Pewna liczba billboardów ma pojawić się w Gdańsku. Radny Przemysław Majewski: To ogromna niekonsekwencja miasta

Agnieszka Kamińska
Agnieszka Kamińska
Rafał Mrowicki
- Słyszymy m.in. od prezydent Dulkiewicz, że estetyka miasta została poprawiona, że zniknęły szpetne billboardy. Tymczasem, tak naprawdę, my wracamy do tych billboardów – mówi Przemysław Majewski, miejski radny PiS.


Gdański Zarząd Dróg i Zieleni poinformował, że Uchwała Krajobrazowa Gdańska doprowadziła do zdemontowania ponad 95 proc. nośników wielkoformatowych reklam. Tym samym, uporządkowana została przestrzeń miasta. GZDiZ podaje jednocześnie, że jednak pewna liczba billboardów będzie mogła pojawić się w mieście. W związku z tym, zdecydowano o wystawieniu na licytację pozwoleń na ich umieszczenie. Jak pan odbiera tę decyzję?

Przyjęta przez Radę Miasta Gdańska uchwała krajobrazowa niemalże w stu procentach wyeliminowała z budynków i posesji tablice z wielkoformatowymi reklamami. Tymczasem GZDiZ opublikował teraz ogłoszenie, w którym proponuje, aby na głównych arteriach miasta, m.in. przy ul. Marynarki Polskiej czy Słowackiego znów można było postawić nośniki reklamowe na billboardy. Podmioty, które są zainteresowane reklamą na tych nośnikach, będą mogły wziąć udział w przetargu. Oprócz uiszczenia zapłaty za reklamę na nośniku, będą zobowiązane do posadzenia od jednego do czterech drzewek w Gdańsku. Trzeba podkreślić, że jeśli w ten sposób uchwała krajobrazowa ma obowiązywać, to będziemy mieć do czynienia z jej wywróceniem do góry nogami. To ogromna niekonsekwencja miasta – miasto chwali się, że usuwa reklamy, ale jednak pod pewnymi względami je dopuszcza. Już ostatnio mogliśmy zauważyć, choćby na ulicy Miszewskiego, że wykorzystywana jest luka w przepisach.

Co to dokładnie znaczy?

Właściciele budynków czy też wspólnoty mieszkaniowe wykorzystują zapisy uchwały krajobrazowej do tego, żeby rozstawiać rusztowania wzdłuż elewacji a następnie zawieszać na nich wielkoformatowe reklamy. Uchwała dopuszcza reklamy na rusztowaniach na czas remontu. Problem w tym, że właściciele budynków nie prowadzili remontów. Zawieszają ogromne reklamy pod pretekstem prac remontowych. A więc billboardy nadal szpecą, a właściciele budynków się bogacą. A teraz, w związku z ogłoszeniem GZDiZ będziemy mieć kolejne wielkoformatowe reklamy w mieście. I trzeba sobie zadać pytanie, czy to chwalenie się m.in. prezydent Dulkiewicz, że się oczyściło miasto z reklam, nie jest przedwczesne. Słyszymy, że estetyka miasta została poprawiona, że zniknęły szpetne billboardy. Tymczasem, tak naprawdę, my wracamy do tych billboardów.

Czy GZDiZ może organizować licytację i proponować firmom umieszczanie reklam w przestrzeni miasta? Czy to jest działanie legalne?

To działanie jest legalne, bo tak sformułowano przepisy. Ale według mnie, możemy tu mówić o luce prawnej czy też o błędzie w przepisach i pokrętnym tłumaczeniu, że uchwała krajobrazowa nie miała zlikwidować wszystkich billboardów w mieście, tylko miała ograniczyć ich liczbę. GZDiZ tłumaczy, że miasto jest podzielone na strefy i w niektórych strefach nie można zawieszać reklam, a w innych jest to dopuszczalne. Poza tym, obowiązywał okres, gdy likwidowano wszystkie nośniki reklamowe. A teraz, gdy kończą się zapisane w uchwale krajobrazowej terminy, miasto próbuje wyprzedzić działanie firm reklamowych i samo oferuje możliwość licytowania się i startowania w przetargu. Z jednej strony mówi się o tym, że wielkich reklam w mieście nie będzie, a z drugiej strony – że jednak w kilkudziesięciu lokalizacjach się je dopuszcza. Wobec tego, miasto musi liczyć się z krytyką, bo de facto szpetne billboardy wracają. Już mieszkańcy sygnalizują, że są zaskoczeni i zdziwieni tą ogromną niekonsekwencją miasta.


Dlaczego, według pana, miasto jest niekonsekwentne?

Nie ma co ukrywać, pandemia uszczupliła budżet GZDiZ. Dlatego GZDiZ wykorzysta lukę w prawie, żeby się wzbogacić. A trzeba przyznać, że rynek reklam też dość mocno ucierpiał. Można się więc spodziewać, że będzie duża walka o nośniki reklamowe, co tylko wywinduje stawki. Wyższy cel, jakim jest poprawa estetyki miasta, zostanie pogrzebany dla pieniędzy. Uchwała krajobrazowa za sprawą luki prawnej i z chęci zysku, tak naprawdę nie będzie w pełni skuteczna. Oczekiwałbym konkretów – albo rezygnujemy z billboardów w mieście albo wycofujemy się z uchwały. Nie można udawać, że obowiązuje uchwała, a jednocześnie pozwalać na reklamy w mieście.

Polka wśród najbardziej wpływowych ludzi

Wideo

Materiał oryginalny: Pewna liczba billboardów ma pojawić się w Gdańsku. Radny Przemysław Majewski: To ogromna niekonsekwencja miasta - Dziennik Bałtycki

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie