Bartłomiej Lipiński przed meczem z Vervą Warszawa: Czasami swoje trzeba wziąć siłą i miejmy nadzieję, że nam się to uda

Rafał Rusiecki
Rafał Rusiecki
Bartłomiej Lipiński (nr 1) podczas niedzielnego meczu w Arenie Ursynów z Vervą Warszawa
Bartłomiej Lipiński (nr 1) podczas niedzielnego meczu w Arenie Ursynów z Vervą Warszawa Szymon Starnawski
Rozmowa z Bartłomiejem Lipińskim, przyjmującym Trefla Gdańsk i jednym z najlepiej punktujących siatkarzy PlusLigi, przed decydującym o awansie do półfinału play-offów meczem z Vervą Warszawa. Spotkanie to odbędzie się w środę, 31 marca o godz. 18 w Ergo Arenie. Transmisja w Polsacie Sport Extra.

Co się myśli po meczu, w którym przegrywało się 0:2, doprowadziło się do tie-breaka i prowadziło w nim 12:10, a jednak ostatecznie się go przegrało?
Myśli się, że było bardzo blisko. W tym meczu w Warszawie nie zagraliśmy swojej najlepszej siatkówki i dlatego nam było bardzo przykro. Bardzo chcielibyśmy się już znaleźć w strefie medalowej, ale to się nie udało. Mam tylko nadzieję, że zagramy o wiele lepsze spotkanie w środę i uda nam się zakwalifikować do najlepszej czwórki.

W tegorocznych play-offach gracie do dwóch zwycięstwo. To jakoś usztywnia, z racji tego, że mniej jest miejsca na błędy?
Tak, bo trzeba być skoncentrowanym w każdym meczu. Tak naprawdę po jednym wygranym spotkaniu nic się nie ma. Ten nasz drugi mecz z warszawskim zespołem pokazał, że dwukrotnie zagraliśmy inaczej. To jednak dodaje pikanterii tej rywalizacji. Myślę, że te spotkania są na bardzo wysokim poziomie.

Tylko w gdańsko-warszawskiej parze toczy się jeszcze gra ćwierćfinałowa. Rozumiem, że w ten sposób budujecie dramaturgię?
Można tak powiedzieć. Z drugiej strony ten najbliższy, środowy mecz pokaże, kto idzie dalej, a kto gra o niższe cele. Myślę, że to, że będziemy grać u siebie nam nieco pomoże. Na pewno będzie to jakiś atut. W Warszawie był bardzo szarpany mecz, z jednej i z drugiej strony. Verva dobrze zaczęła, wygrywając dwa sety, potem my wróciliśmy do swojej siatkówki, wygrywając dwa kolejne sety, a tie-break był już loterią. W tym tie-breaku dwie-trzy piłki zadecydowały o końcowym wyniku. Przegraliśmy i jesteśmy bardzo na siebie źli. Gdybyśmy byli na takim średnim poziomie, który prezentowaliśmy w rundzie zasadniczej, to byśmy to wygrali. Niestety, nie udało się. Taki jest sport. Jesteśmy zmotywowani przed środowym meczem.

To jest kwestia fizyczna czy mentalna, że nie udało się w Warszawie zakończyć rywalizacji z Vervą?
Myślę, że jedno i drugie. Staramy się jednak o tym nie myśleć, bo nie ma presji ze strony trenera, czy klubu. Staramy się grać jak najlepszą siatkówkę. Czy wygramy, czy przegramy, ale zostawimy wszystko na boisku, to mamy czyste sumienie. Każdy z nas marzy o tym, aby być jak najwyżej w tej lidze. Runda zasadnicza pokazała, że możemy grać z najlepszymi zespołami, ale też nie jesteśmy robotami. Nie zawsze się udaje, pomimo dobrego czasami grania. W Warszawie nie byliśmy na swoim optymalnym poziomie i to jeden z powodów, dlaczego jesteśmy na siebie źli. Miejmy nadzieję, że taki mecz już nam się nie powtórzy i czekają nas same dobre spotkania do końca sezonu.

Można powiedzieć, że z Vervą Warszawa znacie się bardzo dobrze. Wielu siatkarzy grało już przed laty w Ergo Arenie, sam trener Andrea Anastasi pracował tu pięć lat. Jest w takich okolicznościach sposób na zaskoczenie rywala?
Ani Warszawa, ani my nie zaskoczymy się nowymi ustawieniami, czy zagraniami. Myślę, że to będzie tak, że po prostu dyspozycja dnia zadecyduje o tym, kto pójdzie dalej. Zagraliśmy z tym zespołem już kilka spotkań. Oni znają nas na pamięć, a im my wiemy, czego się można po nich spodziewać. Jak zagramy na swoim najlepszym poziomie, to myślę, że powinno być dobrze. Mamy chwilę, żeby mentalnie i fizycznie przygotować się do środowego spotkania.

W tym ćwierćfinale nie jest tak, że jest zdecydowany faworyt, co potwierdza sam wynik 1:1. Wy w tym sezonie pokazaliście, że stać was na dużo i dużo bogatsze kluby znalazły się w tabeli pod wami. Czy ewentualny brak awansu do półfinału będzie więc porażką?
Mogę tylko powiedzieć, jak to wygląda z mojej strony. A z mojej strony na pewno by tak było. Po to się gra i trenuje, żeby być jak najwyżej. Uważam, że jako zespół, ale też indywidualnie, zrobiliśmy w tym roku duży postęp. Mieliśmy problemy przed sezonem (duża liczba zachorowań na covid-19 – przyp.) i tak naprawdę nie było wiadomo, czego się po nas można spodziewać. Zagraliśmy jednak super. Ta runda zasadnicza była bardzo dobra w naszym wykonaniu (trzecie miejsce w tabeli – przyp.). Uważam więc, że zasługujemy na to, aby znaleźć się w najlepszej czwórce PlusLigi i walczyć o medale. Z mojej strony mogę obiecać, że zrobię wszystko, aby tak się stało. Mam nadzieję, że każdy z kolegów zrobi podobnie i w środę będziemy się mogli cieszyć z awansu do półfinału.

A w półfinale czeka już i odpoczywa Jastrzębski Węgiel. Myślę, że to dla was dodatkowa mobilizacja, bo to zespół, który dał się wam we znaki w tym sezonie.
Dokładnie, ale skupiamy się na środowym meczu z Warszawą. Co będzie dalej, to na razie nie ma żadnego znaczenia. Bardzo chcemy wygrać z Vervą. Trener i wszystkie osoby pracujące wokół klubu o tym marzą. Wiadomo jednak, że wcześniejsze zasługi nie sprawią, że ktoś się przed nami położy i odda nam mecz za darmo. Czasami swoje trzeba wziąć siłą i miejmy nadzieję, że nam się to uda.

W ubiegłym sezonie zespoły PlusLigi nie mogły rozegrać play-offów przez pandemię koronawirusa. Teraz taką możliwość siatkarze mają, ale jest to kosztem kibiców, których nie ma w halach. Czy to jest dla was minus tej zaciętej rywalizacji z Vervą Warszawa?
Na pewno chcielibyśmy, żeby kibice byli z nami. Zrobiliśmy w tym roku dużo fajnych rzeczy. Pomimo, że kibice nie byli z nami w hali, to wspierali nas. Odczuwamy to, że wysyłają nam wiadomości i dopingują przed telewizorami. Tak naprawdę z kibicami jest różnie w różnych klubach. Ja jeszcze nie spotkałem z takimi kibicami, jacy są w Gdańsku. Oni zawsze są z nami, czy wygramy, czy przegramy mecz. To daje nam zadowolenie i dumę, że takie osoby stoją za nami. Niestety, sytuacja nie pozwala, żebyśmy się razem spotkali w hali. Mam nadzieję, że w przyszłym roku będzie trochę lepiej i kibice pojawią się w siatkarskich obiektach, bo to pomaga. Można powiedzieć, że już się do tych pustych trybun przyzwyczailiśmy, w myśl zasady: jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. Czujemy jednak cały czas wsparcie kibiców, choć nie słyszymy tego w hali.

Półfinały będą w kwietniu, a więc zakończą się po tym ścisłym lockdownie. Może medal będzie można jakoś świętować?
Mam nadzieję, że tak będzie. Życzę tego całej treflowej rodzinie.

Tokio Raport - rozmowa z Lucyną Kornobys

Wideo

Materiał oryginalny: Bartłomiej Lipiński przed meczem z Vervą Warszawa: Czasami swoje trzeba wziąć siłą i miejmy nadzieję, że nam się to uda - Dziennik Bałtycki

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie