B-boy Thomaz: Element rywalizacji jest motywujący i rozwijający. Finały Red Bull BC One w Ergo Arenie mogą zainspirować kolejne osoby

Rafał Rusiecki
Rafał Rusiecki
B-boy Thomaz to jeden z czołowych tancerzy na polskiej scenie breakingu
B-boy Thomaz to jeden z czołowych tancerzy na polskiej scenie breakingu Dean Treml
Udostępnij:
Rozmowa z Tomaszem Domańskim aka b-boyem Thomazem, który będzie starał się w Gdańsku dostać do finałowej szesnastki międzynarodowych zawodów Red Bull BC One World Final. O szansach, jakie otwierają się przed breakingiem, kondycji polskiej sceny tanecznej, a przede wszystkim wejściu szeroką ławą do ogólnej świadomości odbiorców.

Breaking łączy w sobie zamiłowanie do muzyki oraz przygotowania fizycznego. To bardzo techniczna dyscyplina. Jak Ty to robisz?
W naszym tańcu jest bardzo dużo różnych aspektów i elementów, nad którymi trzeba się skupić, aby wykonać je poprawnie. Z drugiej strony nie ma czegoś takiego jak poprawność. Na przykład w piłce nożnej można na boisku pójść w tę lub w inną stronę, podać piłkę tak czy siak. U nas, jeżeli znasz muzykę, to możesz już coś przewidzieć. Ta muzyka zmienia się jednak co rundę i nie wiadomo, co to będzie. Jest tutaj element nieprzewidywalności. Sędziowie przykładają do muzyki bardzo dużą uwagę. Przyglądają się, jak na muzykę reagujesz, jakie jest tempo twojego tańca, płynność. Trzeba mieć sportowe przygotowanie, aby być w tempie. Do tego trzeba tańczyć do muzyki i akcentować linie melodyczne. Nie jest bowiem tak, że lecimy na kopyto jednym tempem.

A co u Ciebie było pierwsze? Muzyka czy zamiłowanie do sportu?
Od początku inspirowała mnie muzyka. Słuchaliśmy rapu, hip-hopu. Byliśmy w kulturze, która wychodziła od muzyki. A muzyka daje emocje, które z kolei przekładają się na reakcje ciała w indywidualny sposób. W breakingu możesz pokazać swój charakter przez to, jak ty interpretujesz muzykę. Wszystko wychodzi od muzyki, ale sport się w tym przewija. Dla normalnego widza ciężko wyłuskać te wszystkie elementy. Porównałbym to do oceny obrazu, który podoba się lub nie, a dopiero potem wchodzi się w jego szczegóły. W breakingu jest pewien kanon, który daje początek podstawowym krokom, elementy, ruchy. Część rzeczy wykonujemy w górze, aby po chwili przejść płynnie do rzeczy na dole. Pracujemy nad tym, aby te podstawowe kroki, wymyślone kiedyś, przełożyć na nowy ruch, którego nikt nie zrobił. W tym przejawia się indywidualny charakter tego tańca. Każdego inna rzecz może jarać lub inspirować. Przy sportowym podejściu niektóre elementy można wyciągać na wyższy poziom, a inne zostają w tyle. Na ocenę występu składa się także wiele małych składowych, jak to, jak prezentujesz się na scenie. Ten taniec jest jednak na tyle swobodny, że jeśli chcesz to robić i masz frajdę, to nikt nie musi cię oceniać. Jest bowiem element sporny w zawodach, gdzie autorytet musi ocenić, kto jest lepszy.

Dochodzimy do momentu, w którym ten taniec wrzucany jest w pewne ramy. Na zawodach uczestników oceniają sędziowie, ale także publiczność, która emocjonalnie podchodzi do tego typu występów. Jest dużo kontrowersji?
Tak jak mówiłem na przykładzie obrazu, ciężko jest to wypośrodkować. Powstają systemy sędziowskie, które będą wyłapywały najważniejsze aspekty naszego tańca. One tworzone są wspólnie z ludźmi z tej kultury. Sędziowie mają świadomość, że takie programy wrzucają taniec w pewne ramy, ale wydaje mi się, że będzie to akceptowalne, że nie będzie to bolesne. Jeśli natomiast chodzi o kontrowersje, to zawsze one będą, bo każdemu podoba się coś innego.

Breaking jawi mi się trochę jak sporty walki, gdzie muzyka na wejściu stymuluje do lepszego występu. Tutaj nie ma kontaktu bezpośredniego, ale rywalizujecie jeden na jednego, chcąc pochwalić się swoim gimnastycznym przygotowaniem.
Sędziuję zawody i wtedy skupiam się na różnych elementach, o których wspominałem, ale moją uwagę przykuwa energia. To porównanie jest słuszne, ale ja nazwałbym taki pojedynek rozmową. To zwykła konwersacja, bez dotykania się. Udowadniamy sobie, kto może lepiej pokazać coś lub odpowiedzieć na coś. Taka taneczna rozmowa może przebiegać na różnych poziomach. Oponent może pokazać, że coś umie zademonstrować inaczej, lepiej. Jeśli chodzi o energię, to w takiej rywalizacji widać, czy ktoś ma tę energię, czy mu jej brakuje.

Wynika to z odpowiedniego przygotowania?
Tak, chociaż energię czerpie się także z muzyki. Każdy może dostać inną muzykę, inaczej się z nią czuć. Jest dużo zależności, których nie da się przewidzieć.

A Ty skąd czerpiesz inspiracje? Skąd pochodzisz?
Jestem z Warszawy. Zacząłem tańczyć w 2003 roku. Gdzieś w szkole widziałem kolegów, podczas przerwy czy na lekcji wychowania fizycznego, którzy robili sprężynki na materacach gimnastycznych. Zobaczyłem, że urozmaicają to przewrotami. To nie były jeszcze czasy rozwiniętego internetu, więc musiałem trochę poszukać informacji na temat tego, jak to można rozwinąć, potrenować. Konkretnych miejsc treningowych nie było, a każdy uczył się od każdego, na zasadzie: to jest fajne, pokaż jak to robisz. Takie były początki. Z czasem zaczęło spotykać się coraz więcej ludzi. Ta liczba rosła przy okazji zawodów. A jeśli jechało się na zawody, to towarzyszył temu cel, aby je wygrywać.

W jakiej formie jest polskie środowisko breakingowe? Jak wyglądamy na tle innych państw na świecie?
W piłce nożnej można określić, że Brazylia, Hiszpania, Francja, Niemcy grają super. U nas autorytetem są Stany Zjednoczone, skąd wywodzi się ten taniec. Tam to zostało wymyślone i tam nadano kierunek rozwoju. Wypunktować tutaj można jeszcze Japonię, Koreę Południową, a w Europie Holandię, Francję, Skandynawię, Polskę, Rosję i Ukrainę. Ostatnio w Soczi w Rosji odbyły się oficjalne mistrzostwa Europy kobiet. Dwie b-girls zajęły wysokie miejsca, czwarta i szóste. Dla nas nowością jest to, że nagle jesteśmy na oficjalnych zawodach. Wcześniej nie mieliśmy mistrzostw Polski, Europy czy świata. Wiedzieliśmy, że to się odbywa, ale byliśmy kulturą na uboczu, mieliśmy swoje zawody, które cieszyły się dużym uznaniem. Wracając do pytania o umiejscowienie Polski, to ostatni ranking światowy był w 2016-2017 roku, systematyzujący solowe pojedynki, i wtedy mieliśmy 7-9 miejsce.

Red Bull wspiera środowisko breakingowe organizując zawody, które wnoszą dyscyplinę na nowy poziom. Komitet olimpijski także dał nową energię, wpisując ten taniec w program igrzysk w Paryżu w 2024 roku. Breaking wchodzi na sportowe salony. Jak to przyjmujecie?
Jeśli chodzi o zawody Red Bull BC One, to one od 17 edycji były dla nas największym wyzwaniem. Każdy myślał o tym, aby znaleźć się na tej scenie. Jeśli ktoś myśli poważnie o breakingu, który tak naprawdę jest miksem sportu i kultury, to chciał tam być. Te zawody oraz fakt wejścia na igrzyska pozwala na rozwój sceny tancerzy. Jako małe dzieci wielu z nas marzyło o tym, aby w przyszłości być b-boyem lub b-girl i żyć tylko z tańca. Nie było ku temu warunków. W momencie ogłoszenia breakingu w programie igrzysk każda tancerka i każdy tancerz może mieć pewną bazę. W samym środowisku zdania są podzielone. Jedni patrzą na to przychylnie, a inni podkreślają, że ta nasza kultura będzie…

Skomercjalizowana?
Moim zdaniem i tak już jest skomercjalizowana. Dużo osób nie ma o tym pojęcia, ale to się dzieje. Mocny nacisk jest na to, że to mają być indywidualne pojedynki. Nie ma w tym momencie miejsca na to, co było kiedyś, kiedy tańczyliśmy w grupie i to się fajnie oglądało. Były przyjaźnie i bardzie kręciło się wokół grup, które tworzyliśmy. To były wręcz rodzinne relacje. Teraz poszło to w stronę indywidualną. To świetnie, że idziemy w stronę igrzysk i zostaniemy zauważeni, pokazani w troszeczkę innym świetle.

Rozumiem, że przejście z poziomu amatorskiego do profesjonalnego to masa czasu i wyrzeczeń. Czy breaking w Polsce już daje takie możliwości, żeby żyć tylko z tańca? Czy nadal trzeba się wspomagać chociażby nauką tego stylu?
Jeśli mówimy o osobie, która chce się rozwijać tanecznie, to na ten moment i tak musi prowadzić zajęcia, uczyć innych. Według wymogów Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego takie sytuacje nie będą mogły występować i to jest pewien drażniący punkt. Dużo osób wiąże z tym swoje życie, a nie może przestać uczyć, bo nie będzie miało warunków do utrzymania i treningu. Jeśli będzie wsparcie państwa w tym kierunku, to wtedy tancerze będą mogli się poświęcić. Widzę takich, którzy mogliby zajmować wysokie miejsca na scenie międzynarodowej. W tym momencie, wygrywając zawody Red Bull BC One stajesz się rozpoznawalną osobą. Powiedzmy, że jest to osoba profesjonalna, chociaż nie rozgraniczamy tego w ten sposób. Jeśli ktoś poświęca czas, jeździ na największe zawody na świecie, to jest profesjonalistą. Jeśli jeździsz na zawody krajowe lub nie bierzesz w nich udziału wcale, to nie wiążesz z tym przyszłości i jesteś amatorem.

A czy breakingowe środowisko może już liczyć na wsparcie Polskiego Komitetu Olimpijskiego?
Jeśli chodzi o polską społeczność taneczną, to w tym momencie otworzyliśmy Polską Federację Breakingu. Teoretycznie i praktycznie zrzesza ona wszystkich tancerzy w kraju. Chcemy reprezentować wszystkie działania, które pojawią się w obrębie igrzysk olimpijskich. Myślę, że niedługo będziemy mogli poczynić kroki w kierunku wybrania najlepszych tancerzy, jacy będą przygotowywać się pod kątem igrzysk.

6 listopada w Gdańsku odbędą się światowe finały Red Bull BC One. To zawody, które też są wielką trampoliną w karierze tanecznej. Dostanie się do ścisłego finału będzie wielkim wyróżnieniem. Z jakimi oczekiwaniami do nich podchodzicie?
Sam system eliminacji jest bardzo trudny i tak naprawdę wszyscy w kwalifikacjach krajowych walczą o jedno miejsce, aby dostać się do światowych finałów. Moim zdaniem element rywalizacji jest motywujący i rozwijający. Nawet, jeśli ma się umiejętności, to na tych zawodach poziom jest wysoki. To nie jest tak, że te krajowe zawody są bardzo proste i każdy kto przyjdzie, ten może wygrać. To wydarzenie Red Bull BC One jest na tyle mocnym punktem w kulturze, że każdy chce powalczyć. Pojawiła się teraz wizja igrzysk i to będzie porównywalne. Będąc na scenie w światowych finałach i mogąc reprezentować swój kraj, to jest mega wyróżnienie.

Światowe finały w hali Ergo Arena odbiją się dużym echem, pobudzą ludzi do breakingu?
Myślę, że tak. Te zawody na pewno zainspirują ludzi, aby zaczęli. Na pierwszy raz skupienie się na oglądaniu breakingu jest trudne. Show, które będzie można oglądać, skondensowanie tych zawodów Red Bulla, powinno być jednak inspirujące.

Q&A z Robertem Kubicą

Wideo

Materiał oryginalny: B-boy Thomaz: Element rywalizacji jest motywujący i rozwijający. Finały Red Bull BC One w Ergo Arenie mogą zainspirować kolejne osoby - Dziennik Bałtycki

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie