Patryk Baran, lekkoatleta AZS-u AWFiS-u Gdańsk: Wielobój mnie fascynuje. Mam go we krwi. Dlatego wróciłem pomimo poważnej kontuzji

Rafał Rusiecki
Rafał Rusiecki
Mimo przeciwności losu Patryk Baran nastawiony jest na sukces w sporcie materiały prasowe
Patryk Baran, wieloboista AZS-u AWFiS-u Gdańsk wrócił do sportowej aktywności i zajął czwarte miejsce na halowych mistrzostwach Polski. W 2018 roku, jeszcze jako zawodnik Sambora Tczew, to on był na szczycie w kraju i wyprzedził wówczas Pawła Wiesiołka. Poważna kontuzja kolana załamała jednak tempo kariery pochodzącego z Tczewa sportowca. Dzisiaj odbudowuje się, planuje kolejny atak na mistrzostwach na otwartym stadionie i dziękuje kibicom za wsparcie w ramach inicjatywy #RazemDlaSportu.

Podczas halowych mistrzostw Polski w Toruniu zająłeś w siedmioboju czwarte miejsce. Wygrał Paweł Wiesiołek, którego trzy lata wcześniej pokonałeś. Miejsce tuż za podium cieszy, czy jednak jest niedosyt?
Cieszę się z tego wyniku. Cieszę się przede wszystkim z tego, że ukończyłem siedmiobój, ponieważ bardzo długo czekałem na ten moment. Do podium dużo punktów mi nie zabrakło (dokładnie 259 punktów – przyp.). Nie będę oszukiwał, że zabrakło przede wszystkim pewności siebie i wytrenowania. Do wieloboju przygotowywałem się przez około trzy miesiące z moją nową trenerką Magdaleną Szczepańską. Zabrakło trochę doświadczenia treningowego. Nie trafiałem w belkę przy skoku w dal i traciłem na tym ok. 20 cm. Podobnie było w skoku wzwyż, gdzie skakałem z podkręconą kostką. Nie wszystko było po mojej myśli. W biegu na 1000 metrów też trochę zwątpiłem w siebie. Chciałem zdobyć medal, ale przed tą ostatnią konkurencją wiedziałem, że już nie mam na to szans.

W końcu mogłeś jednak wystartować na zawodach…
Cieszę się, że wróciłem na bieżnię i ukończyłem wielobój. To nie było łatwe nie tyle fizycznie, co psychicznie. Wiadomo, po ciężkich kontuzjach trudno jest wrócić. A ja nie startowałem półtora roku. Wielobój sam w sobie ciężko jest ukończyć, a co dopiero po urazie kolana. To moje kolano w stu procentach nie jest jeszcze gotowe na duże obciążenia.

Halowe mistrzostwa Polski w lekkoatletyce 2021. Sprinterzy i płotkarki pierwszego dnia w rolach głównych ZDJĘCIA

W 2018 roku zostałeś mistrzem Polski w wieloboju w wieku niespełna 20 lat. Wtedy wszystko wyglądało inaczej, prawda?
Tak, w 2018 roku wygrałem podczas halowych mistrzostw Polski w Toruniu. Wyprzedziłem Pawła Wiesiołka o cztery punkty. Miałem wtedy dużo szczęścia i byłem bardzo dobrze przygotowany. Nic mi też nie doskwierało, jeśli chodzi o kontuzje. Dopiero potem wszystko się popsuło.

Co się dokładnie stało? Na ile poważna była ta kontuzja i jak zniosłeś ten czas bez możliwości startów w zawodach?
Mogę powiedzieć szczerze, że był to najgorszy czas w moim życiu. Ta kontuzja była dla mnie ogromnym ciosem. To nie było jakieś naciągnięcie mięśnia czy skręcenie kostki. To było całkowite zerwanie więzadła rzepki. To jedna z najgorszych kontuzji, jakie w ogóle można mieć. Przeszedłem dwie operacje: jedną zaraz po zerwaniu, a drugą drugą po prawie roku, kiedy okazało się, że nici odciążające powodują stan zapalny. Wtedy ortopeda i chirurg pytali mnie: „Patryk, naprawdę chcesz wracać do sportu?” Cały czas musiałem radzić sobie z takimi sytuacjami, kiedy ktoś mówił mi wprost, że nie dam rady lub że nie powinienem wracać. Dodaje mi to jeszcze więcej motywacji do tego, żeby się jednak wykazać, przyłożyć do rehabilitacji. Wracając do początku naszej rozmowy cieszę się tym bardziej, że udało mi się dokończyć ten wielobój. Jest to dla mnie dobry początek. Podczas halowych mistrzostw Polski nie spodziewałem się wielkich rezultatów, bo zdarzyć się mogło dużo. Teraz mam pewną podstawę i wiem, że będzie już tylko lepiej.

Wielobój to coś, co wymaga uniwersalności od zawodnika, perfekcji w wielu konkurencjach. Skąd w ogóle pomysł, aby zdecydować się akurat na to? Wielobój sam w sobie jest przecież wielkim wyzwaniem.
Z tym trzeba się po prostu urodzić. Zaczynałem od skoku wzwyż w Samborze Tczew z trenerem Józefem Krawczykiewiczem. Trener mi wtedy mówił: „Patryk, nie masz dwóch metrów wzrostu, aby realizować się w skoku wzwyż, dlatego powinieneś spróbować wieloboju”. Nie ukrywam, że wtedy mnie tym przekonał. To było też tak, że sam trening skoku wzwyż nie był dla mnie wystarczający. Kiedy ktoś rzucał dyskiem, to się przyłączałem i też rzucałem. Czasem pchnąłem kulę, czasem skoczyłem w dal. Trener się o to gniewał, bo nie robiłem specjalistycznych ćwiczeń pod ten skok wzwyż. Wielobój mnie fascynuje. Jest urozmaicony, a przez to mnie nie nudzi. Jestem wielozadaniowym człowiekiem i lubię robić wiele rzeczy. Mówiąc wprost, mam to we krwi. Utwierdziłem się, że to dobra droga, kiedy zająłem siódme miejsce na mistrzostwach świata juniorów młodszych w Kolumbii. Później jeszcze pobiłem rekord Polski juniorów w dziesięcioboju, kiedy w 2017 roku startowałem na mistrzostwach Europy juniorów we Włoszech.

Przebyłeś drogę z Tczewa do Gdańska. Jak wspomniałeś, masz nową trenerkę. Jak zatem zapatrujesz się na swoją sportową przyszłość?
Przeniosłem się do Gdańska, ponieważ dostałem propozycję ze Szkoły Mistrzostwa Sportowego na Żabiance. Ta szkoła dała mi dużo możliwości i tak naprawdę nie musiałem o nic się martwić. Miałem za darmo zapewniony internat, wyżywienie. Według mnie to najlepszy SMS w Polsce. Mam same dobre wspomnienia z tej szkoły. Później zacząłem studia na gdańskiej AWFiS, gdzie zacząłem współpracę z Magdaleną Szczepańską (od stycznia 2021 roku – przyp.). Chociaż działamy dopiero od trzech miesięcy, to czuję, że będzie to bardzo udana współpraca. Trenerka ze mną rozmawia i dopracowuje ćwiczenia w zależności od mojej dyspozycji. Wie zawsze, czego mi brakuje. To coś niesamowitego, że może ten trening wyregulować pode mnie. To trenerka, która mnie słucha, z którą mogę porozmawiać i razem możemy wyciągać wnioski. Myślę, że to osoba, która spadła mi jak z nieba. Pojawiła się w momencie, w którym chciałem już rezygnować. Uwierzyła we mnie i zaproponowała współpracę. Powiedziała mi: „Patryk, ty możesz i potrafisz. Zrobimy niesamowite rzeczy, tylko musisz uwierzyć w siebie”. Myślę, że po tym pierwszym starcie na mistrzostwach Polski będzie już tylko lepiej. Uważam, że na otwartym stadionie stać mnie przynajmniej na medal.

W jednym momencie straciłem wszystko. Straciłem możliwość szkolenia centralnego, stypendia, nawet te uczelniane. W pewnym momencie tak naprawdę nie miałem nic. Musiałem iść do pracy, aby zarobić na fizjoterapeutę, na odżywki, na dietetyka.

Lekkoatletyka w Polsce święci sukcesy. Nasi zawodnicy są konkurencyjni podczas międzynarodowych zawodów, gdzie idą szeroką ławą. Lekkoatletyka to nie jest jednak finansowy raj o czym świadczy fakt, że wielu topowych zawodników w ostatnim czasie przeniosło się do dwóch ośrodków: w Katowicach i Lublinie. Jak Ty sobie radzisz?
Wydaje mi się, że do czasu kontuzji było całkiem nieźle. Udało mi się zakwalifikować do ministerialnego programu Polskiej Fundacji Narodowej - Team 100. Nie musiałem się martwić o pieniądze, więc szkolenie było sfinansowane, a od 2014 roku nieprzerwanie byłem w kadrze narodowej. Kontuzja zerwania więzadła rzepki i operacja spowodowały, że w jednym momencie straciłem wszystko. Straciłem możliwość szkolenia centralnego, stypendia, nawet te uczelniane. W pewnym momencie tak naprawdę nie miałem nic. Musiałem iść do pracy, aby zarobić na fizjoterapeutę, na odżywki, na dietetyka. Sam musiałem to opłacić. Umówmy się, że reprezentujący pewien poziom sportowiec nie może siedzieć od rana do wieczora w pracy, a po niej robić jeszcze trening. To może się skończyć kolejną kontuzją, czy po prostu na pewnym etapie nie da sobie rady. Dowiedziałem się jednak o akcji #RazemDlaSportu, w której prawie każdy może mnie wesprzeć. Mnie czy innego sportowca, z którym może przeżywać te wszystkie emocje i osiągnięcia. Benefity tej inicjatywy są wypisane na stronie, a są to rzeczy od zdjęcia z autografem, czy wspólnego zdjęcia, nawet do wspólnego treningu. Nie ukrywam, że to świetna inicjatywa, która może pomóc takim sportowcom jak ja, którzy stracili wszystko przez kontuzję, a czują, że mogą coś jeszcze w sporcie zdziałać. To coś co przybliża nas z fanami, czy znajomymi, którzy trzymają za nas kciuki. I nie jest to jednostronna korzyść.

Gdzie pracowałeś, aby zarobić na dokończenie rehabilitacji?
Dorabiałem w sklepie sportowym w Gdańsku. Ciągle szukałem prac dorywczych. Pomoc fizjoterapeutyczna nie jest tania. Każdy zabieg czy wizyta wiąże się z dużymi wydatkami, zwłaszcza jeśli chodzi o tak poważną rehabilitację.

Halowe mistrzostwa Polski Toruń 2021. Patryk Dobek na finiszu biegu na 800 metrów wyprzedził Adama Kszczota ZDJĘCIA

A teraz jak to wygląda z tym zapleczem finansowym? Akcja #RazemDlaSportu zabezpiecza Cię finansowo?
Tak. Byłem w szoku, jak to się rozwinęło. Zacząłem od filmiku, który na grałem w hali zaraz po treningu. Opisałem w nim swoją sytuację, że wracam po kontuzji. Odpowiedź grona moich znajomych czy po prostu ludzi, którzy zobaczyli ten filmik, była niesamowita. Zebrałem około 1200 złotych i w tym momencie mogłem opłacić kolejne wizyty u fizjoterapeutów, czy nawet przygotować się żywieniowo do mistrzostw Polski. A w Toruniu właśnie chciałem pokazać, że nie zmarnowałem tych pieniędzy i tego zaufania. Projekt #RazemDlaSportu pojawił się w moim życiu wtedy, kiedy było ciężko. To duża pomoc, ponieważ nie mogę cały czas zaglądać do kieszeni rodziców.

Jak to jest teraz z Twoim zdrowiem? Możesz już spokojnie przygotowywać się do czerwcowych mistrzostw Polski na otwartym stadionie w Poznaniu?
Na pewno czuję się teraz lepiej. Po mistrzostwach w Toruniu nie boję się już tak o to kolano. Udowodniłem przede wszystkim sobie, że mogę, że nie jest wcale tak źle. Można powiedzieć, że ten start w Arenie Toruń był z gatunku ostrożnych. Teraz mogę w stu procentach przygotowywać się do zawodów na stadionie. W sezonie letnim chcę pokazać na co tak naprawdę mnie stać.

* Projekt #RazemDlaSportu daje możliwość wsparcia sportowców reprezentujących różne dyscypliny. Na platformie razemdlasportu.com swoje zbiórki prowadzą m.in. lekkoatleci, wioślarze, zapaśnicy, pięściarze, kolarze czy judocy. Do współpracy dołączyło się już wielu zawodników z Gdańska, Sopotu i Gdyni.

Grant Holloway pobił 27-letni rekord świata w biegu na 60 metrów przez płotki

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie