Gdańsk w sosie słodko-kwaśnym

Michał Sosiński
archiwum
Michał Sosiński jest urodzony w 1985 roku. Malarz i grafik. Członek grupy "Krecha"

Gdańsk nie został Europejską Stolicą Kultury 2016. Jako jeden z faworytów bardzo liczył na wygraną. W zalewie zapewnień, iż nawet jeżeli przegramy, to i tak wygramy, zabrakło miejsca na dyskusję, co tak właściwie z tą całą kulturą w Gdańsku się dzieje, jaka jest jej kondycja i przyszłość.

Gdańsk ma poważne problemy z kulturą, ale nie umie się do nich przyznać. W pogoni za różnymi tytułami i byciem pępkiem regionu nie zauważył, że po piętach depczą mu takie miasta, jak Bydgoszcz (trzeba mieć odwagę, aby zaprosić do siebie na występ Amy Winehouse) czy Toruń (z prężnie działającym CSW na czele). Brak autokrytyki i zachwyt nad samym sobą prowadzi niechybnie ku upadkowi, a przecież rok 2016 miał być, jak twierdzili niektórzy, naszym wspólnym triumfem, a nie porażką. Dla władz Gdańska te słowa mogą zabrzmieć jak herezja, ale w sprawach kultury Gdańsk ma tylko wybujałe ambicje i robi dobrą minę do złej gry, a dyskusji o kulturze jak nie było, tak nie ma.

W dobry humor Gdańsk wprawiają różne donośne hasła: dziedzictwo historyczne, metropolia, solidarność, wolność. Nic tylko wziąć je złożyć do kupy i możemy poklepać się po plecach, jacy to jesteśmy fajni. Ale mina powoli zacznie rzednąć, gdy chociażby otworzymy jedną z gazet (tych drukowanych i tych internetowych), bo w dziale kultura zobaczymy ewentualnie kalendarium, czasami większą zapowiedź jakiegoś wydarzenia czy rozmowę na kilka pytań (co to za rozmowa?). Co więcej, okaże się, że dział kultura powoli miesza się komuś z działem rozrywki, a między jednym i drugim stawia się znak równości. Nikt nie zadaje pytań i nie poszukuje na nie odpowiedzi, a konstruktywna krytyka praktycznie zniknęła całkowicie (za to szerzy się jak plaga narzekanie i bezsensowne opluwanie w internetowych komentarzach).

Gazety to nadal główne źródło wiedzy mieszkańców na temat tego, co się dzieje w mieście, a pojawiają się w nich tylko coraz to nowe zapewnienia, że z gdańską kulturą jest dobrze i będzie jeszcze lepiej. Jeżeli ktoś wychyli się przed szereg i zada niewygodne pytanie albo podda coś w wątpliwość, otrzyma miano narzekacza (doświadczyłem tego osobiście kilka tygodni temu, tworząc stronę na portalu Facebook, mającą prowokujący tytuł "Nie dla ESK 2016 w Gdańsku"), albo po prostu jego głos przepadnie w potoku myśli na hip hip hurra.

Od jakiegoś czasu pojawiają się inicjatywy tak zwanego "aktywizowania kulturalnego" mieszkańców zaniedbanych dzielnic (całkiem ich sporo na mapie Gdańska). Już sam fakt mówienia o aktywizowaniu kogoś kulturalnie jest dla mnie nie do przełknięcia, ale chyba nikt, kto się tym zajmuje, nie pomyślał, że mieszkańcy tych dzielnic mogą się takimi słowami czuć obrażeni. Przekaz jest jasny: mieszkańcy tych dzielnic są niedouczeni kulturalnie. Całe szczęście są ci, którzy kulturalnie douczeni są i z wielką chęcią podzielą się swoim obyciem. Czy to znaczy, że nie warto się tam pchać? Nie. Ale trzeba działalność w tych miejscach dokładnie przemyśleć.

Przykładem takiej dzielnicy może być Nowy Port, który - jak czytamy w opisie festiwalu Streetwaves - jest: "Piękny (…) z zachowaną przedwojenną zabudową, gdzie mieszkańcy pozdrawiają się wzajemnie na ulicach, który spokojnie mógłby stać się tym, czym dla Berlina jest Kreuzberg, a dla Warszawy Praga Północ". Skoro mógłby się stać, to czemu się nie stał? Obawiam się, że samo Streetwaves czy otwarcie galerii NPS (swoją drogą inauguracja galerii wystawą prac prezesa i członkini zarządu stowarzyszenia zajmującego się ową galerią jest zdarzeniem dosyć kuriozalnym), czy nawet stworzenie tam oddziału Łaźni na niewiele się zda.

Praga stała się centrum kulturalnym, bo przyciągnęła do siebie ludzi, którzy tłumnie ją odwiedzają. Łaźni nie udało się tego zrobić z Dolnym Miastem (przykładem dosłownie niezauważalna, a głośno reklamowana akcja Galerii Zewnętrznej), stąd moje obawy, iż w Nowym Porcie również się nie powiedzie. Pozostaje też pytanie, czy tego najbardziej chcieliby mieszkańcy tej dzielnicy. Czy Łaźnia ze swoim programem, który jest mało zjadliwy nie tylko dla kogoś niemającego na co dzień do czynienia ze sztuką współczesną, jest ich spełnieniem marzeń, czy może woleliby coś bardziej na miarę Fabryki Trzciny, gdzie można usiąść, pogadać przy piwie, ale też obejrzeć wystawę czy przyjść na koncert? Nie wszyscy muszą kochać sztukę współczesną tak od zaraz. Streetwaves jest krokiem w dobrym kierunku (chociaż robionym na szybko), ale nie należy spoczywać na laurach (a chyba tak się dzieje), bo to tylko jeden dzień w roku, a jest jeszcze 364 innych dni (a czasami nawet 365).

Pozostaje pytanie, czy to dobry sposób oswajania ludzi ze sztuką? Streetwaves wbrew pozorom jest festiwalem, który dość agresywnie wchodzi w przestrzenie, w które niekoniecznie ludzie mogą chcieć go zaprosić. Nie każdy musi chcieć, aby na jego podwórku ktoś grał koncert. Dla organizatorów może to brzmieć świetnie, dla ludzi tam mieszkających już niekoniecznie. Takich działań nie można nikomu narzucać siłą. To tak jakby nowy sąsiad, zamiast zaprosić do siebie na zapoznawczą kolację, zapukał i wszedł do naszego mieszkania z informacją, że teraz zjemy tu, bo on chciałby się zapoznać. Dla mnie to zgrzyt.

Wyobraźmy sobie inną sytuację: filharmonia w Gdańsku ogłasza, że poszczególny miesiąc w roku należy do konkretnej dzielnicy - danego miesiąca ludzie z danej dzielnicy wchodzą na wszystkie koncerty za 5 zł, co więcej w weekendy o tej i o tej godzinie na przystanku czeka autobus, który chętnych na ten koncert zabierze, a potem odwiezie ich do domu. To oczywiście tylko przykład, ale różnica wysłanego komunikatu zmienia się, z "jesteś niekulturalny i od dzisiaj w twojej telewizji leci tylko kanał kultura", na: "mamy dla ciebie bilety do filharmonii, może miałbyś ochotę zobaczyć, sprawdzić, przekonać się, czy ci się to podoba?".

Tak jak my czujemy się obco i mało bezpiecznie w tych dzielnicach, tak samo ci ludzie czują się obco i mało bezpiecznie w galeriach, teatrach, filharmoniach. Trzeba znaleźć mechanizmy, które sprawią, że przestaną się tak czuć. Teoretycznie jako osoba, która w tym siedzi po uszy, powinienem czuć się w takich miejscach dobrze, ale tak nie jest. Mam wrażenie całkowitej obcości bijącej z tych wnętrz, czuję się w nich nieswojo.

Co dopiero ma powiedzieć ktoś, kto wszedł tam tak po prostu z ulicy. Dla niego to czyste hieroglify. Czy wynika to ze słabej jakości rzeczy, które tam znajdziemy? Czasami tak, ale już tak ze sztuką jest, że czasami jest lepsza, czasami gorsza. Mnie bardziej odpycha od tych wydarzeń pewien nieprzenikniony klosz, który je otacza. A już najbardziej denerwuje mnie założenie, że wszyscy wiedzą, o co chodzi, a jak nie wiedzą, to przeczytają sobie na kartce i wtedy zrozumieją.

Sztuka zawsze była elitarna i taka pozostanie. Nie zmienia to jednak faktu, że można spróbować zainteresować nią jeszcze kilka osób i nie chodzi w tym o robienie poppapki, zrozumiałej dla wszystkich. Aby to zrobić, potrzebne są mechanizmy docierania do odbiorcy, ale również te, które ułatwią działanie twórcom. Stworzenie nowoczesnych struktur działania, przemyślenie od początku do końca programu i tego, czym Gdańsk naprawdę chce być (czy jarmarkiem dominikańskim, czy solidarnością czy czymś innym?) jest niesamowicie istotne.

Na razie wszystko wydaje się być chaosem sztucznie podoklejanym do "spajających" jedno wydarzenie z drugim haseł. (Bliżej nam do powiedzenia "wyżej dupy nie podskoczysz", niż "wolność kultury, kultura wolności"). Jest to trudne zadanie i możliwe, że trzeba to zrobić od początku, zaczynając od samych podstaw, ale bez tego gdańska kultura utonie w swoim własnym, słodko-kwaśnym sosie, a niedobitki, które chciałyby to zmienić, w końcu stąd wyjadą.

Hit TVN - serial "Usta usta" - wraca do TV!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3