie. Wkrótce wrócą do nor i będzie spokój". Pierwsze słyszę, żeby psy żyły w norach. A może biskup nigdy psa nie widział? I co z tym wszystkim ma Jan Paweł II? Słuchać hadko. A jeśli chodzi o szczury, to rok 2008 według Chińczyków jest właśnie Rokiem Szczura. Ale żeby biskup wierzył w astrologię? I jeszcze się tym chwalił?
|
|
Piecha jak Palikot
Opozycja rzuciła się i szarpała na sztuki (hej sowy, puchacze, kruki…) minister Kopacz, która w Sejmie referowała, co rząd zamierza zrobić, by uzdrowić konającą na naszych oczach tzw. służbę zdrowia. I słusznie grzmiał minister Balicki (SLD) oraz ministrowie Religa i Piecha (PiS), bo sytuacja jest tragiczna. Tyle tylko, że oni już mieli okazję pokazać, co potrafią. Gdzie był Balicki, gdy minister Łapiński (SLD) psuł reformę rozpoczętą przez rząd Buzka? Gdzie byli Religa i Piecha przez ostatnie dwa lata?
|
|
Nie pieprz Pietrze...
Zajmujemy się sprawami mało istotnymi - strajkami, zamykaniem szpitali i tirami na granicy, a tymczasem w kraju dzieją się rzeczy naprawdę ważne. Poseł Lipiński (ten sam, który nocą odwiedzał Begerową w sypialni) zapowiada, że PiS zmienia całkowicie swój image, bo chce dotrzeć do wykształciucha.
|
|
Cuda Tuska
Polacy, nie wiadomo dlaczego, nagle poczuli ulgę i mają nadzieję, że w Polsce będzie lepiej. A przecież, jak twierdzi uczony politolog Marek Migalski oraz Nelly Rokita, będzie beznadziejnie, bo premier Tusk nic nie zrobi, żeby nie wiem jak pięknie się uśmiechał i jakie cuda obiecywał. Wbrew niedowiarkom jednak cuda się zdarzają.
|
|
Gdzie, jak nie tutaj?
Napisałam wiele reportaży o wypędzonych. Z Wołynia, ze Lwowa, z Wilna, jednym słowem z Kresów. Należeli do nich moi rodzice, którzy w Gdańsku znaleźli po latach tułaczki swój dom. Tu wychowali dzieci. Wrośli w to obce miasto. Pisałam reportaże także o tych, którzy w Gdańsku mieszkali przed wojną. Niektórych wypędzono do Niemiec, inni zostali. I jedni, i drudzy przeszli swoją drogę przez mękę. Reportaże o nich wydałam rok temu w książce "Kod Heweliusza", więc czuję się poniekąd specjalistką "w tym temacie", że użyję wyrażenia Lecha Wałęsy. Dlatego pomysł premiera Tuska, by właśnie w Gdańsku zlokalizować Muzeum II wojny światowej, upamiętniające losy tych, którzy ucierpieli w wyniku masowych wywózek, uważam za znakomity. Gdzie, jak nie tu, skoro w każdym domu znajdujemy życiorysy tak skomplikowane, że trzeba by Szekspira do ich opisania? Tragedie tak wielkie, że proszą się o Sofoklesa. To nic, że powstaje w Gdańsku Europejskie Centrum Solidarności. Nawet dobrze, że te dwa muzea sąsiadowałyby ze sobą, bo to właśnie powstanie Solidarności zakończyło proces budowania gdańskiej tożsamości przybyszy ze Wschodu, a także ich dzieci, które - jak to ujął jeden z polityków - popadły w "intelektualną fascynację niemieckością". Dzięki takiemu muzeum więcej ludzi w Polsce i w Europie poznałoby także tragiczną historię Gdańska i Pomorza. Rzucenie komuś w twarz "dziadkiem z Wehrmachtu" jak kamieniem, byłoby już niemożliwe.
|
|
Pistolet w premiera
Czy Karski zna Czarzastego? Czy Dorn, Ujazdowski i Zalewski zostaną w PiS? Czy prezydent znowu obraził się na premiera? - takie oto ważne tematy międlą media od rana do wieczora.
- A cóż mnie to wszystko obchodzi? - pyta statystyczny Polak, który chciałby przede wszystkim wiedzieć, czy będzie miał go kto leczyć po Nowym Roku.
- Poprzednicy zostawili nas z tą ustawą! - lamentuje minister Ewa Kopacz, która razem z PO w poprzedniej kadencji ustawę poparła! Musi więc zjeść tę żabę, czyli dać lekarzom trzy średnie pensje, bo jak nie, to przystawią pistolet do głowy premiera, czyli będą pracować 48 godzin tygodniowo i ani chwili dłużej. Trzy średnie pensje to około 8 tysięcy zł brutto. Dużo czy mało? Biorąc pod uwagę bezcenne zdrowie każdego z nas, suma nie jest wygórowana. Brakuje pieniędzy? Zajmijmy się więc obiecywaną reformą, która ustali, co się nam od państwa należy za nasze składki zdrowotne, a za co będziemy musieli dopłacać. Nadal mało kasy? To sprzedajmy ośrodki wypoczynkowe, w których byczą się za nasze pieniądze politycy i ich rodziny. Ciągle mało? Czytam w "DB", że dwaj pomorscy posłowie PiS to milionerzy. Zajmowali się krótko dziennikarstwem (na tym trudno się w Polsce dorobić), a potem polityką. Osobiście wolałabym, żeby lekarze zarabiali więcej, a politycy mniej. A premierowi, którego dziś popiera prawie 70 proc. Polaków, przypominam, że gdy w pierwszym akcie sztuki pojawia się pistolet, to w trzecim na pewno - wystrzeli.
|
|
Pies Himilsbacha
Pułapki, które życie zastawia na rządzących, są doprawdy straszne i wpaść w nie łatwo jak we wnyki. Ot, na przykład wiceminister zdrowia Bolesław Piecha. Poszedł do biblioteki, aby wypożyczyć książkę. Może, choć to wiceminister zdrowia, a nie kultury, chciał przeczytać nową powieść Tokarczuk albo prozę Pilcha? Wchodzi więc wiceminister, patrzy, a to nie biblioteka wcale, ale "Biblioteka" - w dodatku restauracja.
|
|
Kapelusze Nelly
Gdy Nelly Rokita, bulwersując własnego męża i jego partyjnych kolegów, została doradcą prezydenta do spraw kobiet, w Internecie ukazało się ogłoszenie: „Jestem mężem posłanki, chciałbym zostać doradcą prezydenta ds. mężczyzn”. Och, gdyby to był mąż Hanny Gronkiewicz-Waltz, propozycja byłaby z miejsca przyjęta!
|
|
Kogo ugryzł Jarosław Kaczyński?
Od kiedy żubr reklamuje piwo i w trawie puszczy, albo wieczorem podchodzi bardziej, stał się popularny, ba - nawet kultowy, niczym Doda Elektroda. Nic dziwnego więc, że zauważyli go także subtelni intelektualiści. Poeta Jarosław Marek Rymkiewcz na przykład. W wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” mówi:
„Polska to był taki wielki ospały żubr śpiący pod drzewem w puszczy białowieskiej. (…) Otóż ten wielki białowieski żubr spał sobie słodko (lub spał dręczony okropnymi snami) gdzieś na polanie w głębi puszczy i sen jego podobny śmierci, mógłby trwać jeszcze wiele lat – gdyby Jarosław Kaczyński nagle nie ugryzł go w dupę. Żubr uryziony przez pana premiera podniósł głowę, potrząsnął rogami, ryknął i popędził. Dokąd, tego nikt nie wie. Ale galopuje, pędzi ku swoim nieznanym dzikim przeznaczeniom. Polska poruszła się, została poruszona – jest coraz inna i będzie jeszcze inna. To już nie jest sen pod lipą, to już nie jest podobny śmierci sen stanu wojennego, to już nie jest omdlenie lat dziewięćdziesiątych. Właśnie dlatego wszystko, co zrobił i co robi Jarosław Kaczyński jest dobre. Ugryzł żubra w dupę i to czyni go postacią historyczną”.
Dobrze jest posiedzieć przy żubrze.
Zachęcam malarzy, by opisaną przez Rymkiewicza historyczną scenę gryzienia żubra uwiecznili na płótnie.
Zaś Jarosławowi Kaczyńskiemu dedykuję starą maksymę: Boże, chroń mnie od przyjaciół, bo od wrogów sam się obronię.
Ps.Po wczorajszych aresztowaniach pilna staje się odpowiedź na pytanie: dokąd właściwie galopuje ugryziony przez premiera żurb?
|
|
Staniszkis atakuje Łopińskiego
Bardzo cenię profesor Jadwigę Staniszkis i lubię jej przenikliwe i oryginalne analizy polityczne. W tym tygodniu jednak zdumiałam się wielce, gdy w jednej z gazet znalazłam tekst, w którym wypomniała prezydenckimu ministrowi Maciejowi Łopińskiemu, że w PRL należał do PZPR. Staniszkis zauważyła ze zgrozą, że Łopiński zapisał się do partii w 1971 roku, a więc tuż po masakrze robotników na Wybrzeżu, „gdy w Gdyni wąskim przesmykiem spod stacji kolejki stoczniowcy weszli wprost pod karabin maszynowy”. Przypomnijmy jednak, że rok 1971 był też rokiem nadziei. Wielu Polakom wydawało się, że Gierek, następca anachronicznego i zbrodniczego Gomułki, tchnie nowe życie w siermiężny socjalizm.
|
|
Polska gola!
Yuhuuu! Nareszcie jakiś sukces. Polska i Ukraina zorganizują piłkarskie mistrzostwa Europy!
Cieszą się wszyscy. Nawet ci, których piłka nożna nie interesuje, bo może – marzą – dzięki temu zbudujemy wreszcie A-1.
|
|
Przeczucia byłego prezydenta
Przeczucia byłego prezydenta
Wróciłam do kraju po dwutygodniowej nieobecności, a tu Sodoma i Gomora. - Atmosfera jest straszna – twierdzi były premier Leszek Miller. Zaczęłam się bać, tym bardziej, że inny Wielki Autorytet, Aleksander Kwaśniewski ogłosił, że czuje się podsłuchiwany.
|
|
 |
 |
 |
|