Bogdan Lach: "Rozmowa - wentyl emocji" - 1.02.2006
Rozmowa z nadkomisarzem Bogdanem Lachem, koordynatorem Zespołu Psychologów Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach
- Czy dużo osób wymaga pomocy psychologów?
- Pomocy wymagają poszkodowani, ich rodziny oraz bliscy tragicznie zmarłych. Łącznie jest to kilkaset osób, ale nie wszyscy chcą lub potrzebują naszej pomocy. Obecnie w szpitalach, gdzie przebywają poszkodowani, pracuje łącznie 27 psychologów.
- Na czym polega ich pomoc?
- Zaraz po tragedii, na miejscu zdarzenia, odbywało się tak zwane odwentylowanie emocji. Ludzie płakali, krzyczeli. Takie uzewnętrznianie emocji bardzo pomaga. Następnie w szpitalach rozmawiamy z osobami rannymi. Psychologowie są także obecni przy identyfikacji zwłok przez najbliższych. Trzeci etap to profilaktyka.
- Czy tak tragiczne wydarzenie może pozostawić trwały uszczerbek na zdrowiu psychicznym?
- Takiego dramatu nie da się wymazać z pamięci. Osoby, które były świadkami wypadku, mogą zauważać u siebie dziwne zachowania, które nigdy wcześniej się nie zdarzały – ospałość, nagłe ataki płaczu. Staramy się ich przekonać, że to nic złego i z czasem minie. W nielicznych przypadkach u poszkodowanych może wystąpić zespół stresu pourazowego. Pojawia się on u osób, które przeżyły dużą tragedię.
- Jak długo osoby poszkodowane powinny pozostawać pod opieką specjalisty?
- Negatywne emocje zaczną wygasać po około trzech miesiącach. Jednak część osób może nieco dłużej dochodzić do całkowitego zdrowia. Ważne, by nie zamykały się w sobie, rozmawiały z bliskimi, z lekarzem. Wydaje się, że to niewiele, ale w rzeczywistości to najlepsze lekarstwo.
- Czy ratownicy biorący udział w akcji także wymagają opieki psychologa?
- Oczywiście. Zazwyczaj nikt o tym nie wspomina, ale również służby ratownicze potrzebują psychologicznego wsparcia. Często stres z kilku dni się kumuluje. Najlepszym rozwiązaniem jest rozmowa i kilka dni wypoczynku.
-
Agencja Prasowa Polskapresse
|