Nasza Loteria NaM - pasek na kartach artykułów

Dwa miesiące temu zaginął Kamil

Karolina Ołoś
Młodszy brat Kamila, 8-letni Mateusz, bardzo tęskni za bratem. Od kilku tygodni jest pod stałą opieką psychologa. Na zdjęciu z mamą.Fot. Adam Warżawa
Młodszy brat Kamila, 8-letni Mateusz, bardzo tęskni za bratem. Od kilku tygodni jest pod stałą opieką psychologa. Na zdjęciu z mamą.Fot. Adam Warżawa
Minęło osiem tygodni od zaginięcia 10-letniego Kamila Kowalczuka z Gdańska. Chłopiec wyszedł z domu 25 września wczesnym popołudniem. Miał pobawić się z kolegą na podwórku. Do domu już nie wrócił.

Minęło osiem tygodni od zaginięcia 10-letniego Kamila Kowalczuka z Gdańska. Chłopiec wyszedł z domu 25 września wczesnym popołudniem. Miał pobawić się z kolegą na podwórku. Do domu już nie wrócił. Matka Kamila oskarża policję o opieszałość i brak zainteresowania losem jej dziecka.

Sama szukam mojego syna - mówi Wioletta Kowalczuk. - Przez dwa miesiące policja była u mnie tylko raz. Pytali, czy już wiem, gdzie jest Kamil. To jakiś absurd.
Kowalczuk zgłosiła zaginięcie syna późnym wieczorem 25 września, po tym jak Kamil nie wrócił do domu na kolację.
- Chodziłam na komisariat codziennie przez czternaście dni - opowiada kobieta. - Pytałam, prosiłam, opisywałam po kolei wszystkie osoby, z którymi Kamil się spotykał. Komisarz, który ze mną rozmawiał, spisał tylko moje zeznania, coś tam burknął pod nosem, że mogłam lepiej pilnować dzieciaka i na tym się nasz kontakt skończył.
Rodzina szuka chłopca na własną rękę. Na przystankach pojawiły się jego zdjęcia. Codziennie przez kilka godzin znajomi pani Wioletty szukali Kamila jeżdżąc samochodem po mieście. Bezskutecznie. Zdesperowana matka postanowiła poprosić o pomoc jasnowidza z Człuchowa.
- Powiedział nam, że Kamil żyje, że przebywa w czerwonym budynku w jakimś starym porcie - mówi Wioletta Kowalczuk. - Poprosiłam policjantów z komisariatu na gdańskiej Oruni, żeby wysłali radiowóz do Nowego Portu, bo opis jasnowidza pasował do tego rejonu. Zignorowali mnie. Usłyszałam, że prowadzą poszukiwania według własnego planu.
Mł. insp. Janusz Męczykowski, komendant I Komisariatu w Gdańsku, odpiera zarzuty matki Kamila. Twierdzi, że chłopiec żyje i jego odnalezienie jest kwestią czasu.
- Mieliśmy kilkadziesiąt informacji o tym, gdzie przebywa Kamil - tłumaczy komendant. - Każdą z nich sprawdzaliśmy, niestety nie udało się go tam odnaleźć.
Policja twierdzi, że po zaginięciu chłopiec był widywany w różnych miejscach w Gdańsku. Choćby pod jednym z hipermarketów - tam podobno żebrał.
- Ktoś go widział nawet pod szkołą, w której się uczy - dodaje Męczykowski. - Wysłałem tam radiowóz, ale już go nie było. Dane chłopca rozesłaliśmy do wszystkich komisariatów na Pomorzu.
Jeśli widziałeś
Wszystkich, którzy wiedzą, gdzie może być Kamil, prosimy o kontakt
z jego mamą pod numerem
604 - 805 - 210
lub z I Komisariatem Policji Gdańsk Orunia pod numerem
321 - 67 - 22.

od 12 lat
Wideo

Protest w obronie Parku Śląskiego i drzew w Chorzowie

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gdansk.naszemiasto.pl Nasze Miasto