 Marek Lasota: "Kto donosił na Wojtyłę ?"
Z Markiem Lasotą, autorem książki „Donos na Wojtyłę” rozmawiamy o ludziach, którzy próbowali zaszkodzić Karolowi Wojtyle.
- Co pana najbardziej zaskoczyło podczas czytania esbeckich donosów na księdza Karola Wojtyłę?
- Mimowolne świadectwo jakie SB wydaje Karolowi Wojtyle, bowiem wbrew intencjom esbeków ukazuje nam się z tych dokumentów postać niezwykła, wielka i nie waham się użyć tego słowa - święta.
- Kto doniosił na księdza (potem biskupa i kardynała) Wojtyłę?
- Księża oraz osoby świeckie. W przypadku osób świeckich byli to ludzie związani z Klubem Inteligencji Katolickiej, „Tygodnikiem Powszechnym”, „Znakiem” i ze środowiskiem akademickim. Ale przede wszystkim współpracowników szukała SB w Kurii Metropolitalnej i Seminarium Duchownym.
- Mną szczególnie wstrząsnęła działalność agenta „Włodka”. Był to zakonnik benedyktyński, który donosił ze szczególną gorliwością.
- Donosił przez kilkadziesiąt lat. Nawet SB była zaskoczona jego zaangażowaniem, podejrzewano go o jakąś grę. Ale to nie była gra. Po prostu ta działalność sprawiała mu przyjemność. Opisuję na przykład w książce historię dwu Czeszek, którym ojciec Rostworowski, też benedyktyn, chciał pomóc przedostać się do męża i ojca na Zachód. Agent „Włodek” przyczynił się do arsztowania matki i córki, ojca Rostworowskiego i ludzi, którzy im pomagali tu na Wybrzeżu. Donosił też na swojego brata pracownika RWE.
- Pisze pan o rozmaitych plotkach na temat Karola Wojtyły, które SB celowo rozpuszczała. I o prowokacjach.
- Najsłynniejsza dotyczyła sfabrykowanego pamiętnika Ireny K., sekretarki z „Tygodnika Powszechnego”, która często przepisywała kardynałowi Wojtyle teksty. Tajni współpracownicy sugerowali SB, że osoby te łączy bliski związek, ale początkowo esbecy nie bardzo interesowali się tym wątkiem. Nieoczekiwanie w 1983 roku funkcjonariusze kierowani przez Grzegorza Piotrowskiego podjęli próbę podrzucenia do mieszkania ks. Bardeckiego z „Tygodnika Powszechnego” sfałszowanego pamiętnika, czy też korespondencji tej pani. Ks. Bardecki zorientował się, co się święci i z miejsca papiery te spalił. Scenariusz miał być prawdopodobnie taki, jak w przypadku ks. Popiełuszki, któremu też najpierw coś podrzucono, a potem przeprowadzono rewizję i znaleziono kompromitujące materiały.
- Sporo miejsca poświęca pan próbom skłócenia kardynała Wojtyły z prymasem Wyszyńskim.
- Jest to bowiem jeden z ważniejszych fragmentów historii polskiego Koścoła. Bezpieka próbowała rzeczywiście skłócić i podzielić Kościół. To było jedno z jej podstawowych zadań.
- Ale wymowa pańskiej książki jest taka, że bezpieka - mimo całej swojej potęgi i armii agentów - okazała się bezsilna.
- Toteż wyraźnie widać, że funkcjonariusze SB byli coraz bardziej sfrustrowani: tyle wysiłku, tyle pracy, a Karol Wojtyła odnosi coraz większe sukcesy!
-
POLSKA Dziennik Bałtycki
|