Sportowiec Dekady Pomorza - Piotr Myszka: Olimpijski medal to wciąż mój najważniejszy, niezrealizowany cel

Rafał Rusiecki
Rafał Rusiecki
Piotr Myszka (AZS AWFiS Gdańsk) to niezwykle doświadczony żeglarz, który w olimpijskiej klasie RS:X święcił wiele triumfów podczas międzynarodowych regat
Piotr Myszka (AZS AWFiS Gdańsk) to niezwykle doświadczony żeglarz, który w olimpijskiej klasie RS:X święcił wiele triumfów podczas międzynarodowych regat PZŻ
Piotr Myszka, żeglarz AZS-u AWFiS-u Gdańsk, trzykrotny mistrz świata, a w całej karierze zdobywca wielu medali mistrzostw Europy i globu w olimpijskiej klasie RS:X. Deskarz, który reprezentował Polskę na igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro i zajął czwarte miejsce. Niespełna 40-letni sportowiec, który pierwsze zawody zaliczył w 1995 roku. Pochodzący z Mrągowa, a od lat związany z Gdańskiem szczęśliwy mąż psycholożki Zuzanny Myszki i ojciec trójki dzieci.

Gratulacje Piotrze! Zostałeś wyróżniony w plebiscycie na Sportowca Dekady na Pomorzu. Jak to przyjmujesz?
Cieszę się bardzo i byłem trochę zaskoczony, bo miałem z kim konkurować. Przecież Przemek (Miarczyński, brązowy medalista olimpijski z Londynu – przyp. red.) też świetnie pływał w pierwszej części dekady. Była między nami poważna rywalizacja, która wówczas zakończyła się jego olimpijskim medalem. Ja ciągnąłem od początku do samego końca z sukcesami, więc może to zadecydowało. Po cichu liczyłem na pierwszą trójkę, więc super, że wygrałem.

Można powiedzieć, że plebiscytowa kapituła zwróciła się w stronę wody. Prawie wszystkie pierwsze miejsca to sportowcy-wodniacy. Sławicie Pomorze i Polskę, ale przecież rzadko widujemy was na miejscu. Jak do tego podchodzisz? Chciałoby się częściej pokazać umiejętności przed rodziną, znajomymi, kibicami z Polski?
Zgadza się. Specyfika naszej dyscypliny wymaga ciągłego pływania na wodzie i to w normalnych temperaturach. Teraz akurat jestem na zgrupowaniu w Portugalii, gdzie rozpoczynam sezon olimpijski od przygotowań do mistrzostw Europy. A te mistrzostwa też są w Portugalii. Główne imprezy rzadko są w Polsce, a tych lokalnych też nie ma za dużo. Staramy się zawsze gdzieś na regaty przyjechać, ale nie jest to łatwe, szczególnie teraz, w okresie covidowym. Ciężko było przewidzieć, czy w ogóle jakieś regaty będą w 2020 roku. Akurat w ubiegłym roku dużo czasu spędziliśmy w Rewie. Praktycznie od początku maja do połowy lipca „lataliśmy” na deskach z hydroskrzydłem. Mieliśmy tam zawody co tydzień, co dwa tygodnie. Nie były to oficjalne zawody, ale przyjeżdżało na nie po 20, do 40 deskarzy. Nazywaliśmy te zawody treningowymi.

W tym roku już wszystko musi być na poważnie, prawda?
Teraz przygotowujemy się do Tokio. Musimy szukać warunków zbliżonych do tych, jakie będą w lipcu w Japonii. A to są duża fala, prądy morskie i temperatura wynosząca przynajmniej 30 stopni Celsjusza. Nie da się ukryć, że u nas na Bałtyku nie ma oceanicznych warunków, więc musimy szukać miejsc do żeglowania w innych miejscach świata.

Igrzyska olimpijskie w Tokio już raz zostały przesunięte w czasie. Wciąż jest duża niepewność związana z tak wielkim przedsięwzięciem międzynarodowym. Myślisz o tym? Zamartwiasz?
Myślę, że same igrzyska uda się zorganizować. Wszyscy są raczej na tak. Najważniejsze będzie to, co będzie przed igrzyskami. To wrażliwy moment. W tej chwili po przylocie do Japonii jest obowiązek kwarantanny. A to taka kwarantanna, że przez dwa tygodnie nie można wychodzić z domu. To jest problem, bo jak rozpocząć aklimatyzację bez wychodzenia z domu. A my przecież pływamy na desce, na wodzie. Ciągle zastanawiamy się, jak do tego podejść. Nie da się ukryć, że poprzedzające igrzyska zawody też są przesuwane lub kasowane. Ciężko więc przygotować plan treningowy tak, jak to było w poprzednich latach. Budowanie formy wygląda inaczej. Fajnie byłoby się pościgać, a wszystko „pływa” tydzień w tą, dwa tygodnie w tamtą. A logistycznie to wyzwanie. Trzeba przewieźć sprzęt, motorówki. Do Japonii w ogóle musi być wysłany kontener. Głowimy się, czy wysyłać go teraz, czy za dwa-trzy tygodnie, bo przecież będzie płynął dwa miesiące. Mimo, że za chwilę są igrzyska, to wszyscy, mówiąc brzydko, „rzeźbią”.

Nie zazdroszczę tej niepewności.
Próbujemy robić swoje, dlatego siedzimy na wyjazdowych zgrupowaniach dłużej niż to bywało zwykle. Chcemy w ten sposób zminimalizować ryzyko zakażenia się w trakcie podróży. Ja byłem przez pięć tygodni na Lanzarote, na Wyspach Kanaryjskich. Właśnie po to, aby jak najwięcej czasu spędzić na wodzie, a jak najmniej w podróży. Nigdy takich długich wyjazdów nie robiliśmy, ale jest taka sytuacja, że trzeba modyfikować nasze wszystkie plany. Kilka dni temu przylecieliśmy do Portugalii, gdzie musieliśmy mieć zrobione dwa testy: jeden PCR, a drugi „szybki” na lotnisku. To też są dodatkowe koszty, bo mówimy o 600-700 złotych w jedną stronę. To też wpływa na to, że staramy się unikać podróżowania. Wyjeżdżamy na dłużej i… znowu nas nie ma w Polsce.

Przewaga Twojej dyscypliny to jednak trenowanie na świeżym powietrzu, w dużych odległościach. W okresie pandemii to chyba ułatwia sporo, prawda?
Jak najbardziej. Jeszcze dwa tygodnie w Portugalii był duży problem z koronawirusem, ale on nie dotyczył miejsca, w którym jesteśmy. Jesteśmy w Villamourze, a to bardzo turystyczny region, w którym poza nami i ludźmi żyjącymi z obsługi turystów nikogo nie ma. Są żeglarze w porcie i garstka lokalnej społeczności. Na ulicach nie widać praktycznie nikogo. Czujemy się tutaj jak w takiej bańce, bez zagrożenia. To zagrożenie mnie osobiście jednak mniej dotyczy, bo okazało się ostatnio, że gdzieś przeszedłem covida.

Bez komplikacji?
Bez. Zrobiłem test na przeciwciała przy ostatnich badaniach sportowych i wyszło, że je mam. Kojarzę, że miałem infekcję na początku roku. Może to było to, chociaż bardziej było to podobne do grypy. Nie miałem czegoś takiego, że straciłem węch i smak. Można powiedzieć, że jestem ozdrowieńcem i nie czuję żadnych problemów. Przez to jestem trochę spokojniejszy, bo z racji przeciwciał jestem bardziej zabezpieczony przed poważniejszymi infekcjami.

Wspomniałeś o zgrupowaniu w Portugalii. W Villamourze od 7 do 13 marca zaplanowano mistrzostwa Europy w klasie RS:X. Jaki masz plan na te regaty?
Wracam do formy po kontuzji, jakiej nabawiłem się też na mistrzostwach Europy i też w Portugalii. Połamałem wtedy żebro. Tak naprawdę dopiero od początku stycznia pływam. Czuję się, że forma wraca, chociaż nie jest to jeszcze to, co było wcześniej. Nastawiam się na to, aby wypaść jak najlepiej. Jeśli będzie okazja, to oczywiście powalczę o medal. Będę też zadowolony nawet w pierwszej piątce. To początek sezonu, powrót po kontuzji, więc nie ma co się napalać na to, że muszę tutaj zdobyć medal.

Podsumowujemy w plebiscycie ostatnią dekadę, a Ty jesteś w tym przypadku ciekawym zawodnikiem. Zaczynałeś dawno temu, w innej klasie jeszcze, i nadal jesteś aktywny. Nadal masz szansę w Tokio powalczyć o bardzo dobry wynik. Jak z perspektywy czasu oceniasz te swoje dokonania?
W zasadzie przy okazji tego plebiscytu zacząłem się nad tym zastanawiać, jak wyglądało te ostatnie dziesięć lat. Z dnia na dzień o tym nie myślę. Przygotowuję się, robię kolejne cykle treningowe, przygotowuję się do kolejnych igrzysk. Nie widzę tego upływu czasu. Dla mnie to niesamowite, bo dopiero przy okazji takich wydarzeń, jak plebiscyt, mogę chwilę usiąść i się nad tym zastanowić. A przez ostatnie 10 lat działo się sporo, nie da się ukryć. Najważniejszym moim celem, który ciągle jest niezrealizowany, to oczywiście medal igrzysk olimpijskich. To jedyna rzecz, jakiej mi brakuje. To też coś, co dodaje mi powera, aby dalej walczyć. Dalej jest się o co bić. Dopiero, jak się zastanowię, to… mam 40 lat. Dużo czasu minęło. Na regatach spotykam zawodników dużo młodszych ode mnie i czasem od 26-latka słyszę, że kończy karierę w żeglarstwie. Pytam wtedy: dlaczego? Dla takiej osoby to przecież przynajmniej dwa cykle olimpijskie (jeden to okres 4 lat – przyp.) do spełnienia na luzie. A kiedy słyszę od nich o wypaleniu, to podaję swój przykład i swój wiek. Wtedy im otwierają się oczy. W lekkoatletyce największe sukcesy odnosi się w wieku 20 lat, a później forma zaczyna spadać i jest coraz trudniej. W żeglarstwie można powiedzieć, że sukces się wykuwa. Są oczywiście przykłady medalistów olimpijskich w wieku 24-25 lat, ale przeważnie są to zawodnicy dużo starsi. A jak już zdobędą ten sukces, to można powiedzieć, że przez dwa kolejne cykle olimpijskie utrzymują się na najwyższym poziomie. To plus żeglarstwa, że tutaj przygoda ze sportem może być dużo dłuższa niż w innych dyscyplinach.

Piotr Myszka: Narodziny dzieci zawsze zapowiadały przełom w mojej karierze sportowej [ROZMOWA]

W Rio de Janeiro w 2016 roku już zasmakowałeś, jak to wszystko wygląda. Czy coś z tamtych igrzysk można przenieść na grunt japoński? Wiadomo, że to zupełnie inne akweny.
W sumie to zawsze chodzi o to samo – trzeba się dobrze przygotować i wierzyć w to, że się uda. Trzeba też nanieść drobne korekty do tego, co robiło się w Rio. Nie da się teraz zmienić wszystkiego, tylko lekko doszlifować to, co już jest. Wszystko mamy już przećwiczone, więc nie będziemy wprowadzać rewolucji. Testowaliśmy to w latach poprzednich w Japonii i się sprawdzało. W tym roku będziemy starali się to wszystko przekuć na medal.

Zostaje nam życzyć, żeby to wszystko udało się zrealizować.
Dziękuję. Przekaż wszystkim, że mimo koronawirusa walczymy i przygotowujemy się. Niech kibice trzymają za nas kciuki, nawet kiedy jesteśmy zagranicą. To naprawdę nam pomaga. Takie plebiscyty też dodają dodatkowego powera. Dziękuję za to bardzo.

Tokio Raport - rozmowa z Lucyną Kornobys

Wideo

Materiał oryginalny: Sportowiec Dekady Pomorza - Piotr Myszka: Olimpijski medal to wciąż mój najważniejszy, niezrealizowany cel - Dziennik Bałtycki

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie