Paulina Starus aka b-girl Paulina: Breaking to moja pasja i praca. Cały czas idzie w kierunku profesjonalizmu

Rafał Rusiecki
Rafał Rusiecki
Paulina Starus to wrocławianka, która na scenie breakingowej występuje jako b-girl Paulina
Paulina Starus to wrocławianka, która na scenie breakingowej występuje jako b-girl Paulina Red Bull Content Pool
Udostępnij:
Rozmowa z Pauliną Starus aka b-girl Paulina o scenie breakingowej w Polsce, światowych finałach Red Bull BC One w Gdańsku, igrzyskach olimpijskich w Paryżu w 2024 roku oraz o tym, że breaking nad Wisłą potrzebuje większego wsparcia sponsorów, co przełoży się na jego profesjonalizację.

Czym breaking panią ujął? Dlaczego poświęciła się pani akurat tej specyficznej odmianie tańca?
17 lat temu, kiedy miałam 13 lat, zobaczyłam to w telewizji. Spodobało mi się, więc spróbowałam. To była nastoletnia ciekawość i złapało mnie to na tyle, że zostałam w tym do teraz.

Miała pani jakieś podstawy taneczne, gimnastyczne?
Zawsze muzyka była mi bliska. Lubiłam tańczyć. W szkole występowałam w konkursach w stylu Mini Playback Show. Zaczęło się więc od teledysku w telewizji, gdzie prezentowany był breaking. Później poznałam chłopaków, którzy próbowali tańczyć, chociaż było to bardzo dalekie od poziomu, jakim breaking charakteryzuje się teraz. Zapoznałam się z nimi i tak trafiłam na pierwszy trening.

Z jakiej części Polski pani pochodzi? To podobno w breakingu ma spore znaczenie.
Jestem z Wrocławia. W czasach, o których wspominam, nie miało to znaczenia, bo wiedza o breakingu była znikoma. Czerpaliśmy ją głównie z kaset VHS, które do nas docierały.

Co to są kasety VHS?
(śmiech) Gimby nie znają. Tak to wyglądało, że na takich materiałach wiedza krążyła po całej Polsce. Od jednego miasta do drugiego. Trochę z tych kaset się uczyliśmy.

Jak przez te 17 lat, kiedy bacznie obserwuje pani scenę w Polsce, zmienił się breaking w kraju?
Myślę, że na początku było więcej aktywnych osób. Sama znam ludzi, z którymi tańczyłam, a teraz zakończyli tę pasję, zakładając rodziny. Nie jestem pewna, czy jesteśmy liczniejsi, ale na pewno jest to na wyższym poziomie i idzie to w profesjonalną stronę. Mamy takie duże wydarzenia, jak choćby światowy finał Red Bull BC One w Polsce. Mamy dążenia do tego, aby znaleźć się na igrzyskach olimpijskich w Paryżu w 2024 roku. To idzie w dobrą stronę.

Skąd czerpie pani inspiracje teraz? Daleki Wschód, Stany Zjednoczone czy jednak europejski breaking do pani przemawia?
Polska jest podobna do stylu ze Stanów Zjednoczonych, bo jesteśmy bliscy podstawom tego tańca, jego esencji. Z kolei w Rosji i bliskim Wschodzie liczy się, moim zdaniem, oryginalność. Rosja ma jednak specyficzny styl, który wyróżnia się trudniejszymi elementami. Sama trenuję breaking tak długo, że staram się nie inspirować, oglądając innych tancerzy. Więcej czerpię z innych stylów, wydarzeń w życiu.

A obrazowo, jak wygląda breaking do góry nogami? Czy od tego tańca może zakręcić się w głowie?
W moim przypadku na pewno stało się to stylem życia i wszystkie inne rzeczy układam pod breaking. Wszystkie moje plany są podporządkowane zawodom. Ważniejsze weekendy są priorytetem. Trening musi być codziennie lub nawet dwa razy dziennie. Z wiekiem muszę dbać o aspekt fizyczny, o rozciąganie, o fizjoterapię. Trzeba na to poświęcić masę czasu.

Są zawody Red Bull BC One. Jest wizja występu na igrzyskach olimpijskich. Czy pani zdaniem w Polsce będzie można zupełnie poświęcić się breakingowi?
Staram się tak to prowadzić, chociaż polskie realia są takie, że z breakingu wyżyć się nie da. Przynajmniej na ten moment. Mam nadzieję, że przecieramy ścieżki następnemu pokoleniu i że będzie to możliwe. Niestety, jest trochę tak, że trenujemy jak profesjonalni sportowcy, ale nikt za bardzo nam nie pomaga. Pojawiają się czasami duże marki, chociaż są to kontrakty krótkie i indywidualne. Nie jest wspierana cała scena. Ciężko więc skupić się wyłącznie na tym, bo skądś trzeba wziąć pieniądze na życie. Dlatego ja mam drugą pracę. Tak to właśnie określam, bo breaking jest trochę pasją i pracą, bo też uczę tańca. Muszę mieć jednak zajęcie, które pozwoli mi normalnie żyć.

Czym się pani zajmuje?
Jestem stewardessą.

Udaje się to łączyć i wyskoczyć w innej części świata, aby wziąć udział w zawodach breakingowych?
Niestety, tak kolorowo nie jest. Czasem było tak, że udawało mi się spotykać ze znajomymi z innego kraju i iść na trening. Nie pokryło się to z zawodami. Dużo więcej jest takich lotów, że lecimy i od razu wracamy do Polski.

Lata pani na liniach regularnych?
Czarterowych. Destynacje są zmienne, ale głównie turystyczne. To są odcinki do sześciu godzin lotu, czyli najdalej do Zanzibaru.

Światowy finał Red Bull BC One w Gdańsku to wielkie wydarzenie dla polskiego breakingu. Pani bierze w nim udział jako reprezentantka Polski. Z jakim nastawieniem?
Zwłaszcza teraz, kiedy podróżowanie jest znacznie utrudnione, myślę, że znaczna część osób nigdy nie była na takim finale. Te zawody zawsze są w innym miejscu na świecie. Myślę, że ciężko jest pojechać do Indii, jak to było w 2019 roku. Fakt, że w Gdańsku można spotkać wszystkie legendy breakingu, wziąć udział w warsztatach, panelach dyskusyjnych, będzie dużą motywacją dla ludzi, którzy wcześniej tego nie doświadczyli. Jakie są moje oczekiwania? Moim celem jest zatańczyć na 100 procent to, co przygotowywałam. Na pewne rzeczy nie mam wpływu, ale jeśli wykonam swój plan, to będę zadowolona.

Jak odbiera pani to, że breaking, który kojarzy się ze swobodą, kreatywnością, jest wrzucany podczas zawodów w ramy, które wymagają jego oceny?
To jest temat, który był dyskutowany już długo. I nadal jest. Nawet nasza scena jest w tej kwestii podzielona. Jest część zwolenników breakingu na igrzyskach, przeniesienia go w stronę sportową. Są i tacy, którzy twierdzą, że to jednak hip-hop, a więc taniec, który wyraża nasze emocje i tak to powinno zostać. Przez większość czasu sędziów było troje lub pięcioro i każdy miał subiektywną opinię na temat występu. Do każdego dociera coś innego, inna emocja, ekspresja. Dlatego też było kilku sędziów, aby wybrać co dociera do większości. Nie było typowych struktur sędziowskich, bo jak to zmierzyć? Zaczęto pracować nad systemem. Ostatecznie pojawił się trivium system. Robimy kursy, po których są licencjonowani sędziowie. Uważam, że dla tancerza trzeba to trochę rozgraniczyć. Mogą być zawody, na których zachowana jest ta esencja i nie ma ocen z systemu na tablecie. Nie muszę wtedy sprawdzać, że ktoś był ode mnie mocniejszy w aspekcie fizycznym, a słabszy w muzykalności i kreatywności. Będzie to bliskie początkom breakingu, pewnej sztuce. Jestem jednak świadoma, że na wydarzeniu stricte sportowym, jakim będą na przykład kwalifikacje olimpijskie, po prostu godzę się na ten system. Muszę wtedy to zaakceptować.

Co jest bardziej stresujące? Nieoczekiwane wydarzenia w samolocie, kiedy trzeba wyjść na korytarz i wystąpić przed pasażerami, czy podczas zawodów breakingowych takich jak Red Bull BC One, kiedy uwaga całej hali skupiona jest na osobie na scenie?
Na pewno to drugie. To coś, nad czym zależy mi prywatnie. Praca jest tylko pracą i nie wkładam w nią emocji. Jeśli w samolocie pójdzie coś nie tak, to nie będę tego rozpamiętywać i płakać. Breaking to ponad połowa mojego życia. Coś w co wkładam dużo serca. Występy na zawodach są więc bardziej stresujące.

Międzynarodowe zawody są ważne, ale także wspomniane igrzyska w Paryżu są bardzo ważne. Czołówka polskich tancerzy intensywnie o tym myśli i pracuje. Można przecież zdobyć medal dla Polski. Jak się pani zapatruje na igrzyska właśnie?
Wiem, że jest wiele osób w Polsce, którym zależy na wzięciu udziału w igrzyskach olimpijskich. Ja również jestem jedną z nich. Nie są jeszcze sformalizowane struktury olimpijskie i to nas martwi. Wiadomo, że to są już tylko dwa lata, a każdy chciałby już budować formę, żeby stawać się lepszym i żeby faktycznie móc powalczyć o wysokie miejsca. Mam nadzieję, że pojawią się osoby, które zauważą rozwój tej dyscypliny i popchną nas do przodu.

Australian Open nie dla Djokovicia, jakie szanse mają Polacy?

Wideo

Materiał oryginalny: Paulina Starus aka b-girl Paulina: Breaking to moja pasja i praca. Cały czas idzie w kierunku profesjonalizmu - Dziennik Bałtycki

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie