 L.Wałęsa - SuperW... iktor - "DB" 24.04.2006
Dzisiaj zostaną wręczone Wiktory - nagrody dla najbardziej popularnych osobowości telewizyjnych. SuperWiktory, które przyznawane są za całokształt osiągnięć, otrzymają m.in. Lech Wałęsa i Jean Michele Jarre. Rozmawiamy z laureatem Lechem Wałęsą
- Odbierze pan nagrodę osobiście?
- Następnego dnia odlatuję z Warszawy do Stanów Zjednoczonych, więc mam po drodze.
- Kupił pan nowy garnitur?
- Nie mam pieniędzy.
- Mówi pan poważnie?
- No pewnie. Na rękę mam trzy tysiące złotych.
- Nie zarabia pan na wykładach w Stanach Zjednoczonych?
- Trochę zarabiam, ale mam na utrzymaniu dziesięć osób i jeszcze ich rodziny. Prawie nikt nie pracuje w mojej rodzinie, wszyscy patrzą na mnie.
- Czy to pierwsza pana nagroda telewizyjna?
- Nie już jakieś dostałem: Srebrne Usta.
- Ale to radiowe wyróżnienie.
- Parę rzeczy dostałem, tylko rzadko odbierałem. Tej też bym nie odebrał, bo miałem już w zeszły czwartek wyjechać na spotkanie z prezydentem Carterem.
- Nie jest pan oburzony, że dopiero teraz przyznano panu SuperWiktora?
- Mnie już nic nie pomoże i nie zaszkodzi. Jestem skopany, zmaltretowany.
- Niech pan nie przesadza. Otrzymuje pan SuperWiktora razem z Jeanem Michelem Jarrem...
- ...no on cienko śpiewa...
- .. raz zaśpiewał i to za pieniądze, i dostał nagrodę. Czy to sprawiedliwe?
- Widzi pani w życiu sprawiedliwość? Ja byłem frajerem i wierzyłem w sprawiedliwość, teraz płacę za to rachunki.
- Lubi pan występować w telewizji?
- Nie bardzo, bo miałem ostatnio 26 występów w Stanach, odebrałem tam cztery doktoraty.
- Pytam o polską telewizję.
- Przez miesiąc byłem w Stanach, teraz znowu wyjeżdżam. W kraju odpuściłem występy w telewizji, bo nie chcę za dużej walki z Kaczorami. Chciałbym, żeby im się udało.
- Unika pan telewizji, żeby nie krytykować braci Kaczyńskich?
- Dziennikarze naciągają mnie na komentarze, a ja chce im dać jeszcze trochę czasu, więc zgodziłem się na te wyjazdy.
- Żeby nie atakować Kaczyńskich?
- Tak jest. O krytykę aż się prosi. Chce im dać jeszcze parę miesięcy, a potem będę brał się do roboty, jeśli będzie taka potrzeba.
- Jaki występ w telewizji najprzyjemniej pan wspomina?
- Właściwie czekam na taki występ.
- A był jakiś program, którego pan się wstydzi?
- Nie.
- A tej sytuacji, kiedy chciał pan Aleksandrowi Kwaśniewskiemu podać nogę zamiast ręki?
- W tej sytuacji zrobiłbym to samo. Problem polegał na tym, że ucięto górę, a puszczono dół.
- Co to znaczy?
- Było uzgodnione, że Kwas siedzi, wszystko jest przygotowane, wtedy ja wchodzę. A on specjalnie się spóźnił. To mnie wyprowadziło z równowagi, potem jeszcze rzucił papierami. „Co ja jestem listonoszem, żeby jego papiery nosić” - pomyślałem. A na koniec on udawał dżentelmena.
- Nie wstydzi się pan tej sceny?
- Nie, dlatego że chamowi płaci się w sposób chamski.
- Przecież pan się z nim pojednał!
- Pojednałem się na prośbę najwyższych dostojników Kościoła, którzy mówili, że Papież by sobie tego życzył. Zmarłemu Papieżowi nie mogłem odmówić. Oczywiście potem była ta wpadka z Crystalem (Ryszardem Kokoszką - przyp red.), który zaprosił Kwaśniewskiego na moje imieniny. Nie zauważyłem, potem nie mogłem już się wycofać i tak to wyglądało.
- Przecież bardzo dobrze się pan bawił w towarzystwie prezydenckiej pary.
- Pani żartuje, gospodarz musi być gospodarzem.
- Wróćmy do telewizji. Postanowił pan sobie kiedykolwiek, że więcej się pan w niej nie pokaże?
- Nie. Ja wiem, że nawet mój pogrzeb będzie transmitowany. I nie mam zamiaru się spóźnić.
- Ma pan ulubionych dziennikarzy telewizyjnych?
- Dziennikarki.
- A które? Monikę Olejnik?
- Monikę lubię.
- Które programy pan ogląda?
- Jak jestem zmęczony, to oglądam coś, żeby się pośmiać. Lubię na przykład ten serial w którym gra Piotr Fronczewski.
-
POLSKA Dziennik Bałtycki
|