Znane firmy popierają Strajk Kobiet! Są też takie, które na protestach i znaku z błyskawicą chcą zarobić...

Agnieszka Kamińska
Agnieszka Kamińska
Niektóre firmy wsparły protesty przeciwko zaostrzeniu prawa antyaborcyjnego. Wydały komunikaty poparcia albo też swoje logotypy w internecie opatrzyły charakterystycznym znakiem błyskawicy. Eksperci twierdzą, że zaangażowanie społeczne może być dobrym pomysłem na promowanie marki. Wszystko zależy od tego, kto kupuje produkty danej firmy. Są też takie, głównie sklepy internetowe, które sprzedają m.in. koszulki i maseczki z logo strajku. Tymczasem przedstawiciele Ogólnopolskiego Strajku Kobiet przypominają, że znak z błyskawicą ma autora.

Tak firmy podchodzą do Strajku Kobiet!

„Pytacie nas w prywatnych wiadomościach, jakie mamy zdanie na temat protestów. Odpowiedź może być tylko jedna. #protestkobiet” - tak napisali w mediach społecznościowych przedstawiciele firmy Kubota, produkującej klapki.

Firma na swoim facebookowym profilu zamieściła zdjęcia swoich produktów z błyskawicą, która jest znakiem Strajku Kobiet.

„Z chęcią kupiłabym takie piękne laczki. Kubota, szacun dla Was” - czytamy w jednym z komentarzy na Facebooku. Firma wyjaśniła, że zdjęcie jest symboliczne i klapki z błyskawicami nie trafią do sprzedaży.

Protesty otwarcie popiera sieć kawiarni Green Caffè Nero, a także sieć sklepów odzieżowych Medicine. Na swoim profilu na Facebooku popularna sieciówka umieściła grafikę z błyskawicą na czarnym tle i podpis „Dziś wybieramy ten wzór i te kolory” - pisze Medicine.

Do firm popierających strajk dołączyło MLE Collection, należące do Kasi Tusk. „Milczenie z obawy o mniejszy dochód byłoby zupełnie nie w naszym stylu” - czytamy pod grafiką z błyskawicą, którą można zobaczy na facebookowym profilu firmy.

Napoleonki z lukrowymi błyskawicami

Cukiernia Lukullus zamierza przeznaczyć dochód ze sprzedaży swoich napoleonek z lukrowymi błyskawicami na rzecz Strajku Kobiet. Firma zapowiedziała, że ta akcja potrwa do końca roku.

Z kolei mBank zamieścił w internecie filmik ze zdjęciami swoich pracowników. Przy fotografiach widać błyskawicę, a pod nimi podpis „Wspieramy”. Pracownicy mogli wziąć urlop, aby móc uczestniczyć w manifestacjach. Poparcie banku wzbudziło jednak kontrowersje. Łukasz Warzecha z „Do Rzeczy” zapytał rzecznika banku w mediach społecznościowych, czy jeśli w banku pracuje grupa przeciwników aborcji to będzie ona mogła użyć oficjalnego konta mBanku, żeby wyrazić swoje poglądy. Rzecznik prasowy Krzysztof Olszewski skomentował to w taki sposób: „Nasza deklaracja jest o kobietach i prawach kobiet do decydowania w sprawach ich dotyczących. Nie mówimy, jak decydować. Mówimy: kobieta powinna mieć wybór.” - czytamy na Twitterze.

Do dyskusji prowadzonej w przestrzeni publicznej włączył się Janusz Kowalski, poseł Solidarnej Polski i wiceminister aktywów państwowych. Zaczął nawoływać przeciwników protestów do bojkotu mBanku i otwierania kont w innych, jak wskazał, polskich bankach. Ta sytuacja wywołała lawinę skrajnie różnych komentarzy.

Jak firmy reagują na poparcie protestu przez pracowników?

Na temat protestów wypowiedziały się też inne firmy. Na przykład szef Wedla ze zrozumieniem podszedł do pracowników chcących iść w marszach.

„Wedel jest organizacją wspierającą różnorodność - także światopoglądową, sprawiedliwe traktowanie, tolerancję, wzajemny szacunek i prawa człowieka. Rozumiemy w związku z tym wszystkich Was, którzy zdecydują się wziąć udział w manifestacjach. W obecnej sytuacji nie zapominajmy tylko o swoim zdrowiu i bezpieczeństwie, o maseczkach, dezynfekowaniu rąk i dystansie” - stwierdził w mediach społecznościowych Maciej Herman, szef Lotte Wedel.

W podobnym tonie napisała Ikea: „Jako pracodawca w żaden sposób nie ograniczamy współpracowników w manifestowaniu swoich poglądów. Jesteśmy zawsze otwarci na różne opinie i punkty widzenia". Z kolei Empik napisał, że szanuje prawo wszystkich Polek i Polaków do wyrażania swoich poglądów i prawo do obywatelskiego protestu. Wskazał, że wszystkie osoby, które chcą wziąć udział w planowanych akcjach, mają do tego prawo i nie będzie to miało wpływu na ich ocenę, jako pracowników i współpracowników.

Chcą zarobić na proteście? Kontrowersje wokół pomysłów niektórych firm

O ile poparcie dużych i znanych firm udzielone protestującym organizatorzy demonstracji przyjmują z zadowoleniem, to jednak inaczej podchodzą do zarabiania na znaku z błyskawicą. W internecie jak grzyby po deszczu pojawiły się gadżety z piorunami.

Bez trudu znajdziemy w internecie oferty sprzedaży „zestawów strajkowych”: koszulek, bluz, toreb czy maseczek z logo protestu. Jeden ze sklepów internetowych pisze, że to „ niezbędne wyposażenie każdego uczestnika walki o prawa kobiet”. Tymczasem prawa autorskie do znaku ma Ola Jasionowska, która wymyśliła znak. Na ten temat wypowiedziała się w jednym z wywiadów Marta Lempart z Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. Stwierdziła, że to nie jest w porządku, że niektórzy próbują zarabiać na strajku. Zapowiedziała, że wraz z prawnikami będzie próbowała ograniczyć ten proceder.

Specjaliści od marketingu twierdzą, że popieranie protestu może być dobrym pomysłem na promowanie firmy. Ale wszystko zależy od tego, jaki jest jej profil klientów.

- Jeśli produkty danej firmy kupują niekonserwatywne kobiety lub niekonserwatywna młodzież, dla której hasła mówiące o wolności wyboru są ważne, to taka firma będzie skłonna poprzeć protesty. Tworząc wokół produktu obudowę ideologiczną czy emocjonalną mówi, że pieniądze nie są najważniejsze i że w istotnych społecznie sprawach nie boi się zabrać głosu. Zyskuje sympatię, zaangażowanie i lojalność klientów. W sytuacji, gdy rynek zalewają podobne produkty, to klient kupi ten, który wyprodukowała firma głosząca bliskie mu hasła ideologiczne. Nawet jeśli produkt będzie nieznacznie droższy. Dla firm to czysty zysk. Ale firmy muszą być bardzo ostrożne. Decyzje o poparciu jakieś strony konfliktu muszą być poprzedzone badaniami wśród klientów. Trend zabierania głosu w sprawach społecznych przez firmy jest popularny na świecie. Niekiedy firmy przyjmują strategię, że lepiej być jakimś niż wiecznie stonowanym i neutralnym. Lepiej wywołać kontrowersje i się tłumaczyć, niż siedzieć cicho. W przypadku dużych firm, poparcie dla protestów jest zawsze przemyślaną decyzją zarządu danej spółki. Tu nie ma mowy o spontanicznym akcie – mówi Jarosław Ilżycki, specjalista ds. promocji marki i ekspert od marketingu internetowego.

Prawnicy tłumaczą zaś, jak formalnie – zgodnie z prawem - wziąć wolne w pracy na udział w demonstracjach.

- Niektóre firmy popierające protesty umożliwiły pracownikom udział w demonstracjach, ale muszą oni odpracować dzień wolny np. w sobotę lub w ramach nadgodzin. W tym przypadku pracownicy musieli się na to zgodzić. Natomiast przypomnijmy, że każdy pracownik ma prawo do urlopu na żądanie. Pracodawca jest zobowiązany udzielić takiego urlopu podwładnemu w terminie przez niego wskazanym, w wymiarze nie więcej niż 4 dni w każdym roku kalendarzowym. O dniu wolnym na żądanie należy powiadomić pracodawcę najpóźniej w dniu, w którym pracownik planuje wziąć wolne, przed godziną rozpoczęcia pracy. Są i inne możliwości. Jeśli w dniu protestu pracownik odda krew, to również może mieć wolne. Każdemu pracownikowi, który oddaje krew przysługuje zwolnienie od pracy na czas oznaczony przez stację krwiodawstwa – twierdzi adwokat Joanna Polanowska, zajmuje se m.in. prawem pracy.

Tokio Raport - rozmowa z Lucyną Kornobys

Wideo

Materiał oryginalny: Znane firmy popierają Strajk Kobiet! Są też takie, które na protestach i znaku z błyskawicą chcą zarobić... - Dziennik Bałtycki

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie