 Lech Wałęsa: "Zaczęli od walki o pierś matki..." - 20.01.2006
O braciach Kaczyńskich i o politycznych wariantach rozmawiamy z Lechem Wałęsą, byłym prezydentem RP.
- Czy pan prezydent rozumie coś z tego, co się obecnie dzieje w polityce?
- Proszę pani, wszystko rozumiem. Przecież ja z braćmi Kaczyńskimi pracowałem trzydzieści lat.
- To może nas pan oświeci...
- To świetni ludzie. Ale do walki. Zawsze to powtarzałem, że oni już od urodzenia musieli walczyć. A zaczęli od walki o pierś matki, bo każdy chciał ssać o tej samej porze. Ale jakbym miał ich brać do roboty, o... tu już gorzej. Bo do roboty trzeba wstawać o szóstej. Trzeba wiedzieć jeszcze po co się do niej idzie. Co ma się wykonać. A oni tego nie wiedzą. Bo całe życie tylko politykowali.
- Mamy polityczny chaos.
- Musieliśmy to kiedyś przerobić. I jako politycy, i jako naród. Taka lekcja w polskiej demokracji jest niezbędna.
- No dobrze, to co by pan zrobił, gdyby był na miejscu prezydenta Lecha Kaczyńskiego?
- Ja wiem, ale nie powiem. Nie mam zamiaru mu podpowiadać. To są ludzie mali, zawzięci. I na złość będą robić odwrotnie. Więc po co mam coś sugerować? Dlatego ja jeszcze przez pół roku dam im spokój.
- Ale jaki wariant rozwiązania tego problemu politycznego pan obstawia?
- Tu nie ma mądrych. Ale wyjścia są dwa. Jeśli oni chcą wyborów, to przegrali. Bo naród zobaczył już, jak wygląda prawda o braciach Kaczyńskich. I oni na pewno już nie dostaną tego, co dostali wcześniej. Ale jeśli tylko straszą, a moim zdaniem jedynie straszą, to skończy się na emocjach. I pójdziemy dalej.
- A koalicja?
- Z Platformą, nie daj Boże. Bo wtedy, w tym stanie demokracji i rozgrywania krajem, będzie za duża przewaga i politycy z nami się nie będą liczyć. Lepiej dla nas, jeśli politycy mają dni policzone. Bo wtedy się boją. A jak się boją, to robią mniej głupot. Przy parlamentarnej większości będą nam chcieli dokopać, na przykład wyższymi podatkami. A naród pracuje, naród kombinuje, naród się buduje. I dajmy mu spokój.
-
POLSKA Dziennik Bałtycki
|