Marek Magiera: Jeśli będziemy mieć więcej złota w gablocie, to wszyscy będą zadowoleni ROZMOWA

Rafał Rusiecki
Rafał Rusiecki
Marek Magiera to dziennikarz sportowy, który od lat obserwuje z bliska najważniejsze wydarzenia siatkarskie z udziałem naszych reprezentantów
Marek Magiera to dziennikarz sportowy, który od lat obserwuje z bliska najważniejsze wydarzenia siatkarskie z udziałem naszych reprezentantów Sylwia Dąbrowa
Rozmowa z Markiem Magierą, dziennikarzem sportowym i konferansjerem prowadzącym doping podczas spotkań siatkarskiej reprezentacji Polski, o trwających mistrzostwach Europy, zbliżającym się ćwierćfinałowym starciu Polska – Rosja oraz tym, co w nas zostało po nieudanych igrzyskach olimpijskich w Tokio.

Reprezentacja Polski przeniosła się z hali w Krakowie do gdańsko-sopockiej Ergo Areny i nadal wygrywa. Sobotni mecz z Finlandią był dosyć nudny. Te mistrzostwa chyba dopiero się dla nas zaczynają, prawda?
Szczerze mówiąc, jak prowadzę te mecze z mikrofonem, to wszystkiego nie widzę. Bardziej skupiam się na tym, co dzieje się dookoła. Generalnie jestem zachwycony polskimi kibicami. Z cały szacunkiem dla rywali pokroju Finlandii, kibice spisują się rewelacyjnie. Widać, że fani stęsknili się bardzo za meczami reprezentacji. A wracając do drużyny, to myślę, że po takim nerwowym początku, gdzie nikt nie wiedział, jak siatkarze zareagują po igrzyskach olimpijskich, już w Krakowie dwa ostatnie mecze były bardzo pewnie wygrane. Z Finami w Ergo Arenie też było bardzo pewnie (w 1/8 finału mistrzostw Europy - przyp.). Tak naprawdę wszystko będzie zweryfikowane we wtorek o godz. 20.30.

Pytałem o ten wtorkowy mecz ćwierćfinałowy z Rosją prezesa PZPS-u Jacka Kasprzyka i przyznał, że jest spokojny. Pan też jest spokojny o wynik?
Podczas wolnych dni na mistrzostwach specjalnie obejrzałem dwa mecze Rosjan w grupie i widzę, że ta drużyna też faluje. Raz gra lepiej, a raz gorzej. Powiedziałem już kiedyś, że ten zespół bez Maksima Michajłowa traci ok. 40 procent swojej wartości i myślę, że ten turniej to potwierdza. Miałem przyjemność komentować ich mecze na igrzyskach i jak przeglądałem sobie raporty, to ten atakujący miał zawsze skuteczność w okolicach 55-60 procent. Wszystkie akcje, które kończył to były piłki sytuacyjne, na wysokim zasięgu. Jegor Kliuka (jego zastępca na mistrzostwach Europy – przyp.) to jest dobry zawodnik, ale nie potrafi tak zagrać jak Maksim Michajłow. Tutaj widzę naszą szansę. Jeśli przypilnujemy tej prawej strony, to powinno być dobrze.

Jak się panu podoba turniej mistrzowski z udziałem 24 drużyn narodowych?
Nie podoba mi się. Mówiłem już o tym dawno temu. Jest bardzo duża dysproporcja w umiejętnościach między tymi najlepszymi a tymi troszeczkę słabszymi drużynami. Myślę, że troszeczkę inaczej mógłby wyglądać system kwalifikacji. Już nawet nie chcę mówić, że 16 uczestników to było dużo. Myślę, że w Europie, gdzie kilka drużyn prezentuje światowy poziom, gdyby mistrzostwa odbywały się w grupie 12, a może nawet 10, to wielkiej krzywdy by nie było. Ci najlepsi rozstrzygaliby wtedy wszystko między sobą.

To chyba formuła stosowana w innych dyscyplinach drużynowych i od niej raczej już nie uciekniemy.
Zgadza się, chociaż umówmy się, że na przykład piłka nożna ma to do siebie, że jako dyscyplina generuje olbrzymie pieniądze, a w siatkówce takich pieniędzy nie ma. W wielu krajach to jest nisza. U nas wygląda to, jak wygląda, ale w innych miejscach jest trochę inaczej. Ciężko to porównać pomiędzy dyscyplinami. Moim zdaniem nawet w piłce ręcznej jest trochę inaczej.

Duża dysproporcja jest także, jeśli chodzi o frekwencję na trybunach na meczach Polaków i innych drużyn.
Tak było zawsze. Natomiast ten system biletowania na dwa mecze pokazuje, że jeśli już kibice mają wejście na Polaków, to przychodzą wcześniej. Nawet dobrze wyszło to w meczu Portugalia – Holandia (spotkanie 1/8 finału w Ergo Arenie oglądało ok. 1,5 tysiąca widzów – przyp.). W Holandii pewnie tyle samo osób przyszłoby na mecz, ale w Portugalii to już nie sądzę.

Jaką pan widzi sportową drogę siatkarskiej reprezentacji Polski na tych mistrzostwach? Przeniesie się do Katowic na decydujące o medalach mecze?
Wierzę głęboko, że tak się stanie. Na pewno nie będzie powtórki z 2014 roku (mistrzostwa świata w Polsce – przyp.), bo wtedy była euforia, która nas niosła do finału. Tutaj kibice reagują fajnie, ale widać, że to nie jest docelowa impreza, na którą się wszyscy przygotowywaliśmy. Moim zdaniem gdzieś to z tyłu głowy się odkłada. Zawodnicy też mówią, że wyrzucili z głowy igrzyska. Gdzieś czytałem artykuł, w którym przyznali, że popalili kartki. Dobra, dobra. Baju, baju. Takie rzeczy to mogą opowiadać między sobą. Jestem święcie przekonany, że siedzi to w nich tak mocno, że kto będzie zdrowy i w pełni sił, to za trzy lata pojedzie na igrzyska do Paryża, żeby tam spełnić swoje marzenia o medalu.

Spotkałem się z opinią, że tak dobrej drużyny nie uda się już nam zbudować w najbliższej przyszłości.
Ale to prawda, bo tutaj wygenerowała się grupa zawodników świadomych i znakomitych. To byli siatkarze znający się już długo, starannie wyselekcjonowani. Nie ma co się oszukiwać, bo niektórzy mają już po 32-33 lata. Wiem, że teraz sportowy wiek zawodników się wydłuża i można spokojnie do 40. grać. W wieku 40 lat nie będzie się jednak grało tak, jak w wieku 30, a dla siatkarza 30-32 lata to wiek optymalny. Mieliśmy teraz takich zawodników, tylko trzeba otwarcie powiedzieć, że byli źle przygotowani na igrzyska. Według mnie Piotrek Nowakowski jest najlepszym przykładem. On trafił idealnie z formą na mistrzostwa Europy. Tej formy zabrakło trzy tygodnie temu. Gdyby on był w tej dyspozycji wcześniej, to ćwierćfinałowy mecz z Francją mógł się różnie skończyć. W Tokio jednostki decydowały o tym, co się wydarzy. Prowadziliśmy przecież z nimi w tym spotkaniu i wydawało się, że czwartego seta mamy podanego na tacy.

Jak z perspektywy czasu patrzy pan na te nieudane igrzyska olimpijskie? Co jeszcze nie zagrało?
Byliśmy bez formy. Teraz to łatwo powiedzieć, ale nie wiem, czy dobrym pomysłem było rozgrywanie pierwszym składem Memoriału Huberta Jerzego Wagnera. Może trzeba było do Japonii polecieć wcześniej, tak jak zrobili to Francuzi lub zwyczajnie dać dwa-trzy dni oddechu, żeby chłopacy pojechali do domów i odpoczęli psychicznie. Te mecze, które odbywały się w Krakowie, sportowo nic nie dały (9-11 lipca reprezentacja grała z niżej notowanymi Norwegią, Egiptem i Azerbejdżanem – przyp.). Wiadomo było, że te mecze powygrywamy i one też mogły zamazać, zakłamać obraz wszystkiego, z czym startowaliśmy. W samym turnieju olimpijskim od pierwszego meczu widać było, że coś jest nie tak. To już jednak pytanie do Vitala Heynena, co było nie tak.

A te mistrzostwa Europy i ewentualny medal na nich zdobyty mogą ten sezon trochę osłodzić?
Ja mówię, że gabloty są po to, aby je zapełniać trofeami. My mamy tylko jeden złoty medal mistrzostw Europy (z 2009 roku wywalczony w Turcji – przyp.). Bardzo dużo srebrnych mamy, ale to nadal nie jest złoto. A jeśli będziemy mieli tego złota więcej, to wszyscy będą bardzo zadowoleni.

Tokio Raport - rozmowa z Lucyną Kornobys

Wideo

Materiał oryginalny: Marek Magiera: Jeśli będziemy mieć więcej złota w gablocie, to wszyscy będą zadowoleni ROZMOWA - Dziennik Bałtycki

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie