Bieg po długowieczność
Magda Bukowska
2005-02-25 00:01:00
Przez ostatnie 26 lat przebiegł ponad 120 tysięcy kilometrów. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że Marian Parusiński nie jest zawodowym sportowcem, tylko emerytowanym księgowym. W najbliższą niedzielę wystartuje w supermaratonie Morsy Króla Eryka.
Trasa przebiega od Sławna do Słowina i liczy 100 km, na pokonanie których zawodnicy mają tylko 13 godzin. Gdański biegacz we wrześniu skończy 83 lata. Trudno w to uwierzyć, widząc jak wskakuje na krzesło, żeby zdjąć z półki puchar - jedno z kilkudziesięciu trofeów, które zdobył podczas zawodów sportowych. Część stoi w mieszkaniu sportowca, inne porozdawał szkołom, pozostałe zdobią półki klubu TKKF Rozstaje na gdańskiej Zaspie.
- Ile jest tych pucharów? Naprawdę nie wiem. Medali, złotych medali mam 206. Większość za biegi na długich dystansach, maratonach i supermaratonach - opowiada Marian Parusiński.
Swoją przygodę ze sportem rozpoczął już jako człowiek dojrzały. W wieku 57 lat dał się przekonać sąsiadowi do wspólnego biegania i gimnastyki.
- Zbliżałem się do emerytury. Zahartowany na niemieckich robotach nigdy nie chorowałem, ale siedząca praca spowodowała, że czułem się jakiś taki niedotleniony. Im człowiek jest starszy, tym bardziej obawia się tego, że zacznie chorować, a dla mnie nie ma w życiu nic ważniejszego niż zdrowie. Zacząłem więc biegać - wspomina medalista.
Do pierwszej w życiu ,setki" Marian Parusiński przygotowywał się przez ponad 13 lat. Dziś swój debiut w supermaratonie wspomina jako najważniejsze wydarzenie sportowe w życiu.
- Miałem wtedy 71 lat i byłem najstarszym zawodnikiem tych zawodów. Z resztą, zazwyczaj jestem najstarszy - śmieje się pan Marian. - Zawody odbywały się w Kaliszu. Na przebiegnięcie trasy mieliśmy 13 godzin. Ale mi zależało, żeby zmieścić się w 10. Ostatnie 4 km biegłem sprintem, ale udało się. Dobiegłem do mety w 9 godz. 59 min. i 8 sek.
Morsy Króla Eryka będą dla biegacza-seniora siódmym występem w supermaratonie. Nie podjął jeszcze decyzji czy pobiegnie indywidualnie, czy w sztafecie. Dziś nie musi już sobie udowadniać, że jest w stanie przebiec 100 km. Bieganie jest dla niego radością i metodą na zdrowie życie.
- Podczas Kongresu Medycyny Sportowej, zrobiono mi badania lekarskie. Okazało się, że mam idealne wyniki 63-latka. Sport odmłodził mnie o 20 lat - opowiada zawodnik. - Kiedy zaczynałem biegać pojemność moich płuc miała 2,8 litra, dziś ma ponad 4. Aktywność fizyczna oczyszcza organizm i wspomaga krążenie. Ruch to samo zdrowie. Ruch to życie i jednocześnie - sposób na życie.
Marian Parusiński mówi o sobie, że nie jest wyczynowcem. Nie zależy mu na rekordach, tylko na poczuciu szczęścia, jakie dają mu codzienne biegi.
- Najważniejsze jest nie to, żeby zmęczonym dopaść setnego kilometra, ale radość, odprężenie i zdrowie, które daje taka aktywność fizyczna - mówi sportowiec. - 100 kilometrów, to długa droga. Nad głową śpiewają ptaki, dokoła mruczą źródliska. Człowiek ma wystarczająco dużo czasu, żeby pomyśleć, posłuchać co mówi natura. W takich chwilach naprawdę można zrozumieć, co jest dobre, a co złe.
Najstarszy trójmiejski zawodnik, uważa, że aktywność fizyczna jest gwarancją długowieczności. Potwierdzenia swojej teorii szuka w Biblii i u autorytetów z dziedziny medycyny sportowej.
- Każdy zdrowo żyjący człowiek ma przez naturę zagwarantowaną aktywność życiową na jakieś 130 lat. Noe przez 120 lat budował swoją arkę, a pewien lekarz z Izraela opowiadał mi o ludziach żyjących w jego kraju, którzy dawno przekroczyli setkę - opowiada pan Marian. - Wierzę, że mój tryb życia i specjalna odżywka, którą codziennie piję, zagwarantują mi czas, na jeszcze kilka supermaratonów.
Swoimi doświadczeniami i pasją do sportu gdański zawodnik dzieli się chętnie z innymi.
- W naszym klubie pan Marian prowadzi zajęcia sportowe dla seniorów. Motywuje ich już samym swoim przykładem - opowiada Marek Moneta, prezes TKKF Rozstaje. - Spotyka się też z młodzieżą, żeby zachęcać ją do sportowego, zdrowego trybu życia.
- To fantastyczny człowiek. Doskonały trener, sportowiec i przyjaciel - mówi jeden z podopiecznych Parusińskiego, Jerzy Krzak.