Janusz Popiel: "Policja łapie tylko część nietrzeźwych kierowców" - "DB" 29.06.2006
W ramach kampanii organizowanej przez Fundację Pomocy Poszkodowanym w Kolizjach i Wypadkach Drogowych „Alter Ego” tysiące kierowców otrzyma czerwone wstążeczki z napisem „jestem przeciw pijanym kierowcom”. Mają je wieszać na antenach. O akcji rozmawiamy z Januszem Popielą, prezesem fundacji.
- Uważa pan, że to przyniesie jakikolwiek skutek?
– Taka akcja to początek tworzenia w społeczeństwie klimatu braku akceptacji dla nietrzeźwych kierowców i może być początkiem sukcesu w walce z tym zjawiskiem. Uważam, że jednym z najważniejszych zadań, jakiemu musimy sprostać, jest zmiana pasywnej postawy społeczeństwa wobec nietrzeźwych kierujących, na postawę aktywnej dezaprobaty.
- A jednak jest pan przeciwnikiem zamykania pijanych kierowców w więzieniach…
– Nie do końca. Ale mam świadomość, że przewidziane w Kodeksie karnym kary pozbawienia wolności są czysto teoretyczne. Tak wynika z analizy dokonanej w Mazowieckiej Komendzie Policji. Skazani za jazdę w stanie nietrzeźwym mogą w większości regionów kraju liczyć na liberalną postawę sędziów. Pozbawienie wolności orzekane jest z reguły w zawieszeniu, czyli skazany jest wolny, a grzywny zwykle nie przekraczają kwoty tysiąca złotych. Moim zdaniem kary izolacyjne w wielu przypadkach nie mają uzasadnienia w naszej rzeczywistości przepełnionych więzień. Tym bardziej, że koszty utrzymania skazanych za jazdę w stanie nietrzeźwym poszłyby w setki milionów. To prosty rachunek: miesięczne utrzymanie więźnia kosztuje około 1,5 tys. złotych. Zwykle taka kara wymierzana jest na 4 miesiące. Zatrzymanych mamy około 85 tysięcy. Po przemnożeniu wychodzi 510 mln zł rocznie.
- Zatem co z nimi począć?
– Publikować wizerunki w lokalnej prasie, kierować do nieodpłatnych robót publicznych, karać grzywnami, ale proporcjonalnymi do wysokości dochodów. Podstawą dla sędziów w wymierzaniu takiej grzywny powinny być dane uzyskane z urzędów skarbowych. Bo zdarza się, że przed sądem staje kierowca mercedesa, który tłumaczy, że utrzymuje się za 700 złotych miesięcznie. Ja mu nie wierzę, ale bywa, że sędziowie wierzą…
-
NaszeMiasto.pl
|