 Bożena Łopacka: "Nie stać nas na ...bezrobocie" - 2.03.2006
Samoobrona zgłosiła w Sejmie propozycję ustawy, zakazującej handlu w niedzielę. Zakaz ma objąć jedynie duże sklepy, zatrudniające powyżej pięciu pracowników. O korzyściach i stratach, wynikających ze świątecznego zamknięcia sklepów rozmawiamy z Bożeną Łopacką, prezesem Stowarzyszenia Poszkodowanych przez Wielkie Sieci Handlowe "Biedronka".
- Podoba się pani ten pomysł?
- Szczerze mówiąc, mam uczucia mieszane. Nie podoba mi się niesprawiedliwe traktowanie pracowników. W małych sklepach będzie można, i pewnie trzeba, pracować w niedzielę, a w dużych nie. Jedni są gorsi, drudzy lepsi.
- Czyli trzeba zamknąć wszystkie sklepy?
- Nie ma dobrego wyjścia. Kilkadziesiąt tysięcy osób w kraju jest pozbawionych kontaktu z rodzinami w niedzielę. Dobrze znam to na własnej skórze. Przez wiele lat nie widziałam, jak mi dziecko dorasta, straciłam z nim kontakt. Równocześnie jednak zdaję sobie sprawę, że taka ustawa spowoduje masowe zwolnienia ludzi z pracy. Przy obecnym bezrobociu na rynku pracy pojawią się dziesiątki byłych pracowników hipermarketów. I kółko się zamknie, bo głównym motorem wyzysku ludzi jest bezrobocie. Na to nas nie stać.
- I nie ma innych sposobów na poprawienie sytuacji pracowników handlu?
- Ależ są takie sposoby! Przecież mamy nawet odpowiednie przepisy, mówiące o dopuszczalnym czasie pracy. Zgodnie z nimi nie można nikogo zmuszać do harowania od rana do nocy przez siedem dni w tygodniu. Pracodawca, jeśli chce przyciągać klientów przez cały tydzień, powinien zatrudnić więcej pracowników, by mieli oni prawo do np. trzech wolnych niedziel w miesiącu. Nad tym powinna czuwać Państwowa Inspekcja Pracy, a jeśli zostanie naruszone prawo - sąd musi szybko ukarać winnych. Procesy powinny kończyć się po miesiącu, a nie - jak w moim przypadku - po trzech latach.
- Robi pani zakupy w niedzielę?
- Czasami nie ma innego wyjścia. Wiem, że wiele osób zapracowanych przez cały tydzień nie ma między poniedziałkiem a sobotą czasu na kupienie najpotrzebniejszych rzeczy. Teraz będą musieli szukać małych sklepików, w których wszystko w niedzielę będzie droższe.
-
POLSKA Dziennik Bałtycki
|