Piotr Stokowiec, trener Lechii Gdańsk: Nawet zawodnik z okręgówki może się wypowiadać na temat trenera z ekstraklasy

Paweł Stankiewicz
Paweł Stankiewicz
Piotr Stokowiec, trener Lechii Gdańsk Fot. Karolina Misztal
Piotr Stokowiec, trener piłkarzy Lechii Gdańsk, w wywiadzie dla "Dziennika Bałtyckiego" podsumowuje grę zespołu w rundzie jesiennej, o funkcjonowaniu w czasach koronawirusa, czy myślał o rezygnacji po czterech porażkach, o celach na wiosnę, sytuacji finansowej, a także odniósł się do ostatnich słów Sławomira Peszki pod jego adresem.

Człowiek uczy się przez całe życie. Dla Pana ta runda też była niezłą lekcją ze względu na przerwane przygotowania, a potem dłuższe przerwy w grze przez zakażenia koronawirusem czy to u Was czy u rywali?

Dla każdego trenera i sztabu to jest wyjątkowy sezon, ale też zbieranie doświadczenia, które jest nie do opisania w żadnej książce.

CZYTAJ TAKŻE: Piękne partnerki piłkarzy Lechii Gdańsk ZDJĘCIA

Na ile to wszystko utrudniło wejście na właściwy rytm i przeszkodziło w osiągnięciu lepszych wyników?

Zdecydowanie zabrakło nam okresu przygotowawczego i nie mieliśmy go chyba jako jedyni w ekstraklasie. Późno był finał Pucharu Polski, potem krótka przerwa i zgrupowanie, gdzie po jednym dniu trzeba było się zbierać, bo u jednego zawodnika wyszedł pozytywny wynik testu. Wróciliśmy do domu i bez przygotowań staraliśmy się grać jak najlepiej w lidze. Jak złapaliśmy rytm, to znowu wskoczył prawie miesiąc przerwy i tak było nie raz, bo dochodziły zgrupowania reprezentacji. U nas też było 20 przypadków zakażeń w drużynie i około 10 pracowników w klubie. To wszystko było stresujące, bo na nas też ciążyła odpowiedzialność za ciągłość rozgrywek. To była wyjątkowo trudna runda, zajęcia trzeba było indywidualizować, był podział na grupy i grupki podczas treningów. W pewnym okresie przestaliśmy korzystać z szatni i na zajęcia wszyscy przyjeżdżali już przebrani. Zawodnicy nie spędzali ze sobą tyle czasu co wcześniej, kontakt był ograniczony, a to również wpłynęło na to, że relacje się trochę rozjechały. Od niemal roku nie mieliśmy obozu ani sparingów i czuliśmy, że to w jakimś momencie może się odbić na naszej grze.

W Pogoni Szczecin zaraziła się cała drużyna, a jednak po powrocie do gry zespół grał tylko lepiej.

Nie chcę mówić o innych, ale w Pogoni cała drużyna zakaziła się w jednym momencie. Wszyscy się wychorowali, wrócili i mówiąc kolokwialnie mieli z tym spokój. A w meczu z Pogonią walczyliśmy jak równy z równym i zdecydowały detale.

Większość zespołu Lechii przeszła koronawirusa. Pan też ma go już za sobą?

Nie.

Patrząc wyłącznie przez pryzmat wyników ta rudna była dla Pana rozczarowaniem?

Na pewno tak, bo mierzymy wyżej. Chcemy być przynajmniej w czołowej „czwórce” i bić się o najwyższe cele. Zasmakowaliśmy europejskich pucharów i chcemy do nich wrócić. Pod względem wyników nie jesteśmy zadowoleni, ale nie wszystko stracone. Jesteśmy w Pucharze Polski, a do czwartego miejsca mamy cztery punkty straty, więc wszystko jest do odwrócenia.

A jeśli chodzi o grę, bo po niezłych meczach z Zagłębiem, Wisłą i Śląskiem potem było dużo gorzej?

Zacięło się, bo były przerwy, które wytrącały nas z rytmu. To na pewno nam mocno przeszkadzało. Statystyki pokazują, że poprawiliśmy grę w ofensywie i prezentowaliśmy atrakcyjny dla oka futbol. Jesteśmy w czołowej „trójce” pod względem podań w pole karne, ale nie było z tego konkretów w postaci sytuacji bramkowych i punktów. Nie jest tak, że wszystko w tej rundzie było złe.

Zgodzi się Pan z tym, że jesienią zbyt wielu zawodników rozczarowało? Maciej Gajos zagrał bardzo dobry mecz z Cracovią, ale to jedyny taki w tej rundzie, a od takiego zawodnika można oczekiwać znacznie więcej. Nie pomagały skrzydła, bo Conrado po jednym świetnym meczu miał trzy słabsze, a na prawym można był rzucać monetą czy ma grać Omran Haydary czy Jaroslav Mihalik.

Sytuacja z okresem przygotowawczym nie pomagała zawodnikom utrzymać się z formie. Każdy lubi jak wszystko jest poukładane i jest czas na pracę nad schematami. Nie chcę oceniać zawodników indywidualnie, bo na to przyjdzie czas. Ostatni dołek wynikowy dał nam dużo do myślenia i sprawił, że nasza koncentracja i zmysły będą mocno wyostrzone. Co cieszy potrafimy wyciągać wnioski. Przeprowadziliśmy wiele rozmów, a w meczu z Cracovią zawodnicy pokazali, że potrafią być drużyną i grać na swoim poziomie. To zwycięstwo to dobry prognostyk na przyszłość.

Rozmawiał Pan z Michałem Nalepą? To lider obrony, a w 14 kolejkach zgarnął osiem żółtych kartek, trzy czerwone i pauzował aż w trzech meczach.

Rozmawialiśmy zespołowo i w grupach. Ta sytuacja była frustrująca dla samego Michała, ale też nie jest tak, że wszystko zależy od jednego zawodnika. Jeden musi wspomagać drugiego, aby tworzyć drużynę. Mecz z Cracovią pokazał, że w tej drużynie jest siła i to trzeba pielęgnować. Wiemy gdzie tkwią problemy, a po meczu z Wisłą Płock powiedziałem, że nie możemy i nie będziemy tak grać.

Młodym zawodnikom i mało grającym brakowało ogrania, bo nie dostawali możliwości gry w rezerwach?

Grali, kiedy tylko to było możliwe. Inaczej dziś patrzymy na koronawirusa niż latem. Pamiętajmy, że zawodnicy rezerw, jak i cała IV liga, nie funkcjonują w tym samym reżimie sanitarnym co pierwsza drużyna. W niższych ligach piłkarze chodzą do szkół, pracują w różnych miejscach. Ten aspekt często wykluczał możliwość korzystania z tych zawodników.

Wśród kibiców już zaczęły pojawiać się głosy, że może coś pękło, coś się wypaliło w drużynie. Pan nie miał zamiaru się poddać po czterech kolejnych porażkach?

Nigdy nie miałem takich myśli. Nie widziałem po drużynie, żeby się poddawała. Była frustracja, ale na niektóre porażki nie zasłużyliśmy. Pojawił się efekt kuli śniegowej, która narastała, ale nikt teraz nie pamięta, że w meczu z Piastem dominowaliśmy na boisku i że w spotkaniu z Lechem zabrano nam prawidłową bramkę. Gdyby została uznana to pewnie byśmy wygrali. Za to jednak nikt punktów nam nie doda. W meczu z Wisłą Płock nie było łatwo zawodnikom, którzy nie grali przez większość rundy wskoczyć nagle do składu. To był splot okoliczności, ale wiedziałem, że ta drużyna ma potencjał. Było szukanie przyczyny, była burza mózgów, było głośno i padły mocne słowa. Przyniosło to efekty i rozbiliśmy tę przysłowiową kulę śniegową. Mecz z Cracovią wyglądał tak, jak chcemy grać, czyli z polotem, odważnie, ofensywnie, ale z dyscypliną i konsekwencją. Wiedzieliśmy, że dobrze pracujemy, ale jesteśmy rozliczani z wyniku i nikt nie zwraca uwagi na okoliczności. Jakieś błędy popełniłem, głównie w kwestii eksperymentowania, ale często  byłem do tego zmuszony. Miałem jednak cały czas kontrolę nad tym co się dzieje, bo znam ten zespół jak nikt inny. Pamiętajmy, że trwa przebudowa, a Lechia zmienia strukturę. Była postrzegana jako klub, który boryka się z problemami finansowymi. Kadra została odchudzona, a odeszli zawodnicy z wysokimi kontraktami. To proces, który trwa. Nie ma jednak od kilku miesięcy żadnych opóźnień w wypłatach, a dwukrotnie zdarzyło się, że otrzymaliśmy je przed czasem. Lechia wraca na właściwe tory organizacyjnie i chcemy, aby odzwierciedlało się to w wyniku sportowym.

