Urodzili się, by kochać … lodołamacze

Ewa Kowalska
Ewa Kowalska
Udostępnij:
Lodołamacz - to hasło było mi od urodzenia obce. Ot, kawał walczącego z krą lodową żelastwa. Dzisiaj wiem, że to coś znacznie więcej.

Pod koniec tygodnia, z okazji wernisażu „Lodołamacze - ocalić od zapomnienia”, zjawiłam się w sobieszewskiej „Wyspie Skarbów”. Przywiodła mnie tam raczej chęć obejrzenia archiwalnych fotografii niż potrzeba wysłuchania zapowiadanego w programie wykładu o lodołamaczach. Kiedy rzuciłam wzrokiem na obecnych na spotkaniu słuchaczy, w znakomitej większości mężczyzn, nie miałam wątpliwości, że to temat męski i że po obejrzeniu fotografii szybciutko się ewakuuję. Nie umiem powiedzieć dlaczego, ale zostałam …

Oddajmy głos pasjonatom

Spotkanie rozpoczął wiceprezes stowarzyszenia Lastadia Lech Trawicki, który lotem błyskawicy omówił tworzące wystawę archiwalne zdjęcia Cezarego Jakubowskiego. Znakomicie zwolnił tempo - Adam Fleks, autor odbitek wykonanych z negatywów, który przybliżył nam technologiczny proces powstawania wystawy, mającej swój debiut pięć miesięcy temu w MDK w Pruszczu Gdańskim. Kiedy do mikrofonu został zaproszony Tadeusz Wrycza nie miałam już żadnych wątpliwości, że znalazłam się w otoczeniu ludzi, którzy całe swoje serce oddają jednej idei - ocalić nie tyle od zapomnienia, co raczej od śmierci lodołamacze, które z niewiadomych przyczyn popadły w niełaskę władz wszelakich.

Wykład Tadeusza Wryczy, który podobnie jak Lech Trawicki i Adam Fleks jest wielkim miłośnikiem statków przeznaczonych do udrażniania rzek, był wielowątkowy. Poznaliśmy historię tworzenia się i regulacji delty Wisły; wspólnie „przeżywaliśmy” kolejne powodzie nękające na przestrzeni wieków Gdańsk i Żuławy; byliśmy niejako świadkami narodzin pierwszych jednostek i ich zbliżającej się agonii. Prelegent z wyraźnym uniesieniem opowiadał o zagrożeniach, które grożą nam ze strony Wisły i braku wyobraźni decydentów, skazujących lodołamacze na zagładę.

- Ja nikogo nie straszę powodziami, jakie miały miejsce w XIX wieku, ale pamiętajmy, że natura jest nieobliczalna - nawoływał i dodał, że Wisła w czasie pochodu lodów jest najbardziej niebezpieczną rzeką w Europie. Zaniechanie budowy nowych lodołamaczy, jakie ma dzisiaj miejsce, może, według prelegenta, doprowadzić w przypadku srogiej zimy do tragedii przerwania wałów przeciwpowodziowych w dolnym odcinku Wisły, a w następstwie tego zalania Żuław i Gdańska.

Nie dajmy odejść Lampartowi

Nad całym spotkaniem unosił się duch pierwszego wybudowanego po II wojnie światowej i w historii polskiego budownictwa okrętowego, lodołamacza Lampart. Jego starsi bracia, urodzeni w okresie międzywojennym, zostali w latach osiemdziesiątych XX wieku pocięci na złom. Powołane przez pasjonatów skupionych wokół pisma Morze Statki i Okręty oraz internetowego Forum Okrętów Wojennych, Stowarzyszenie Lastadia podjęło próbę uratowania Lamparta, który mógłby się stać zaczątkiem skansenu zabytkowych jednostek w Gdańsku. O tym, czy takowa atrakcja dla mieszkańców i turystów powstanie, zadecydują muzealnicy i władze miasta. Członkowie Lastadii zarażają swoim pomysłem i pasją coraz większe grono ludzi świadomych konieczności utrwalania wartości kulturowych regionu, toteż można mieć nadzieję, że ich marzenie zostanie zrealizowane.


„Wyspa Skarbów”, czyli gospodarz wystawy

Nad przebiegiem piątkowego spotkania z lodołamaczami czuwała niezastąpiona szefowa filii Gdańskiego Archipelagu Kultury w Sobieszewie - Anna Urbańczyk, która dzięki pomocy współpracowników, kolejny raz stworzyła w ścianach „Wyspy Skarbów” niezwykle serdeczną atmosferę. Wniesienie w ramach poczęstunku dla gości ogromnej tacy … lodów wzbudziło entuzjazm gości, którzy natychmiast przystąpili do „lodołamania”.

Atrakcją wieczoru miał też być marynistyczno-żuławski program malarza, grafika i literata Andrzeja Trzaski, ale przedłużający się wykład Tadeusza Wryczy, niestety zabrał nam tę przyjemność. Pozostaje mieć nadzieję, że wkrótce nadarzy się inna okazja do poznania twórczości artysty.

Wystawa, którą tworzy sześćdziesiąt czarno-białych fotografii, obrazuje walkę z żywiołem ludzi i podległych im maszyn. Jest nie tylko świadectwem kunsztu artystycznego Cezarego Jakubowskiego, ale też dokumentacją dziedzictwa kultury, które niestety w większości zostało już utracone.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Hans o nowej płycie, polskiej scenie rapowej i inspiracjach

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie