 Andrzej Sokołowski:"Protest na ostro" "DB"29.03.2006
O planowanym na piątek, 7 kwietnia ogólnopolskim proteście pracowników służby zdrowia oraz jego konsekwencjach dla pacjentów i dla władz rozmawiamy z dr. Andrzejem Sokołowskim z Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.
- Na pewno zaprotestujecie?
- Na pewno. Decyzję już podjęły Naczelna Radę Lekarska i OZZL, a dzisiaj Zarząd Regionu Związku Zawodowego Lekarzy postanowi o formie protestu. Prawdopodobnie wszyscy weźmiemy na ten dzień urlopy.
- Usłyszałam zapowiedź, że pacjenci w stanie zagrożenia życia nie powinni się obawiać. Co to oznacza?
- To pytanie jest nie na miejscu! Rozmawiamy o proteście pracowników, a za zabezpieczenie bezpieczeństwa zdrowotnego odpowiada pracodawca, czyli ministerstwo zdrowia. Przez 15 lat kilkunastu ministrów nic nie zrobiło, by nie dopuścić do kompletnej katastrofy systemu, tymczasem marnie wynagradzanego pracownika znów szantażuje się przysięgą Hipokratesa. A co ma zrobić lekarz z II stopniem specjalizacji, który zarabia 1,3 tysiąca złotych albo pielęgniarka, która za tysiąc złotych musi wynająć mieszkanie, kupić bilet miesięczny, a na jedzenie zostaje jej 100 złotych?
- Współczuję pielęgniarce i lekarzowi. Co jednak ma zrobić pacjent, który pół roku temu zapisał się na badanie właśnie 7 kwietnia? Gdzie ma się zgłosić?
- Do przedstawicieli władzy. Jeśli z powodu strajku w hotelu traci pani rezerwację, to żąda pani odszkodowania nie od pracowników, ale od dyrekcji. Podczas ostatnich wyborów żadna z partii politycznych nie przedstawiła planu naprawy służby zdrowia.
- Jak to? Wszyscy mówili o zdrowiu...
- Tylko co mówili? Planu nie było i nie ma. Nie możemy brać poważnie ministra Zbigniewa Religi, który opowiada, że za 7 lat będzie lepiej. Nikt tak długo nie był u nas ministrem zdrowia. Za 7 lat profesor Religa rozłoży ręce i powie, że przeprasza, ale jego następcy podjęli inne decyzje. Zresztą o czym my tu rozmawiamy... Połowa naszych składek nie idzie na leczenie, tylko jest przekazywana na obsługę długów. Trafia z NFZ do banków. Może niech banki zapłacą za badania i przyjęcia chorych w dniu strajku? Lekarze na pewno będą protestować. Koniec. Basta.
- A jeśli to nic nie da? Lekarze wezmą urlop na dzień, dwa, trzy i jakoś przebiedujemy...
- Mamy plan awaryjny. Możemy zrobić dużo większą krzywdę i to całkiem legalnie.
- Co to będzie?
- Nie powiem, ale nasz plan jest bardzo dotkliwy, bardzo prosty i bardzo realny.
- Straszy pan ludzi!
- Co tu jeszcze straszyć... System się zawalił i jest praktycznie martwy. A strach? Przestraszone społeczeństwo może żądać od decydentów zmian. Może na przykład naciskać, by w maju przeprowadzić wybory. A potem zagłosować na tych, którzy będą wiedzieć, jak ożywić opiekę zdrowotną w Polsce.
-
POLSKA Dziennik Bałtycki
|