Przyszedł do Lechii niedawno Mykoła Musolitin. To znaczy, że liczy się Pan z odejściem Karola Fili? Pojawiały się też głosy o wstępnym zainteresowaniu ze strony Legii Łukaszem Zwolińskim, który pewnie nie jest usatysfakcjonowany rolą jokera w zespole?

Na razie nie ma żadnych ofert dla zawodników. Jeśli wpłyną propozycje godne rozważenia, to będziemy się zastanawiać, bo zastrzyk gotówki na pewno klubowi się przyda. Patrzymy wielotorowo, bo myślimy o budowaniu zaplecza, ale też bierzmy piłkarzy do odbudowania, jak Musolitin, a wcześniej Mladenović, Sobiech, Zwoliński. Dbamy o rozwój młodych zawodników, bo Fila, Makowski, Kałuziński czy Urbański się rozwijają. Patrzymy kilka kroków do przodu, bo już ściągnęliśmy Janka Biegańskiego, który przez trzy sezony będzie młodzieżowcem.

Latem Lechia postawiła na stabilizację finansową i nie było wzmocnień. Rozmawiał pan z prezesem Adamem Mandziarą czy zimą znajdą się środki na nowych zawodników, bo mówił Pan, że 2-3 ruchy transferowe w każdym oknie transferowym dobrze działają na drużynę?

Rozmawiamy, ale nie zapominamy o odpowiedzialności finansowej. Chcemy budować Lechię na zdrowych zasadach, bo tamta Lechia była tworem, dla którego finansowo mogło się to bardzo źle skończyć. Obecny skład nadal jest w fazie budowania stabilizacji. Bez sparingów i dłuższego zgrupowania ciężko jest wprowadzać nowych zawodników do gry czy sprawdzić na różnych pozycjach. Nowe transfery nie są wykluczone, ale też zależne od tego, czy ktoś odejdzie. Jesteśmy w trakcie analizy po rundzie jesiennej. Do nowej rundy będziemy się przygotowywać w Gdańsku, bo rozumiemy obecną sytuację związaną z pandemią. W Gdańsku też możemy dobrze się przygotować. Drużyny z niższych lig chcą grać z nami sparingi, ale na ten moment mamy ustalone warunki meczu z Wisłą Płock w Gdańsku na tydzień przed startem rundy.

W lidze strata do podium wynosi już dziewięć punktów. Wiosną postawicie na Puchar Polski jako najkrótszą drogę do Europy?

Nie odpuszczamy żadnych rozgrywek. Drogą do sukcesu jest ciężka praca i wygrywanie meczów. To jest podstawa. Jesteśmy w stanie wygrać z każdym w lidze, ale ważne jest, żeby złapać serię zwycięstw. W poprzednim sezonie pokazaliśmy, że potrafimy skutecznie finiszować z ósmego czy dziewiątego miejsca. Nasze marzenie to na pewno gra w pucharach.

Działają na Pana jeszcze w jakiś w sposób takie komentarze, jak ten Sławomira Peszki po waszych czterech porażkach, że jego ulubiony trener rozwija Lechię?

Takie są uroki wolności słowa i demokracji, że nawet zawodnik z okręgówki może się wypowiadać na temat trenera z ekstraklasy. Każdy sam wybiera kogo chce słuchać.

Czego chciałby Pan życzyć kibicom na święta i nowy rok i czy wierzy Pan, że wiosną kibice wrócą na trybuny stadionów?

To jest też moje marzenie, żeby wrócili, bo Lechia z kibicami na trybunach, to dużo lepsza Lechia. Życzę przede wszystkim zdrowia i wiary w lepsze jutro, biorąc pod uwagę sytuację epidemiczną. Wierzę, że naszymi występami i osiąganymi wynikami poprawimy samopoczucie kibiców. Jesteśmy dobrze nastawieni i podrażnieni ostatnim dołkiem. To podziałało na nas mobilizująco i będzie starali się to nastawienie podtrzymać. Na pewno wychodząc na boisko będziemy chcieli dostarczyć wielu pozytywnych emocji, ale też wypracować korzystny wynik, aby Lechia wróciła na właściwe tory. Odbudowa marki Lechii się nie skończyła tylko trwa dalej. Ostatniego słowa jeszcze nie powiedzieliśmy, ale chcemy mniej mówić, a więcej robić i pokazać to na boisku.

Lechia Gdańsk pokonując Cracovię 3:0 przerwała złą serię

Wideo

Materiał oryginalny: Piotr Stokowiec, trener Lechii Gdańsk: Nawet zawodnik z okręgówki może się wypowiadać na temat trenera z ekstraklasy - Dziennik Bałtycki

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie