„Szalik ciotki Melancholii” - dr Ewa Zawisza-Wilk napisała książkę nie tylko dla dzieci o sprawach nie tylko dla dorosłych

Maja Czech
Maja Czech
Ewa Zawisza-Wilk napisała książkę nie tylko dla dzieci o sprawach nie tylko dla dorosłych
Ewa Zawisza-Wilk napisała książkę nie tylko dla dzieci o sprawach nie tylko dla dorosłych mat. prasowe
Moja książka jest o tym, jak podejmować z dzieckiem trudne tematy chorób psychicznych - mówi dr Ewa Zawisza-Wilk, logopedka i pedagożka dziecięca, autorka książek dla dzieci, na co dzień pracująca z dziećmi z autyzmem i zespołem Aspergera.

Pierwsza pani książka, „Plasterki na tęsknotę” miała premierę w 2021 roku. Co skłoniło panią do napisania książeczki dla dzieci na temat żałoby?

Pierwsza książka powstała dlatego, że w swojej praktyce terapeutycznej spotykam dzieci w żałobie z różnego powodu, niekoniecznie w żałobie po śmierci kogoś bliskiego. Czasami wynika ona ze straty zwierzątka lub utraty poczucia bezpieczeństwa w wyniku np. rozwodu rodziców.

Spotykam dzieci, których rodzice nie wiedzą, co zrobić w takiej sytuacji, a już szczególnie kiedy dziecko traci ukochaną osobę - babcię, czasami rodzica, bywa różnie.

Pomysł na „Plasterki…” wziął się więc po prostu z praktyki i potrzeby posiadania dodatkowych narzędzi, za pomocą których można by było z dziećmi pracować. Ja tych narzędzi znalazłam niewiele i dlatego postanowiłam takie stworzyć.

Czy spodziewała się pani tak wielkiego sukcesu?

Absolutnie nie spodziewałam się tak entuzjastycznego odzewu. „Plasterki...” powstały kilka lat przed tym, zanim zostały wydane, i droga do wydania tej książki była bardzo trudna. Wydawnictwa nie chciały drukować opowieści dla dzieci, która porusza tak trudny temat. Większość wydawców była przekonana, że książka się nie sprzeda, mimo że oceniali ją jako wartościową.

Bardzo pomógł mi pan Mariusz Szczygieł, który zupełnie bezinteresownie pokazał książkę w swoich mediach społecznościowych. Od razu zrobił się wielki szum i jednego dnia wiele wydawnictw zaczęło interesować się naszą książką. Mówię „naszą”, bo to wspólna praca. Piękne ilustracje Pawła Wąsowicza są nierozerwalnie związane z opowieścią.

Wydawnictwo wybrałam więc kierując się tylko sercem i intuicją. Studio Koloru przekonało mnie tym, że angażuje się w rzeczy, które są wartościowe, takie „z misją”. Współpraca poszła naprawdę fantastycznie, zupełnie bezkonfliktowo. To bardzo małe wydawnictwo, z niewielką siłą przebicia, a jednak udało się i książka świetnie się sprzedaje.

Już wtedy wiedziała pani, że powstanie „Szalik ciotki Melancholii”?

„Szalik...” powstał w odpowiedzi na to, co się dzieje obecnie. Celowo w tytule nie ma słowa „depresja”, ponieważ ta książka mówi o czymś więcej.

Mówi o tym, jak podejmować z dzieckiem trudne tematy chorób psychicznych, jak mówić o stanach, które zapowiadają depresję. Uczy tego, jak dostrzec pierwsze symptomy poprzedzające pełne objawy, ale także jak wytłumaczyć dziecku, że bliska osoba zapadła na tę chorobę i dlaczego zachowuje się tak, a nie inaczej. Dlaczego jest nieprzyjemna albo niedostępna emocjonalnie dla dziecka?

Stwierdziłam, że jest to temat równie ważny, jak temat żałoby, a nawet o wiele bardziej powszechny. Niestety, depresja to choroba, która wpływa na nasze funkcjonowanie społeczne i ma ogromny wpływ na nasze zachowanie, funkcjonowanie w rodzinie.

Jak poznać, że ta „melancholia” trwa już za długo i należy zacząć się martwić?

Stan melancholii wcale nie musi być czymś złym. Może to być stan pogłębionej refleksji, która jest powiązana ze smutkiem, ale smutek generalnie jest normalną, niegroźną emocją. Nawet jeżeli jest nieprzyjemny, to w sposób naturalny towarzyszy nam w życiu. Natomiast jeśli ten stan rzeczy jest tak pogłębiony, że przestajemy sobie radzić z rzeczywistością, to zbliżamy się do zapadnięcia w chorobę.

