Gdańsk na weekend: Sprawdziliśmy ofertę Karty Turysty

Anna Ładosz
Grzegorz Mehring/archiwum
Gdańsk to nie tylko Stocznia, Neptun i Główne Miasto. To także historia, piękne widoki, a nawet… słodycze! To wszystko i wiele więcej można zobaczyć praktycznie za darmo dzięki Karcie Turysty, oferującej ponad 220 propozycji noclegów, wystaw, spektakli i innych trójmiejskich atrakcji.

Karta Turysty to oferta Gdańskiej Organizacji Turystycznej, skierowana do wszystkich tych, którzy lubią dobrą zabawę nad polskim morzem - nie tylko w sezonie wakacyjnym, ale również w te mniej słoneczne dni. Karta oferuje zniżki i darmowe wejścia do najbardziej atrakcyjnych miejsc w Trójmieście, a także (opcjonalnie) bezpłatny przejazd komunikacją miejską.

Polecamy: Wakacje na Pomorzu

Dzięki niej można wejść do Muzeum Bursztynu lub zabytkowego Ratusza Głównomiejskiego nie wydając na to ani grosza, czy też z dużym rabatem wypożyczyć sprzęt sportowy. I właśnie z tą małą plastikową kartą w kieszeni ruszyłam na weekendową wycieczkę, by zwiedzić to, z czego słynie Gdańsk: Żuraw, Dwór Artusa, Europejskie Centrum Solidarności, park zoologiczny i Kuźnię Wodną w Oliwie.

Kierunek historia...

A jak historia to przede wszystkim muzea. Tych najwięcej jest w głównym mieście. Nad samą Motławą znajduje się tzw. Żuraw, symbol Gdańska. Jako że jest to jedno z najbardziej charakterystycznych miejsc, tak często uwieczniane na pocztówkach i różnego rodzaju pamiątkach, swoje pierwsze kroki skierowałam właśnie tam. Wysoki budynek z ciemnego drewna już z daleka robił wrażenie. Podchodząc bliżej, moją uwagę przyciągnęły dwa ogromne koła, schowane pod dachem spichlerza. W dawnych czasach służyły one do napędzania Żurawia - by uruchomić mechanizm dźwigowy, kazano ludziom biegać we wnętrzu tych kół.

W środku zabytkowego budynku znajduje się wystawa przedstawiająca życie portowe w Gdańsku od XVI do XVII wieku. Przechodząc korytarzami ekspozycji można było zobaczyć przede wszystkim makiety nabrzeży portowych i spichlerzy z tamtych czasów. Skalę makro reprezentowały repliki magazynów i innych pomieszczeń kupieckich. I chociaż w kolejce po bilet stać nie musiałam, to i tak było głośno i tłoczno- zupełnie jak w średniowiecznym porcie.

W cenie wejściówki znajdował się również rejs promem pomiędzy Żurawiem a spichlerzami na wyspie Ołowiance. Z industrialnych czasów morskiej historii Gdańska, szybkim krokiem przeniosłam się w czasie do XX wieku. Europejskie Centrum Solidarności jeszcze przed wejściem powitało mnie wielkim milicyjnym czołgiem. Już od samego początku podziemnej ekspozycji „Drogi do wolności”, zwiedzających poraża widok małych więziennych cel. Na biurkach, stojących kilka metrów dalej, czas jakby się zatrzymał - opakowania po mocnych bez filtra, ciężkie kryształowe papierośnice, stare radiomagnetofony i obgryzione ołówki leżące na pożółkłych kartkach sprawiały wrażenie, jakby ktoś na chwilę stamtąd wyszedł i miał za chwilę wrócić.

Na to wszystko spoglądał słynny pomnik Lenina i ogromne plakaty milicji obywatelskiej. Na szczęście udało się uniknąć słynnej „ścieżki zdrowia”. Kilka metrów dalej z wielkiego ekranu generał Jaruzelski ogłaszał wybuch stanu wojennego. Ściany wyjścia ozdobione są okładkami zagranicznych prestiżowych magazynów, podziwiających polską walkę z komunizmem, a głos papieża Jan Paweł II dodawał ducha słynnymi słowami wypowiedzianymi podczas pielgrzymki do Polski w 1979 roku.

W sercu starego miasta znajduje się także Dwór Artusa, który oszałamia przepychem oraz rozlicznymi przykładami dzieł sztuki. I choć czas gonił, warto też było zajrzeć do Ratusza Głównego Miasta i Domu Uphagena – miejsc, które zadowolą wielbicieli sztuki i historii, nie tylko tej industrialno-komunistycznej.

Łakocie od podszewki Po atrakcjach dla umysłu, przyszedł czas na relaks dla podniebienia. Podczas spaceru urokliwą gdańską starówką, moją uwagę łakomczucha przykuł szyld CIU CIU Cukier Artist. Nie jest to jednak zwykła cukiernia - co godzinę można tu przyjrzeć się procesowi produkcji słodyczy, a za drobną opłatą zaprojektować nawet własnego lizaka. Przez chwilę każdy z obserwatorów mógł poczuć się jak dziecko. Bo widziałam, że nie tylko mnie korciło by wetknąć palec w kolorową słodką masę i uciec z naręczem karmelków.

Gepardy w środku lasu Gdańsk dba nie tylko o miłośników sztuki i historii, ale także o wielbicieli zwierząt. Park zoologiczny w Oliwie, oddalony około dwóch kilometrów od miasta, otoczony jest gęstym lasem oliwskim. Zajmuje wielką powierzchnię mieszczącą ponad 1200 gatunków ssaków, gadów i ptaków. A ponieważ zwierząt jest tam co nie miara, dokładne przejście obiektu zajmuje prawie cały dzień.

Na prawo żyrafy, słonie i hipopotamy. Na lewo małpy, kangury i groźne gepardy. Jednak tym, co wzbudzało największe zainteresowanie turystów były... surykatki, drapieżne małe ssaki zamieszkujące pustynie Afryki. Co chwila mijała mnie także ciuchcia wypełniona najmłodszymi zwiedzającymi. Pociąg stawał przy każdej klatce, a pan przewodnik miłym głosem cierpliwie wyjaśniał wszelkie wątpliwości. W zoo można też skorzystać z parku linowego, gdzie zarówno dzieci jak i dorośli pod opieką doświadczonych instruktorów, mogą poczuć zastrzyk adrenaliny.

Kuźnia wodna i… trabanty W bliskiej odległości od parku zoologicznego znajduje się Kuźnia Wodna, pochodząca z XVI wieku. Przechodząc przez próg tego miejsca, znów cofamy się kilkaset lat. Niepozorny drewniany budynek kryje w sobie urządzenia do obróbki stali napędzane siłą wody. I choć może nie brzmi to zbyt ekscytująco, naprawdę jest na co popatrzeć.

Klimat buduje zadymione i spalone wnętrze, z pieców bucha ogień. Odbywają się tu także pokazy takiej wodnej obróbki, jak i również…wystawa aut z okresu PRL. Ponadto, już poza sezonem, w tym nietypowym miejscu odbywają się koncerty muzyki jazzowej. To dopiero musi robić wrażenie! Wdech, wydech, wdech… Chwilą relaksu po nerwowej atmosferze zwiedzania przyniósł spacer w Parku Oliwskim, który okazał się jednym z najpiękniejszych i najspokojniejszych miejsc w centrum trójmiejskiej metropolii. Położony w sercu starej Oliwy, nie wygląda jednak jak typowy park. Przypomina raczej ogromny kompleks ogrodowy.

Otoczony z zewnątrz żeliwną bramą, kryje w sobie naprawdę niesamowite widoki zieleni i kolorowych kwiatów. W tym miejscu miałam okazję przespacerować się wzdłuż długiej alei strzyżonych lip trzy razy wyższych ode mnie lub po prostu usiąść na ławce i popatrzeć na pływające po rzece łabędzie. Mniej więcej w środku spaceru odkryłam też palmiarnię pełną egzotycznych kwiatów, a kawałek dalej— ogród botaniczny.

Taki widok ukoi pośpiech każdego turysty. I choć także i tu zwiedzających nie brakuje, miejsce to przepełnione jest relaksem i spokojem. W parku znajduje się też muzeum w Pałacu Opatów, w którym można obejrzeć największe dzieła mistrzów polskiej sztuki nowoczesnej. Jedno jest pewne — Gdańska nie da się zwiedzić w dwa dni. To tylko wierzchołek tego, co warto obejrzeć w tym mieście przepełnionym historią, sztuką i naturą. Ale w ciągu takiego weekendu można narobić sobie smaku na kolejny turystyczny wypad do Trójmiasta.

Codziennie rano najświeższe informacje z Gdańska prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wyjeżdżasz na wakacje? To musisz wiedzieć!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie