Pomorzu grożą lokalne podtopienia. Deszcz przypomniał o niedrożnych kanałach i uszkodzonych wałach przeciwpowodziowych
Dorota Abramowicz, Agata Cymanowska
2009-06-26 05:00:00
Wielka powódź nam nie grozi, za to mogą wystąpić lokalne podtopienia. Oto wnioski z wczorajszego posiedzenia, zwołanego w trybie pilnym przez Wydziału Zarządzania Kryzysowego Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego, z udziałem przedstawicieli Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej, IMGW oraz Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych. Tymczasem meteorolodzy ostrzegają przed kolejnymi opadami deszczu i gwałtownymi burzami.
- Cały czas monitorujemy stan Wisły i analizujemy informacje z południa kraju - mówi Ryszard Sulęta, dyrektor Wydziału Zarządzania Kryzysowego UW. - Konieczne jest naprawienie m.in. uszkodzonych przez bobry wałów przeciwpowodziowych w powiatach gdańskim i nowodworskim oraz udrożnienie kanałów. Najgorzej jest na Oruni i w dzielnicy Lipce. Tam większość kanałów jest zatkana.
Wczoraj rano do Trójmiasta dotarły ze wschodu gwałtowne opady deszczu. Ocenia się, że w Sopocie na metr kwadratowy mogło spaść rankiem nawet 30 litrów wody! Efekt - zalany tunel pod Monciakiem (utknął tam jeden z przejeżdżających samochodów) i ulica Powstańców Warszawy, woda w piwnicach Szpitala Reumatologicznego i przejściu podziemnym na Kamiennym Potoku.
Napływ wody był tak duży, że sprawne pompy, zamontowane na stałe przy tunelu, nie nadążały z odprowadzaniem wody. Pomóc musiały służby wodno-kanalizacyjne. Zamknięcie tunelu i nieprzejezdna ulica Powstańców Warszawy spowodowały korki w Sopocie, rozładowane dopiero ok. godz.10.30.
Już po półgodzinie służby miejskie uporały się z wodą w podziemnym przejściu na Kamiennym Potoku. Znacznie dłużej walczono z wypompowaniem wody z piwnic Szpitala Reumatologicznego przy ul. Grunwaldzkiej.
- Ok. godz. 9 w niektórych miejscach w piwnicy było nawet pół metra wody - twierdzi st. kap. Mirosław Grapiedzki, dowódca jednostki ratowniczo-gaśniczej Państwowej Straży Pożarnej w Sopocie. - Pod podłogą pękła rura. Jak odpompowaliśmy wodę, to zaraz napływała kolejna.
Wojciech Ogint, zastępca dyrektora sopockiego Zarządu Dróg i Zieleni, przyznaje, że znowu Górny Sopot zalał Sopot Dolny.
- Takie sytuacje będą się powtarzać, dopóki nie uda się zakończyć inwestycji związanych z kanalizacją deszczową i retencją wód opadowych - tłumaczy Ogint. - Trzeba powstrzymać spływającą wodę i odpompować, zanim zaleje dolną część miasta.
- Zalanie tunelu pokazuje, jak bardzo potrzebne jest odprowadzenie wód potoków w głąb Zatoki Gdańskiej - dodaje Magdalena Jachim, rzecznik sopockiego magistratu.
Końcowe prace związane z odprowadzaniem wód potoków, które będą prowadzone już tylko w morzu, zaplanowano na połowę września.
Mieszkańcy Gdańska do dziś pamiętają powódź sprzed ośmiu lat.
W poniedziałek, 9 lipca 2001 nad miastem oberwała się chmura. W przeciągu czterech godzin do Kanału Raduni wpłynęło 1,4 mln metrów sześc. wody! Praktycznie zatopiona została Orunia, pod wodą znalazł się Dworzec Główny, części Gdańska Wrzeszcza, ulica Kartuska. Trakt św. Wojciecha zamienił się w rwącą rzekę. Ewakuowano setki osób, miasto pogrążyło się w chaosie. Dach nad głową straciło 300 rodzin. Na szczęście nikt nie zginął, ale straty w infrastrukturze miejskiej wyceniono na 200 milionów złotych. Dopiero w tym roku ogłoszono przetarg na kompleksową przebudowę Kanału Raduni.
Intensywne opady deszczu budzą teraz grozę w wielu miejscach Polski, także w Trójmieście.
Z Ryszardem Sulętą, dyrektorem Wydziału Zarządzania Kryzysowego Urzędu Wojewódzkiego w Gdańsku rozmawia Dorota Abramowicz:
Jadąc rankiem w strugach deszczu, zalewających Sopot, przypomniałam sobie o powodzi sprzed ośmiu lat. Wtedy też tak padało... Z południa kraju nadchodzą niepokojące doniesienia o zalanych wioskach. Nie zagrozi nam powtórka z 2001 roku?
Mam zasadę, że nigdy nie mówię nigdy. Wiele jednak wskazuje, że tym razem nie powinniśmy obawiać się powodzi. Po przeanalizowaniu prognoz meteorologicznych, danych napływających z elektrowni we Włocławku, informacji z południa Polski i województwa kujawsko-pomorskiego możemy z dużym prawdopodobieństwem wykluczyć zagrożenie powodzią. Stan Wisły jest poniżej stanów średnich, najbliższe dni przyniosą ocieplenie, cześć wody odparuje.
Doświadczenie mówi, że to nie Wisła jest groźna. Przerwanie Kanału Raduni, na pozór płynącego niegroźnym strumykiem, doprowadziło do zalania Gdańska. W Polsce wylewają przede wszystkim lokalne rzeczki...
I to jest duży problem. Wiele samorządów lokalnych i właścicieli terenu kompletnie lekceważy np. oczyszczanie kanałów. Kłopoty sprawiają także niedrożne studzienki kanalizacyjne. W razie wystąpienia dużych opadów na trudności natkną się kierowcy podróżujący z Lęborka i Słupska na Szczecin. Mieszkańcy Gdańska mogą wiele powiedzieć o wodzie spływającej ulicami Okopową i Do Studzienki.
Jaki z tego wniosek?
Szczerze mówiąc - jeden. Trzeba się wziąć do roboty.