Na jakie zachowania należy zwrócić uwagę?

Zazwyczaj następuje jakaś drastyczna zmiana zachowania. Choroba zazwyczaj rozpoczyna się jakąś konkretną zmianą. Może ona być też stopniowa i słabiej odczuwana. To m.in. zauważalna utrata radości życia, pogorszenie procesu koncentracji uwagi i zaprzestanie wykonywania rzeczy, które do tej pory daną osobę cieszyły i sprawiały radość, albo kłopoty ze snem, na przykład wybudzanie się nad ranem, zaburzenia apetytu, znaczne osłabienie energii, „spłaszczenie emocji”. To są symptomy bardzo charakterystyczne dla depresji - choroby, nie dla stanu melancholii jako stanu pogłębionej refleksyjności.

Czasami u dzieci takim symptomem zapowiadającym jest też zamach na siebie samego, na swoje ciało. U dziecka depresja może objawiać się inaczej niż u osoby dorosłej, dlatego łatwo ją przeoczyć, wziąć za coś innego. Objawy dziecięcej depresji bywają nieoczywiste. Dziecko może być nadaktywne, drażliwe w kontaktach z innymi osobami, może zachowywać się buntowniczo, być wycofane lub maskować depresję, co zdarza się również dorosłym. Myślę tu o „maskach” depresji takich jak na przykład objawy somatyczne.

Wszyscy już wiemy o tym, że depresja często występuje u nastolatków. Niewiele mówi się natomiast o depresji wśród dzieci. W jakim wieku dzieci zapadają na depresję?

Stany depresyjne mogą zdarzyć się już u dziecka w wieku przedszkolnym, natomiast najczęściej nie są wtedy diagnozowane. Diagnoza depresji dziecięcej jest niezwykle trudna. Najpierw poszukuje się różnych innych problemów, na przykład neurologicznych czy hormonalnych, dlatego ten proces twa bardzo długo. Już kilkulatki potrafią targnąć się na swoje życie albo to planować.

W naszym społeczeństwie funkcjonuje poczucie, że pójście do lekarza psychiatry z dzieckiem to jakaś ostateczność. Kiedy już wydarzy się coś bardzo niebezpiecznego.

Depresja często współwystępuje z innymi trudnościami rozwojowymi i zazwyczaj takie dziecko sprawia kłopoty wychowawcze. W związku z tym trafia na konsultacje do neurologa czy do lekarza psychiatry.

Jest jednak problem z leczeniem farmakologicznym, ponieważ dzieci nieco inaczej reagują na leki. W wielu przypadkach zaczynają działać skutecznie dopiero w wieku późnonastoletnim. Dzieciom przepisuje się więc leki, najczęściej selektywne inhibitory wychwytu zwrotnego serotoniny, które mają działanie podnoszące nastrój i wyciszające lęk. Jednak mogą one dawać wiele skutków ubocznych i nie pozostają bez wpływu na rozwój dziecka.

Dlaczego dzieci wpadają w depresję?

Przyczyny depresji dziecięcej, podobnie jak u dorosłych, mogą być endogenne (wewnętrzne) albo egzogenne (zewnętrzne). Przy tych zewnętrznych, egzogennych, sprawa jest o tyle prostsza, że jeśli znika lub osłabiona zostanie przyczyna, to łatwiej jest prowadzić terapię. Natomiast przyczyny endogenne oznaczają, że dziecko ma wrodzoną skłonność do depresji, którą można odziedziczyć. Wtedy musimy być czujni na wszystkie pierwsze symptomy, które mogą się pojawić.

Oczywiście otoczenie depresyjne też ma ogromne znaczenie. Jeżeli rodzice chorują na depresję, to w określony sposób wpływają na stan psychiki dziecka. Wtedy taka skłonność jest pobudzana i rozwijana i może dużo szybciej się ujawnić.

W takim wypadku działamy tak, jak u osób dorosłych. Zazwyczaj łączy się psychoterapię z farmakoterapią, bo dopiero to zestawienie przynosi dobre rezultaty. Konieczne jest też wsparcie społeczne i czas. Psychoterapia powoduje zmiany trwałe i pobudza wewnętrzną sterowność, czyli świadomość, że „mam wpływ na to, co się ze mną dzieje”. Mamy już dowody naukowe na skuteczność oddziaływań psychoterapeutycznych, które powodują zmiany biologiczne w mózgu.

Jak dziecko postrzega swojego bliskiego dorosłego, który znajduje się w stanie depresji?

Bardzo dużo zależy od samego dziecka i od układu rodzinnego. Jeśli jest to osoba bliska, np. mama albo tata, to dziecko rezonuje te emocje i bywa, że przejmuje odpowiedzialność za chorobę. Często uważa, że niedostępność emocjonalna rodzica wynika z jego zachowania.

Między dzieckiem a rodzicem tworzy się emocjonalny mur, którego chory oczywiście nie buduje celowo. Rodzic często bywa „spłycony” lekami, gdyż takie jest ich naturalne działanie, jednak dziecko o tym nie wie. Takie spłaszczenie emocji może być też objawem choroby.

Czasami bywa, że rodzic jeszcze leków nie bierze i bywa agresywny w stosunku do dziecka, nieprzyjemny, odreagowuje na nim frustracje. Nie jest to dobra postawa rodzicielska, ale osoba chora nie do końca ma na to wpływ.

Najważniejsza w tej relacji staje się więc osoba trzecia. Musi to być ktoś zdrowy, zaufany i opiekuńczy, z którą dziecko może się podzielić swoimi troskami. Taka osoba obecna w bliskim środowisku dziecka sprawia, że wszystko jest do uratowania.

Wspólnie z dzieckiem można czytać książki typu „Szalik ciotki Melancholii”, która wytłumaczy dziecku, że nie ono jest winne chorobie rodzica, że to jest coś zewnętrznego, co na rodzica metaforycznie „spadło”.

Przesłaniem książki jest też to, że nie możemy czynić dziecka odpowiedzialnym za proces zdrowienia rodzica. Ono może ten proces obserwować i przy tym być, ale nie może stać się narzędziem leczenia.

Co robić po fakcie? Kiedy już rodzic jest w lepszym stanie psychicznym, czy należy dziecko przeprosić za słowa, które się powiedziało w chorobie?

Jeżeli sytuacja miała miejsce rok albo dwa lata temu, przepraszanie raczej nie ma sensu. Dziecko zmieniło się przez te dwa lata, dojrzało, jest zupełnie inną osobą. Być może w ogóle nie pamięta takiego zajścia. Aby wyrównać taką relację, nie trzeba wracać do złych momentów, a tworzyć nowe. Dziecko, w przeciwieństwie do dorosłych, żyje tu i teraz i „ten moment” jest w życiu dziecka najistotniejszy. To dorośli mają tendencję do życia przeszłością lub przyszłością.

Spotkajmy się z dzieckiem w tej chwili, pielęgnujmy ją, cieszmy się nią. Gdy powróci radość życia i możemy zrobić coś fajnego razem, to jest najlepszy sposób na odbudowę relacji. Zresztą przepraszanie za objawy choroby nie ma sensu, prawda? Można natomiast wytłumaczyć swoje zachowanie, powiedzieć, że wynikało tylko z chorobowego stanu.

Jak więc zachować się w stosunku do dziecka, będąc w epizodzie depresyjnym? Czy należy się od niego odizolować?

Tak jak w każdej chorobie, trzeba to traktować indywidualnie, w zależności od stanu chorego. Oczywiście nie należy brutalizować życia i pokazywać dziecku mamy leżącej w łóżku, śpiącej po 15 godzin na dobę. Natomiast otaczanie tego tematu jakąś tajemnicą też nie jest dobre.

Trzeba oczywiście wyjaśnić dziecku sytuację i powiedzieć, że na tym polega choroba i na tym też polega zdrowienie. Wytłumaczyć, że potrzebuje dużo odpoczynku i że to będzie trwało jakiś czas.

Powiedzmy dziecku, że to jest stan, w którym dobra energia jest zamieniona na jakąś niemiłą, nieprzyjemną. Zaznaczmy też, że jest z tego wyjście. Powiedzmy, że zdrowienie jest procesem, czyli stopniowym, długotrwałym wchodzeniem np. po schodach. Wytłumaczmy, jaką rolę może w tym pełnić, oczywiście nie czyniąc go odpowiedzialnym za ten proces.

A może robić bardzo proste rzeczy, na przykład podać herbatę osobie chorej.

Myślę, że ogólna świadomość i wyrozumiałość w stosunku do osób dorosłych chorych na depresję znacznie wzrosła w ostatnich latach. Jak społeczeństwo odbiera problem depresji u dzieci?

Problem jest przede wszystkim z dostępnością do specjalistów. Jest wielu terapeutów i psychologów, którzy nigdy nie pracowali z dziećmi i trochę ich to przerasta, czują się bezradni wobec tematu „dziecko z depresją”. Brakuje nam fachowego wsparcia i nie mamy się do kogo zwrócić. Kolejki są ogromne, a to nie jest działanie, na które można czekać.

Jako dorośli, rodzice, mamy też tendencję do uruchamiania mechanizmów obronnych, które polegają na tym, że zaprzeczamy, że to jest właśnie depresja dziecięca i udajemy się do psychiatry dopiero w ostatniej chwili, często konieczna jest hospitalizacja na dziecięcym oddziale psychiatrycznym.

Wciąż pokutuje stygmatyzacja. Jeżeli ktoś już chodzi do psychiatry, to znaczy, że coś jest z nim porządnie nie tak. Na szczęście, tak jak pani powiedziała, troszkę się to zmienia, ale jeszcze nie w takim stopniu, żebyśmy potrafili reagować przy pierwszych symptomach. W Polsce nie ma profilaktyki depresji i jednocześnie wszystko jest nazywane depresją. To słowo jest więc deprecjonowane, dezawuowane. Odbierane jest mu znaczenie choroby, bo przecież kiedy ktoś jest zmęczony i zdenerwowany, to mówi, że ma depresję.

Po drugie, dzieci nauczyły się ukrywać trudne stany emocjonalne i zwierzają się sobie wzajemnie, a niekoniecznie idą po pomoc do dorosłych.

Dlaczego?

Nie idą, bo nie wierzą w tę pomoc, nie mają zaufania do dorosłych, którzy często zawodzą, bagatelizują ich problemy. W szkołach są oczywiście fantastyczni pedagodzy i psychologowie, ale niestety bywa też tak, że tych problemów dziecięcych jest za dużo i łatwo jest przeoczyć stan konkretnego dziecka.

Psycholog szkolny zajmuje się najważniejszymi, najcięższymi przypadkami. Nie ma czasu na zajęcie się osobami z pierwszymi symptomami, które są tak samo ważne.

Tymczasem w ogóle świadomość tych pierwszych symptomów jest bardzo istotna. Z mojego doświadczenia wynika, że dzieci czasami więcej wiedzą na ich temat. Zwierzają się sobie wzajemnie, często są zobowiązywane do tajemnicy. Zdarza się, że dochodzi do samookaleczeń, a dorosły zauważa je dopiero po jakimś czasie.

Rodzice nie potrafią o tym rozmawiać, a dzieci używają między sobą swoistego kodu, na przykład mówią, że „robią sobie kreski” - tzn. nacinają swoją skórę, co sprawia, że czasowo, przez zadanie sobie bólu fizycznego, łagodzą ciężar psychiczny. To jest szczególnie niebezpieczne, bo uzależnia.

To trudne, ale często zdarza się, że rodzic nastoletniej dziewczynki tego nie zauważył. Ma potem ogromne poczucie winy. A dzieci są bardzo kreatywne w wymyślaniu sposobów ukrywania samookaleczeń. Podobnie jest z anoreksją.

Na co więc zwrócić szczególną uwagę?

Na takie tłumaczenia dziecka jak np. „kot mnie podrapał”, „skaleczyłam się o bramę” itp. Rodzice, którzy nie drążą i dają wiarę tym tłumaczeniom, popełniają potworny grzech zaniechania, bo nie zauważają, że z dzieckiem dzieje się coś naprawdę groźnego i poważnego. Rozmowa w takim momencie może wiele zmienić. Musimy nauczyć się reagować wtedy, kiedy widzimy pierwsze symptomy, a nie czekać na próby samobójcze dzieci. Nie ma nic bardziej potwornego niż stan, w którym dziecko odbiera sobie życie. To nasza odpowiedzialność.

Zauważyliśmy pierwsze symptomy. Jakie powinny być pierwsze kroki?

Jest jedna ważna rzecz, którą możemy zrobić. Poświęcić uwagę. Uważność skierowana tylko na dziecko to jest podstawowa sprawa. Czasem wymaga to zmiany organizacji życia w domu, czyli poświęcenie dziecku czasu, prowadzenie rozmów dotyczących emocji, ustalenie nowych wspólnych rytuałów. One dadzą dziecku okazję, język i możliwości do opowiedzenia o tym, co się z nim i w nim dzieje.

Zadawanie pytania „co się stało?” nie ma sensu. Spotkamy się z wymijającą odpowiedzią. W tym momencie być może dziecko już cierpi na wieloletni brak uwagi, ma ogromne poczucie winy, że nie daje rady w wyścigu i czuje się bardzo, bardzo źle.

Pierwsze symptomy depresji często obudzą w rodzicach niepokój, ale dorośli dają dziecku jeszcze czas. Niestety, często taki objaw jest już zakodowanym wołaniem o uwagę - „chcę, żebyś był blisko, żebyś mnie wysłuchał”. „Potrzebuję z tobą rozmawiać”. „Potrzebuję zainteresowania moją osobą, bo przeżywam coś, co niekoniecznie potrafię wyrazić”.

Ważna jest też bliskość, taka czysto fizyczna. My, dorośli, bardzo szybko przestajemy dzieci przytulać. Szczególnie chłopców. Jest to uwarunkowane kulturowo, bo często już kilkuletni chłopcy oświadczają, że nie lubią, gdy przytula się ich publicznie. Ale to nie znaczy, że tego nie potrzebują. W domowym zaciszu chętnie rzucą się rodzicowi na szyję albo położą głowę na kolanach. Gdy tego odmawiamy, tworzymy pewną frustrację w dziecku. Ten dotyk, bliskość są potrzebne, a gdy ciało i umysł go nie doznają, doświadczają deprywacji. Czasem, nie chcąc, by dziecko wyrosło na zbyt wrażliwe, nie dbamy o to. W związku z tym frustracja w dziecku narasta i domaga się odreagowania w różnych formach, niekoniecznie konstruktywnych.

Czy pani książka sprawdzi się jako prezent dla dzieci, które nie doświadczają stanów depresyjnych i nie muszą mierzyć się z chorobą bliskiej osoby?

Sądzę, że tak. To jest książka, która opisuje pewną sytuację, którą dziecko może obserwować. Gdy zauważy ją w swoim otoczeniu, może dać sygnał, że coś takiego dzieje się z kolegą lub koleżanką.

To jest też książka, która buduje empatię i pokazuje, że samo wsparcie społeczne w tym procesie zdrowienia jest bardzo istotne. Nie tylko leki, psychoterapia, ale też otoczenie ma bardzo lecznicze właściwości. Tak naprawdę najczęściej to właśnie otoczenie daje pierwsze sygnały, że dzieje się coś niedobrego. Bez społecznego wsparcia trudno jest zdrowieć z depresji.

A jest przecież również coś takiego jak depresja maskowana.

Czym jest depresja maskowana?

To temat bardzo trudny dlatego, że dotyczy osób, które są pozornie bardzo aktywne, uśmiechnięte, pozornie optymistyczne, które mają w otoczeniu społecznym mnóstwo kontaktów. W związku z tym ich diagnoza jest bardzo trudna i długotrwała. Bywa tak, że dochodzi do jakiegoś wybuchu wyczerpania, totalnego załamania nerwowego i wtedy dopiero okazuje się, że osoba jest chora.

Maski bywają też somatyczne. Czasem całe ciało mówi, że coś jest nie tak, ale osoba chora nie potrafi właściwie zinterpretować symptomów, np. bólu. Często to nasz wewnętrzny perfekcjonizm powoduje, że spalamy się w nadmiarze obowiązków i kreowaniu ładnego obrazu siebie na zewnątrz, a tak naprawdę nie dostrzegamy samych siebie, nie potrafimy dać sobie samym prawdziwej, głębokiej uwagi.

Czasami ktoś ujawnia swoją depresję jako osoba publiczna, bo czuje, że to jest ważne. Bardzo cenię takie osoby, bo to jest naprawdę ogromna odwaga.

Gdy ktoś znany mówi o swojej chorobie, to jest też na pewno okazja dla dziecka do zadawania pytań, a pytań nigdy za wiele. Ważne, by rozmawiać i znajdować właściwe odpowiedzi. Zatem - dajmy uwagę, czas, bądźmy otwarci na pytania dzieci i rozmawiajmy z nimi na każdy temat. To ma wspaniałe działanie profilaktyczne.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

kup najtaniej

Apple

Apple iPhone 12 128GB Zielony Green

3 299,00 zł

kup najtaniej

Xiaomi

Xiaomi 12 5G 8/128GB Szary

2 499,00 zł

kup najtaniej

Apple

Apple iPhone 13 Pro Max 128GB Mocny Grafit

5 569,00 zł

kup najtaniej

Apple

Apple iPhone 13 Mini 128GB Alpejska zieleń

3 295,00 zł

kup najtaniej

Motorola

Motorola G62 4/128GB Szary

895,00 zł

kup najtaniej

realme

Realme GT Neo 2 12/256GB Zielony

1 699,00 zł
Materiały promocyjne partnera

Nocna bitwa nad Dnieprem. Batalion Terror stoczył bój z Rosjanami

Materiał oryginalny: „Szalik ciotki Melancholii” - dr Ewa Zawisza-Wilk napisała książkę nie tylko dla dzieci o sprawach nie tylko dla dorosłych - Dziennik Bałtycki

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na gdansk.naszemiasto.pl Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie